Fałszywy Will Smith rozkochał ją i wyczyścił konto

Miała być wielka miłość, nieprzerwany strumień dochodu, brylowanie na czerwonym dywanie i pozowanie do zdjęć „na ściankach”. Wystarczyło tylko zapłacić za transport przez ocean fortuny, diamentów i papierów rozwodowych. Niestety, złudzenia prysły jak bańka mydlana, bo Will Smith okazał się sobowtórem-oszustem.

„Faceci w czerni”, „Bardzo dziki zachód”, „Ja, robot” czy „Jestem legendą” to tylko niektóre tytuły filmów, w których zagrał. Lista jest długa, a amerykańskiego aktora, producenta i rapera Willa Smitha zna cały świat. Jakież musiało być więc zdziwienie 35-latki ze wsi pod Chełmem, że to właśnie do niej ten obrzydliwie bogaty gwiazdor Hollywood odezwał się w mediach społecznościowych. Kobieta, jak rzesze innych fanek, miała wcześniej zareagować na udostępniane na jego profilu zdjęcia. W najśmielszych snach nie przypuszczała jednak, że doczeka się odzewu. A jednak. Niestety, jak się po fakcie okazało, konto było fałszywe, a zarządzał nim oszust łudząco podobny do aktora.

Przez kilka tygodni 35-latka rozmawiała z fałszywym Willem. Nie tylko pisali do siebie, ale i widzieli się na video. Mówiący płynnie po angielsku przystojny czarnoskóry mężczyzna wyglądał jota w jotę jak prawdziwy Smith. Zakochana bez reszty chłonęła słowa amanta jak gąbka. Uwierzyła, że amerykański aktor już niebawem weźmie rozwód z żoną Jadą, z którą żyje od 1997 roku, i porwie chełmiankę ze sobą, niczym książę na białym rumaku. Oj, pewnie wyobrażała sobie już miny zazdrosnych mieszkańców wsi, kiedy to w eleganckiej sukni będzie pozować do zdjęć fotoreporterom na czerwonym dywanie.

– Fałszywy aktor w pewnym momencie oznajmił, że upoważnia 35-latkę do odbioru paczki z zawartością diamentów o wartości 6 milionów dolarów, 3 milionów dolarów w gotówce oraz dokumentów rozwodowych. W tym celu musiała jedynie wnieść opłaty, by uzyskać certyfikat upoważniający ją do odbioru kosztowności oraz zapłacić cło. Łącznie kobieta została poproszona o przelanie na wskazane rachunki 45 tysięcy złotych. Po dokonaniu transakcji zauważyła, że jej znajomy zaczął unikać kontaktu, by w ostateczności całkowicie przerwać znajomość – mówi komisarz Kamil Gołębiowski, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Lublinie.

Amerykański sen się skończył, a kobieta zrozumiała, że padła ofiarą sobowtóra-oszusta. Sprawę postanowiła zgłosić policji, ale najpewniej ze wstydu od chełmskiej komendy wybrała komisariat w Lublinie. – Policjanci zabezpieczyli materiały, w tym dane z logowań, i ustalają prawdziwą tożsamość sprawcy tego przestępstwa. Jednocześnie apelują o ostrożność i rozwagę w kontaktach z nieznajomymi – podkreśla kom. Gołębowski. – Tego typu przestępstwa zdarzają się, nazywamy je często sposobem „na Nigeryjczyka”, był też „amerykański żołnierz”. Modus operandi sprawcy wygląda zawsze tak samo: nawiązuje on kontakt, zdobywa zaufanie, a po jakimś czasie prosi o pieniądze. (pc)