Firma odpowie za śmierć pracownika?

Na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata sąd skazał w ubiegłym tygodniu Marcina A. Pracownik „Motopolu” nieumyślnie doprowadził do śmierci swojego kolegi, Arkadiusza. Jednocześnie w drugim prowadzonym w tej sprawie postępowaniu A. występuje w roli pokrzywdzonego.

Wrzesień 2016 r. Pracowali we trzech przy wymianie opon w ładowarce Ł-34 w serwisie opon przy Alei Przyjaźni – Arkadiusz B. (32 l.), Marcin A. (31 l.) i jeszcze jeden kolega. W pewnej chwili doszło do wyrwania felgi, która raniła wszystkich trzech mężczyzn – Arka śmiertelnie.
Śledztwo przy udziale inspektora Państwowej Inspekcji Pracy oraz biegłego z zakresu techniki samochodowej wszczęła Prokuratura Rejonowa w Chełmie. Na podstawie zgromadzonych dowodów (m.in. zeznań świadków i zapisu z monitoringu) prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Marcinowi A. Mężczyźnie zarzucono, że przez niezachowanie zasad bezpieczeństwa nieumyślnie spowodował śmierć kolegi z pracy.
Na feldze znajdowało się ostrzeżenie, że przed wymianą należy spuścić powietrze. Mimo niespuszczenia powietrza A. uderzył w oponę, a ta wyrwała się i trafiła w nich. W trakcie śledztwa oskarżony tłumaczył, że pierwszy raz dotarła do nich opona z niespuszczonym powietrzem – wcześniej od innych pracowników zakładu dostawali sprzęt już gotowy do wymiany.
Sąd przystał na propozycję kary uzgodnioną między oskarżonym a prokuratorem i w środę (17 maja) wydał wyrok – Marcin A. dostał rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata.
To jednak nie koniec sprawy, bo za tragiczny wypadek w zakładzie wulkanizacyjnym i zaniedbania może odpowiedzieć kierownctwo firmy.
Prokurator wyłączył do odrębnego postępowania materiały w sprawie bezpośredniego narażenia utraty zdrowia i życia wszystkich trzech pracowników wymieniających tego feralnego dnia oponę w ładowarce przez niezapewnienie stosownych szkoleń i niewłaściwą organizację pracy w firmie. Badana jest rola kierownictwa w procesie zarządzania oraz ewentualny związek przyczynowy z tragedią. Obraz z zabezpieczonego monitoringu potwierdził, że mechanicy nie stosowali urządzenia zabezpieczającego, tzw. klatki na koła.
– Obecnie postępowanie toczy się w sprawie. Dotychczas nikomu nie przedstawiono zarzutów z artykułu 160 kodeksu karnego, czego nie można wykluczyć w przyszłości – mówi Andrzej Lebiedowicz, zastępca prokuratora rejonowego w Chełmie. (pc)