Dziura pokoleniowa

MSP ZOZ w Chełmie mimo starań nie może znaleźć i zatrudnić radiologa, a pacjentów ze skierowaniem na badanie usg przybywa. – Ostatnio ludzie ustawiali się w kolejce już przed szóstą rano, a niektórzy i tak odeszli z kwitkiem. W chełmskim MSP ZOZ tłumaczą, że lekarzy specjalistów brakuje, a w Lubelskiej Izbie Lekarskiej dodają, że ze względu na braki kadrowe sytuacja w wielu placówkach leczniczych staje się dramatyczna.

– W ostatni dzień miesiąca są zawsze zapisy na badania usg w przychodni przy ulicy Wołyńskiej – opowiada nasza czytelniczka. – Tego dnia, rankiem, przed przychodnią ustawia się ogromna kolejka pacjentów. Niektórzy przychodzą już po piątej rano. Ostatnio też była taka wielka kolejka. Było kilkadziesiąt osób.

Nie wszystkim udało się zapisać na badanie usg, dla wielu osób zbrakło miejsc. Czy w przychodni nie mogą w inny sposób zorganizować tych zapisów, a nie tylko raz w miesiącu, żeby ludzie czekali w długiej kolejce?

Mariusz Żabiński, dyrektor MSP ZOZ w Chełmie, obejmującego przychodnie przy ul. Wołyńskiej i Połanieckiej, mówi, że problem wynika przede wszystkim z braków kadrowych. Chełmski MSP ZOZ od dłuższego czasu pilnie poszukuje specjalistów radiologów, którzy przeprowadzaliby badania usg, ale chętnych nie ma.

Potwierdza, że podczas ostatnich zapisów na usg z „kwitkiem” odeszło pięć osób. Ale zapewnia, że czas oczekiwania w chełmskim MSP ZOZ na usg jamy brzusznej i tarczycy (takie jest tam oferowane) i tak nie jest tak długi, jak w innych placówkach.

– U nas czas oczekiwania na badanie USG wynosi do miesiąca, ewentualnie do dwóch miesięcy, jak było ostatnio w przypadku kilku pacjentów – mówi dyrektor Żabiński. – W każdym miesiącu przybywa pacjentów ze skierowaniami na usg. Tymczasem badanie to wykonują u nas tylko lekarze, którzy zatrudnieni są na co dzień w innych placówkach, a dla nas świadczą usługi dodatkowe.

Chętnie zatrudnilibyśmy radiologa i od dłuższego czasu takiego specjalisty szukamy między innymi za pośrednictwem internetowych portali medycznych, ale chętnych brak. Niestety, te braki kadrowe w służbie zdrowia zaczynają być powszechne. Dotyczą lekarzy różnych specjalności: medycyny rodzinnej, pediatrii i innych.

Dyrektor Żabiński mówi, że w służbie zdrowia powstała swoistego rodzaju „dziura pokoleniowa”. Trochę czasu potrwa zanim obecni studenci medycyny rozpoczną samodzielną pracę. Na wagę złota są więc lekarze, którzy już osiągnęli wiek emerytalny. Tym samym średnia wieku lekarzy szybuje w górę.

Marek Stankiewicz, rzecznik prasowy Lubelskiej Izby Lekarskiej, przyznaje, że problem jest, a sytuacja kadrowa w szpitalach terenowych zaczyna być dramatyczna. Opowiada jak wyglądają początki kariery lekarskiej, tłumacząc, dlaczego młodzi ludzie niekoniecznie garną się do tego zawodu.

– Studia medyczne trwają sześć lat i wymagają dużego zaangażowania – mówi Marek Stankiewicz. – Nie są to studia, na których można dorobić, bo na to czasu nie ma. Po ukończeniu studiów nie jest się pełnoprawnym lekarzem. Najpierw konieczny jest rok stażu, a potem jeszcze kolejne sześć do ośmiu lat specjalizacji. Dopiero wtedy osiąga się zawodową samodzielność.

Lekarz ma wtedy trzydzieści dwa – trzydzieści cztery lata. Dopiero zaczyna zawodowe życie, podczas gdy jego rówieśnicy dawno już zarabiają. Wielu młodych lekarzy często decyduje się na wyjazd za granicę, bo tam mają zapewnioną stabilizację życiową. U nas tego nie ma. Braki kadrowe są zagrożeniem dla naszej służby zdrowia. Z tego powodu sytuacja w wielu szpitalach staje się po prostu dramatyczna. (mo)