Gorąco w Filharmonii

Opisanie przez nas szczegółowych zarzutów pracowników Filharmonii Lubelskiej wobec jej dyrektora, Jana Sęka – skłoniło go do ogłoszenia, że teraz regularnie będzie rozsyłał mediom komunikaty o swojej działalności.


Tak też zrobił i odpowiedział akurat na te uwagi, których… nikt nie miał, samemu przy tym atakując podległych sobie muzyków. Tych zirytowało to na tyle, że odpowiedzieli własną konferencją i wejściem w formalny spór zbiorowy z dyrekcją. W tym zaś momencie dyrektor naczelny postanowił wykorzystać swoją przewagę kompetencyjną i wyrzucił swojego zastępcę, a męża zaufania załogi, dyrektora artystycznego, Wojciecha Rodka. Uff, a niektóry sądzą, że filharmonie są nudne…!
Że ani muzycy z dyrektorem, ani dyrektor z własną załogą pracować dalej nie są w stanie, jest już jasne dla wszystkich, może poza nadzorującym FL Zarządem Województwa. Jego polityczno-kadrowe ograniczenia (dyr. Sęk należy do PSL) akurat wszyscy doskonale rozumieją, stąd też wśród postulatów sporu zbiorowego jest też zmiana statusu jednostki tak, by była ona współprowadzona przez samorząd województwa i ministerstwo kultury. Gwarantuje to nie tylko dodatkowe środki, ale większe jeszcze nawet zapętlenie kadrowo-decyzyjne, dzięki któremu niemal nikt już nikogo nie może sobie ot tak odwołać ani powołać. I o taki pat jeszcze do piątku chodziło, dopóki dyr. Sęk nie okazał się szybszy i bardziej zdecydowany od swych krytyków, pozbywając się części wewnętrznej opozycji.
Sęk ma w ręku niezły argument, podnosząc, że wicedyrektor Rodek nie chciał zgodzić się na obowiązkowe stawiennictwo w miejscu pracy przynajmniej raz w tygodniu. Muzyków to jednak i tak nic nie obchodzi, wolą bowiem znającego się na rzeczy, choć niekiedy faktycznie nieobecnego dyrektora artystycznego od naczelnego, który z jednostki muzycznej zrobił skup starych mebli do dalszego odkupienia.
Poziom awantury w FL zbliżył się już zrozumiałością do muzyki nowoczesnej, a hałaśliwością – do wprawki przed koncertem. Przeczekać, niczym nudnej symfonii, już się go raczej nie da. Jakieś decyzje będą musiały być podjęte i to na poziomie samorządowym. I albo będziemy mieli Filharmonię bez muzyków, albo bez dyrektorów. Trzeciego wyjścia, póki co, w tym hałasie nie słychać. TAK