Gorączkowo przy raku

Na poniedziałkowej sesji sejmiku wojewódzkiego szykuje się ostra dyskusja o lubelskiej onkologii. Warto jednak znać pewne fakty.


Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej ma znacznie niższy stosunek wynagrodzeń i pochodnych do łącznych kosztów działalności, jak wynika z przedstawionego właśnie półrocznego sprawozdania finansowego.
Roczne koszty działalności COZL ogółem wynoszą 119 554 081,05 zł, z czego płace to tylko 44 852 591,99 zł, co stanowi 37,52 proc. Dla porównania – w przypadku Wojewódzkiego Szpitala im. Wyszyńskiego współczynnik ten wynosi 50,27 proc, a w „Janie Bożym” – aż 56,69 proc.
Co więcej, w przeciwieństwie do innych marszałkowskich szpitali COZL (kosztem ogromnych wyrzeczeń załogi) systematycznie redukuje swoją stratę. O ile w pierwszym półroczu 2016 r. wynik finansowy netto wynosił -18 638 094,25 zł, to w tym roku poprawił się o ponad 3,8 miliona złotych. Strata oczywiście nadal jest wykazywana, jednak o 4,3 mln zł mniejsza, niż zakładano w planie finansowym jednostki na rok 2017. Są więc zwiastuny poprawy, pytania jednak brzmią – w jakim kierunku powinny pójść dalsze działania naprawcze i czy nie osiągnięto już kresu restrukturyzowania kosztem załogi? A także i przede wszystkim – czy uda znaleźć się środki na utrzymanie szpitala – i w jakim wymiarze?

Cudze sukcesy

Kluczem są oczywiście kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia, co po kilku miesiącach przekomarzanek dotarło nawet do lubelskich decydentów. W końcu do odpowiedzi poczuł się wywołany, wojewoda Przemysław Czarnek, było nie było reprezentujący na Lubelszczyźnie rząd. Wojewoda zdążył się już pochwalić między innymi przekazaniem COZL przez NFZ sumy 1,2 mln zł tytułem zaległych nadwykonań, choć jako żywo świadczenia, za które z takim opóźnieniem wreszcie zapłacono, realizowała załoga Centrum, a nie pan wojewoda. Nie wiadomo też, co z resztą należnych pieniędzy, o których polityk PiS miał do powiedzenia tylko tyle, że „kolejne kilka milionów czeka na decyzję w Warszawie”.
Z konkretów wojewoda ograniczył się więc jedynie do zachwalania systemowej zmiany, jaką wprowadziła nowa ustawa o sieci szpitali. Czarnek skrytykował też samo Centrum, obciążając go odpowiedzialnością za „złożenie gorszej oferty na hematologię”, przez co kontrakt trafił do klinicznej konkurencji. – Chcę jednak powiedzieć, że w najbliższym czasie ogłoszone będą dodatkowe konkursy na niektóre oddziały, które nie są kontraktowane w NFZ. Chodzi m.in. o hematologię i ginekologię położniczą – zapewnił wojewoda. Przede wszystkim kolejne jego wystąpienie miało na celu rytualne wytrząsanie się z marszałka Sławomira Sosnowskiego, któremu – zdaniem Czarnka – „puszczają nerwy”. Szef samorządu na razie nie dał się jednak sprowokować do odpowiedzi, choć sprawą COZL na poniedziałkowej sesji ma zajmować się Sejmik Województwa Lubelskiego, a więc awantura wydaje się niemal pewna.

Nie ma głupich

Zarówno strona samorządowa, jak i rządowa najchętniej całym nieszczęściem Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej uszczęśliwiłyby Uniwersytet Medyczny w Lublinie. Oczywiście, rozwiązanie to byłoby najlepsze, bowiem faktycznie – rektor prof. dr hab. Andrzej Drop i jego ekipa, w odróżnieniu od polityków i ich protegowanych wiedzą jak prowadzić działalności medyczną. Tyle tylko, że nikt jakoś nie chce pamiętać, że poprzednie rozmowy o przekazaniu COZL uczelni zostały w niezbyt grzecznej formie zerwane właśnie przez wicemarszałka Arkadiusza Bratkowskiego. Uniwersytet Medyczny w ogóle zaś ma marne doświadczenia we współpracy z samorządem, by wspomnieć tylko arogancję ówczesnego marszałka, Krzysztofa Hetmana, podczas rozmów o ewentualnym oddaniu także Szpitala im Jana Bożego. Nie ma się więc czemu dziwić, że Uniwersytet umywa ręce. – Uniwersytet Medyczny jest przygotowany do udziału w organizacji lecznictwa onkologicznego w województwie lubelskim, jednak w odniesieniu do teraźniejszej sytuacji, związanej z funkcjonowaniem COZL, inicjatywa należy do samorządu województwa – podkreśla dr Włodzimierz Matysiak, rzecznik prasowy UM. TAK