Impreza z trupem w kuchni

Tragiczny finał balangi w mieszkaniu przy ul. Rolniczej. Jeden z biesiadników zadał gospodarzowi śmiertelne ciosy w głowę i wyszedł. 67-latek wykrwawiał się na podłodze, a pozostali goście pili dalej w najlepsze. Nawet nie pamiętają, kiedy wezwali pogotowie do denata.

Sprawa jest zawiła, a na obecnym etapie śledztwa nie wszystkie okoliczności śmierci 67-latka z os. Cementownia są jasne. To dlatego, że dwaj główni świadkowie zbrodni, gdzie jeden może okazać się drugim sprawcą (47-letnia Ewa K. i 54-letni Jerzy M.), mają ogromne dziury w pamięci od alkoholu – ich zeznania to jeden wielki chaos. Kobieta jest przekonana, że pogotowie do zakrwawionego gospodarza wezwała we wtorek (12 września) nad ranem, a z rejestru stacji ratownictwa wynika, że zgłoszenie przyszło dopiero późnym wieczorem, gdy mężczyzna już nie żył.
– Przeprowadzona w czwartek sekcja zwłok wykazała, że bezpośrednią przyczyną śmierci był krwiak podtwardówkowy obustronny w części potylicznej i lewostronny w części ciemieniowo-czołowej. Biegły stwierdził, że doszło do urazu czynnego na skutek uderzenia tępokrawędzistym narzędziem – mówi Andrzej Lebiedowicz, zastępca Prokuratora Rejonowego w Chełmie.
11 września w mieszkaniu denata przy ul. Rolniczej trwała libacja, w której oprócz Ewy K. i Jerzego M. uczestniczył Krzysztof W. (64 l.). Doszło do awantury, podczas której ofiara miała wyzywać Krzysztofa W. Ten wściekł się i sięgnął po popielnicę, którą zadał gospodarzowi kilka (około pięciu) ciosów w głowę. 67-latek upadł na podłogę w kuchni, a sprawca opuścił jego lokum. Para została, by opróżnić butelkę. Następnego dnia ujawniono zwłoki. Zaraz potem policja zatrzymała też głównego podejrzanego.
To jedna z wersji, jaką przyjmują śledczy. Nie wiadomo do końca, czy Jerzy M. razem z W. bił gospodarza po głowie czy tylko siedział w drugim pomieszczeniu i nie mieszał się w porachunki obu. W momencie zatrzymania 54-latek miał całe spodnie we krwi ofiary. Konieczne będzie zatem wykonanie stosownych ekspertyz.
Obaj mężczyźni wstępnie usłyszeli zarzuty pobicia ze skutkiem śmiertelnym (za co grozi do 12 lat więzienia), a śledczy wystąpili do sądu z wnioskiem o areszt. W piątek sąd zgodził się na umieszczenie Krzysztofa W. w areszcie tymczasowym.
Jeśli okaże się, że był tylko jeden sprawca – Ewa K. i Jerzy M. odpowiedzą za nieudzielenie pomocy, za co grozi do 3 lat więzienia. Niewykluczone też, że Krzysztof W. będzie odpowiadał w warunkach recydywy, bo w przeszłości był karany przez Sąd Okręgowy w Lublinie za przestępstwo przeciwko życiu i zdrowiu.
Denat również był znany śledczym. Mężczyzna był karany za znęcanie się nad żoną. Od jakiegoś czasu mieszkał sam w małej kawalerce, którą zamienił w miejscową spelunę. (pc)