Fałszywa wróżka wpadła pod Częstochową?

Policjanci z odległego Myszkowa w jednej z miejscowości w pobliżu Częstochowy zatrzymali Cygankę, która podając się za wróżkę okradła jedną z tamtejszych rodzin. Bardzo prawdopodobne, że to ta sama kobieta, która całkiem niedawno grasowała w Krasnymstawie.

Przypomnijmy. 15 stycznia kobieta podająca się za wróżkę okradła jedną z rodzin z Krasnegostawu. Z relacji zgłaszającej wynikało, że tego dnia, około południa, do domu, w którym przebywała wraz z mężem i córką, przyszła nieznajoma kobieta i oświadczyła, że może im powróżyć. Nieznajoma oznajmiła też, że „wypędzi z domu nieszczęścia”. Poprosiła o przyniesienie kury, mającej być atrybutem do wróżenia oraz wszystkich pieniędzy, jakie znajdowały się w domu. Po spełnieniu tych próśb zaczęła obrzęd. Jak wynika z relacji okradzionej rodziny, kobieta w nieznany sposób sprawiła, że kura przestała się ruszać. Kobieta kazała po północy zakopać ją na najbliższym cmentarzu. Wróżyła też z rozbitego jajka, a banknotami wypędzała choroby z domowników. Po wyjściu „wróżki” krasnostawianie zorientowali się, że brakuje części ich pieniędzy. Jak się po chwili okazało, łupem złodziejki padło w sumie 4,6 tys. zł. Policjanci sporządzili rysopis „wróżki”. Kobietę opisano jako ok. 45-latkę z ciemnymi włosami zawiązanymi w kok, ubraną w czarną kurtkę i czarne spodnie.
Co ciekawe 10 dni później do bardzo podobnego przestępstwa doszło w gminie Żarki w powiecie myszkowskim, ok. 30 km od Częstochowy (i ok. 300 km od Krasnegostawu). Do komendy powiatowej policji w Myszkowie zgłosili się mieszkańcy Żarek, 64-letni mężczyzna i jego 60-letnia żona, i powiadomili stróżów prawa o kradzieży pieniędzy. Z ich relacji wynikało, że wpuścili do swojego domu kobietę, która zapytała ich, czy nie mają niepotrzebnego chomonta. W momencie, kiedy usłyszała, że nie ma takich przedmiotów, bez większego zastanowienia zaoferowała domownikom pomoc w odczarowaniu ich domostwa ze złych mocy. Właścicielka, nie spodziewając się niczego złego, zaprosiła ją do środka. – Wówczas oszustka oświadczyła, że w niedługim czasie ich syn zginie w wypadku – opowiada Barbara Poznańska, oficer prasowy KPP w Myszkowie. – Dodała, że może to odczarować, ale poleciła im, aby wszystkie swoje oszczędności, które mają w domu zawinęli w jakąś rzecz osobistą, a następnie dali jej do ręki – dodaje. Nieznajoma przejmując zawiniątko w dłonie, zaczęła się modlić. Następnie zwróciła je 60-latce i szybko odwróciła jej uwagę. Poprosiła o jajko, które zgniotła w bieliźnie, w której wcześniej były pieniądze. – Następnie kazała przynieść z podwórka kurę. 64-latek przyniósł ptaka do domu i przekazał nieznajomej. W jej rękach kura padła – mówi Poznańska.

Śmierć kury, jak stwierdziła oszustka oznaczała, że w domu panują złe moce. – Nakazała martwą kurę zakopać na podwórku. To miało zaważyć na tym, że jej czary zadziałają i przywrócone zostanie szczęście rodziny – opowiada rzecznik.
Gdy małżeństwo wyszło na zewnątrz budynku z zamiarem zakopania kury, oszustka uciekła. Okazało się, że jej łupem padła gotówka w kwocie 2,3 tys. zł. Kiedy pokrzywdzeni zorientowali się, że zostali nabrani, zadzwonili na policję. Śledczy z wydziału kryminalnego szybko wpadli na trop 44-letniej mieszkanki Częstochowy. Stróże prawa złożyli jej niezapowiedzianą wizytę. 44-latka była zaskoczona widokiem policjantów. Podczas przesłuchania przyznała się do kradzieży i zwróciła pieniądze. Grozi jej do 5 lat więzienia. Zatrzymaniem, jakie miało miejsce pod Częstochową, zainteresowali się policjanci z Krasnegostawu. Bardzo prawdopodobne jest bowiem to, że „wróżka” z Krasnegostawu i „wróżka z Myszkowa” to ta sama osoba. Pewności nie ma, zatrzymana ma zostać wkrótce okazana rodzinie z Krasnegostawu. (kg)