Gorsze dzieci?

Indywidualne nauczanie nie będzie już prowadzone w szkole, tylko w domu rodzinnym ucznia. Zmiana przepisów wywołuje ogromne poruszenie wśród rodziców dzieci ze specjalnymi potrzebami i w placówkach oświatowych. – Aż trudno uwierzyć, że zamyka się te dzieci w czterech ścianach. Czy ktoś pomyślał, jak one się teraz czują? – komentuje Ewa Suchań, prezes ZNP w Chełmie. Ale ministerstwo wskazuje na pewną ścieżkę…

Szok i niedowierzanie przyszły wraz z początkiem roku szkolnego. Mama Marcina (imię zmienione) dowiedziała się, że weszły w życie nowe przepisy. Jej syn, uczeń jednej z chełmskich podstawówek, cierpiący na zaburzenia emocjonalne, nie będzie mógł, tak jak w poprzednim roku szkolnym, przychodzić do szkoły na indywidualne nauczanie. Na podstawie rozporządzenia MEN od 1 września br. takie zajęcia mogą odbywać się tylko w miejscu pobytu ucznia, czyli w domu. Mama Marcina jest oburzona i ma żal, że nikt nie wziął pod uwagę, co poczuje jej dziecko, gdy dowie się, że w jego szkole nie ma już dla niego miejsca.
– Na co dzień mamy wystarczająco wiele problemów, a nowy rok szkolny przywitaliśmy z jeszcze większym strachem i niepewnością – mówi kobieta. – Czy moje dziecko jest gorsze, że zakazuje mu się wstępu do szkoły? Izolacja, wykluczenie społeczne i skazywanie na samotność w domu… Nie wierzę, że to się dzieje naprawdę.
Nauczaniem indywidualnym objęci są m.in. uczniowie przewlekle chorzy, niepełnosprawni czy w trakcie rekonwalescencji. Dotąd mogli oni – według poradni psychologiczno-pedagogicznej – brać udział w niektórych lekcjach z rówieśnikami, akademiach, uroczystościach szkolnych. Według nowych przepisów mają uczyć się w domu albo iść do szkoły specjalnej. Krytycznych komentarzy na ten temat jest mnóstwo. I nie pochodzą one wyłącznie od rodziców niepełnosprawnych uczniów.
– Kolejna błyskawicznie wprowadzona, szokująca zmiana – mówi Ewa Suchań, prezes ZNP w Chełmie. – Czy naprawdę wszystkie dzieci niepełnosprawne wrzuca się do jednego worka? Dlaczego nikt nie zapytał o zdanie rodziców? Chce się te dzieci zamknąć w czterech ścianach, bo inaczej nie można tych przepisów interpretować. Chce się je odsunąć od szkolnych kolegów i koleżanek. Aż strach pomyśleć, co jeszcze czeka nas w szkołach.
Bożena Ćwiek z Kuratorium Oświaty w Lublinie zdaje sobie sprawę, jak wielkie emocje społeczne wzbudziły nowe przepisy. Jej zdaniem nie można zawężać problemu.
– W szkołach latami przyzwyczajono się do pewnych rozwiązań, ale w wielu przypadkach z zajęć w ramach indywidualnego nauczania w szkołach korzystano częściej niż to wynikało z potrzeb ucznia – mówi dyrektor Ćwiek. – Według nowego rozporządzenia indywidualne nauczanie orzekane jest wtedy, gdy stan zdrowia niepełnosprawnego ucznia uniemożliwia lub znacznie utrudnia mu chodzenie do szkoły. Dlatego ma się ono odbywać w domu. O tym, czy dziecko będzie kwalifikowane do indywidualnego nauczania, decyduje zespół specjalistów. Ale nie można zawężać tego rozporządzenia do tego problemu. Mówi ono także o różnych innych ścieżkach rozwoju dziecka.

Furtka w ścieżce

Dyrektor Ćwiek nawiązuje do „zindywidualizowanej ścieżki kształcenia”. O tym rozwiązaniu mówi też Anna Ostrowska, rzecznik prasowy MEN.
– Jeśli orzeczenie o potrzebie indywidualnego nauczania zostanie wydane po 1 września br., to indywidualne nauczanie organizowane będzie na nowych zasadach, tzn. w domu ucznia – informuje Ostrowska. – Uczeń będzie włączany w życie klasy i szkoły, a decydował będzie o tym dyrektor szkoły w porozumieniu z rodzicami ucznia, w zależności od stanu zdrowia ucznia. Należy podkreślić, że ta sytuacja dotyczy uczniów chorych, których stan zdrowia uniemożliwia lub znacznie utrudnia uczęszczanie do szkoły. Uczniowie z niepełnosprawnościami, posiadający orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego, mogą mieć indywidualne zajęcia w szkole. Nie jest do tego wymagane orzeczenie o potrzebie indywidualnego nauczania. Wynika to z przepisów rozporządzenia MEN z 9 sierpnia 2017 roku. Uczniowie, którzy mogą chodzić do szkoły, ale ze względu na stan zdrowia nie mogą w szkole przebywać tak długo jak ich rówieśnicy, mogą skorzystać z nowej formy pomocy psychologiczno-pedagogicznej – zindywidualizowanej ścieżki kształcenia. Szkoła będzie organizowała tę formę pomocy na podstawie opinii publicznej poradni psychologiczno-pedagogicznej.
Rodzice uczniów ze specjalnymi potrzebami widzą w tym zapisie światełko w tunelu, ale w praktyce nie wiadomo jeszcze, jak będzie wyglądała realizacja tej „ścieżki”. Na razie zmiana przepisów spowodowała zamieszanie w poradniach psychologiczno-pedagogicznych.
– Niektórzy rodzice pewnie w ogóle nie złożą wniosku o indywidualne nauczanie – mówi Anna Szewczyk, dyrektor Zespołu Wychowania i Pomocy Psychologiczno-Pedagogicznej Nr 2 w Chełmie. – Rozumiem ich obawy o odizolowanie dziecka. Przed 31 sierpnia wydaliśmy bardzo dużo orzeczeń o indywidualnym nauczaniu i one będą realizowane jeszcze na starych zasadach. Teraz rodzice składają o to wnioski, ale my jeszcze nie wiemy, na czym stoimy, bo wciąż nie mamy rozporządzeń wykonawczych. Dlatego nie wiemy jeszcze, ile dzieci z terenu naszej poradni będzie miało indywidualne nauczanie w domu.
Dorota Mandzińska, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 2 w Chełmie, uważa, że poprzednie rozwiązania były lepsze.
– To, że nauczanie indywidualne będzie teraz możliwe tylko w domach uczniów, według mnie nie do końca jest właściwe – mówi dyrektor Mandzińska. – To ograniczy ich relacje z rówieśnikami. Słyszę głosy rodziców i wiem, że im też się to nie podoba. Indywidualne nauczanie dotyczyło na przykład uczniów z zaburzeniami emocjonalnymi, dla których kontakt z kolegami klasy odgrywał ważną rolę. Jeden z rodziców ucznia naszej szkoły teraz mocno rozważa czy złoży wniosek o indywidualne nauczanie. (mo)