Flaszka do flaszki…

Grzegorz Super Zbieracz otwiera swój kebab

Niewiele restauracji może poszczycić się taką reklamą – najsłynniejszy w Lublinie odbiorca butelek z akademików, który sam nazywa siebie Super Zbieraczem, przed telewizyjnymi kamerami i w błysku fleszy fotoreporterów otworzył w mieście… punkt z kebabami. Na swój biznes zarobił, odbierając przez jedenaście lat od lubelskich studentów butelki po piwie, które w czuły sposób nazywa „kryształami”.


Uśmiechnięty, pozytywnie zakręcony trzydziestoparolatek na skuterze to postać znana wszystkim lubelskim studentom. – Przyjeżdżał o każdej godzinie, jego numer był zawsze dostępny i nigdy nie odmawiał przyjęcia butelek – podkreślają studenci. Grzegorz Iżycki, bo tak nazywa się Super Zbieracz, zasłynął również filmikami, które kręcił podczas spotkań ze studentami. Jego profil na popularnym portalu społecznościowym śledzi ponad 18 tysięcy fanów. Wszyscy znają jego wyrazisty sposób wysławiania się i charakterystyczny styl.

„WOLNA Kebabowa Godzilla”

– „Oto NOWA REWOLUCJA już w Najbliższych Dniach Startuje Nowa WOLNA Kebabowa Godzilla jaka jest Oparta na Mnie, na Moim Doświadczeniu w Kebabowym Świecie” – tak na Facebooku informował o otwarciu swojego lokalu przy ulicy Jasnej 7. Tuż po otwarciu punktu z kebabami w mediach rozpętała się prawdziwa rewolucja. Grzegorz z Lublina wystąpił już chyba we wszystkich możliwych stacjach telewizyjnych. Musiał też na jakiś czas zamykać lokal, by udzielać wywiadów i oprowadzać kolejne ekipy. Swoją nową firmę nazwał Super Kebab Mocy, ale ze zbierania butelek nie zamierza rezygnować. Chce godzić oba biznesy – a jak mu się to uda, czas pokaże.
Niektórzy mają jednak wątpliwości, czy bezrobotny przez wiele lat Super Zbieracz podoła nowemu wyzwaniu, jakim jest praca na własny rachunek. W tle niewątpliwego sukcesu medialnego pobrzmiewa również konflikt z Jerzym Andrzejewskim, właścicielem sieci „Prawdziwy Kebab u Prawdziwego Polaka”. Sam Grzegorz problemu nie widzi: – Żadnej wojny kebabowej nie ma. Nie pokłóciłem się z panem Jerzym. Każdy ma swoich klientów – mówi w rozmowie z „Nowym Tygodniem”. Super Zbieracz swoją kebabową przygodę zaczynał początkowo we współpracy z Jerzym Andrzejewskim, pod biało-czerwonymi szyldami „Prawdziwego Kebaba u Prawdziwego Polaka”. Później jednak sytuacja się odwróciła, a sam Andrzejewski w oficjalnym oświadczeniu odżegnywał się od współpracy z Super Zbieraczem: „Lokal przy ul. Jasnej 7 w Lublinie nie ma prawa korzystać z szyldów i znaków firmowych Prawdziwy Kebab u Prawdziwego Polaka. Wszelka współpraca zostaje rozwiązana. Od właściciela żądamy zdjęcia szyldów i nalepek reklamowych i nie utożsamiania się z firmą Prawdziwy Kebab u Prawdziwego Polaka. Wszystkich klientów przepraszam za utrudnienia i niekomfortową sytuację i zapraszam do lokali na ul. Nadbystrzycka 9 i Kunickiego 103 oraz do Lubartowa na ul. Lubelską 56a obok Stokrotki – podpisane właściciel marki Jerzy Andrzejewski”.

Niedoceniona pomoc?

– Ja tam do Grzesia nic nie mam, żal mi go było i chciałem mu pomóc, bo narzekał, że studenci jeszcze nie przyjechali i butelek nie ma. Zatrudniłem go i przez miesiąc u mnie pracował. Na kuchnię nie wchodził, miał zakaz. Dowoził towar na swoim skuterze – zapakowane firmowo kebaby. Płaciłem mu za godziny pracy plus za benzynę i dowóz. Nie miał źle – podkreśla w rozmowie z „Nowy Tygodniem” Jerzy Andrzejewski, właściciel firmy „Prawdziwy Kebab u Prawdziwego Polaka”. Współpraca obu panów zakończyła się dość gwałtownie, choć nie przerwała wzajemnych relacji. – Był taki incydent w jednym z lokali, że Grzegorz wpadł w furię i bardzo przestraszył moje pracownice. Krzyczał, że za mało zarabia, że nie dostaje jeść w pracy. Co nie jest prawdą, bo u mnie każdy pracownik ma 50% zniżki na jedzenie. Zrezygnowałem z zatrudniania go – dodaje pan Jerzy.
Super Zbieracz, dowożąc nocą kebaby, odbierał również butelki i w końcu wpadł na pomysł otwarcia własnego lokalu. Jak podkreśla – to zawsze było jego marzenie. Początkowo punkt na Jasnej miał przejąć od poprzedniego najemcy, który miał w tym miejscu lokal pod szyldem „Prawdziwy Kebab u Prawdziwego Polaka”, wynajmowany na zasadzie franczyzy.
– Sam lokal nie był mój, ale poprzedni najemca zrezygnował, to powiadomiłem Grzegorza. Miał odtąd zająć się tylko kebabem, zrezygnować z odbioru butelek i pilnować pracowników, których pomagałem mu zatrudnić. Za lokal razem z urządzeniami, umeblowaniem i jedzeniem zapłacił 20 tysięcy złotych – wyjaśnia Jerzy Andrzejewski (w mediach Super Zbieracz twierdzi, że lokal kosztował go 4 tysiące). Jednak pracownicy szybko zrezygnowali i Super Zbieracz sam zaczął sprzedawać kebaby… podobno bez odpowiednich uprawnień sanitarnych. To zdecydowało o zerwaniu współpracy z „Prawdziwym Polakiem”. – Ja podpisywałem umowy wszystkie, wszystko jest na mnie. Dokumenty wszystkie też mam – ucina nasze dociekania Super Zbieracz. – Szyldy odwiozę panu Jerzemu, jak tylko naprawię skuter – deklarował. – Gdyby Grześ dotrzymał umowy, wszystko byłoby OK, a nasza współpraca dalej by trwała, ale ja sobie nie mogę pozwolić na żadne wątpliwości. Mam lokale w Lublinie przy Nadbystrzyckiej, Kunickiego, Turystycznej i zaraz otwieram punkt na Grodzkiej 3. Mam swoich dostawców mięsa, własną mieszkankę przypraw – walczę o jakość kebaba i muszę to utrzymać – mówi Jerzy Andrzejewski. Super Zbieracza mocno wspiera społeczność studencka, która dobrze zna tę barwną i wesołą postać. Jeśli lokal obroni się dobrym jedzeniem, klientów na pewno mu nie zabraknie.
Emilia Kalwińska