Irrenanstalt Cholm – kamuflowanie zbrodni

Chełmski szpital około 1929 r.

Około 440. To umowna liczba pacjentów Wojewódzkiego Szpitala Psychiatrycznego w Chełmie, zamordowanych przez Niemców na początku okupacji. Zbrodnia na „niezdolnych do współżycia społecznego i wiodących żywot niegodny życia” łączyła się z „Operacją T4”, której celem była eksterminacja osób upośledzonych i niepełnosprawnych głównie na terenie Niemiec i Austrii. Niemcy mordowali chorych, a w Chełmie utworzyli fikcyjny szpital psychiatryczny, Irrenanstalt Cholm, w którym fabrykowano okoliczności śmierci eksterminowanych osób.

12 stycznia 1940 roku oddział SS wkroczył do Wojewódzkiego Szpitala Psychiatrycznego w Chełmie. Budynki zostały otoczone przez żołnierzy. Personelowi szpitala nakazano w ciągu 10 minut opuścić placówkę, zostawiając jedynie grupę około 10 pielęgniarzy, którzy mieli wyprowadzić chorych na dziedziniec. Rozpoczęła się masakra. Niemcy rozstrzeliwali pacjentów przed drzwiami budynków. Ci, którzy próbowali się opierać przed wyprowadzeniem na dwór i chować w salach szpitalnych, byli wypędzani lub rozstrzeliwani w środku, po czym wyrzucani przez okna. Rannych dobijano na placu przed szpitalem. Niektórzy zdołali zbiec, Niemcy jednak szybko znaleźli uciekinierów, doprowadzili ich na plac i zamordowali. Mimo wszystko, szanse na to, że koś mógł się schować i przeżyć masakrę, istnieją.
Łącznie dokonano wtedy zbrodni na około 440 osobach (304 mężczyzn, 124 kobiety i 17 dzieci). To umowna liczba przebywających wówczas w szpitalu, która nigdy nie zostanie do końca zweryfikowana (oprócz „obłąkanych” w szpitalu byli też prawdopodobnie szukający schronienia polscy żołnierze). Niemcy dokładnie zacierali ślady, paląc dokumentację szpitala. Udało się zidentyfikować jedynie 39 ofiar, wśród nich dwóch lekko niepełnosprawnych księży. Reszta pozostaje wciąż bezimienna, pochowana w zbiorowej mogile, ok. 150 m od budynku szpitala (dzisiejszego pawilonu C).

Życie niewarte żywota
Zbrodnia na pacjentach Wojewódzkiego Szpitala Psychiatrycznego w Chełmie była jedną z pierwszych tego typu w Polsce, ale likwidację „życia niewartego żywota” Niemcy rozpoczęli już wcześniej na terenie Rzeszy – od najmłodszych. Potem uznali, że skoro mogą zabijać dzieci, dlaczego by nie poddać „eutanazji” dorosłych (chorych psychicznie, cierpiących na schizofrenię, padaczkę, otępienie, zespół Downa, z zaburzeniami rozwojowymi, przebywających w zakładach opiekuńczych).
Zaczęło się od wydarzeń z lutego 1939 r.,
kiedy to do Hitlera zwrócił się niejaki Knauer, esesman z Lipska, z prośbą o zgodę na „usunięcie” własnego dziecka, które urodziło się z „wrodzonym idiotyzmem” i niedorozwojem. Likwidację zlecono osobistemu lekarzowi Hitlera, dr. Karlowi Brandtowi. Skoro w ten sposób można było zachować tzw. czystość rasy, w oparciu o wrześniowy dekret Hitlera o eutanazji, rozpoczęła się pełna eksterminacja chorych psychicznie i upośledzonych. Nadzór nad zadaniem otrzymał Brandt oraz szef Kancelarii Hitlera, Philip Bouhler, odpowiedzialny za akcję został Viktor Brack, z-ca szefa kancelarii. Powołany też został Komitet Eutanazji. Niemcy działali według planu – przejmowali kierownictwo szpitala, a dzięki rozszerzonym kompetencjom lekarze typowali do „łaskawej śmierci” nieuleczalnie chorych. Operację, która w rzeczywistości stała się pierwszym masowy mordem ludności przez nazistów, nazwano w skrócie „T4” (od adresu siedziby przy Tiergartenstrasse 4), a jej celem było wyniszczenie ludzi określanych jako „niezdolnych do współżycia społecznego i wiodących żywot niegodny życia”. Pacjenci byli transportowani do ośrodków na terenie Rzeszy, w których dokonywano egzekucji. Najpierw za pomocą zastrzyków i leków, potem tlenku węgla. Do rodzin pomordowanych wysyłano listy kondolencyjne, w których podawano naturalne przyczyny śmierci chorych i błędne daty.

Irrenanstalt Cholm
Po likwidacji Wojewódzkiego Szpitala Psychiatrycznego w Chełmie budynki zmieniły się w koszary SS, a w połowie 1940 r. powstał „Irrenanstalt Cholm” – jedna z największych fikcji nazistów.
– Historia fikcyjnego niemieckiego szpitala „Irrenanstalt Cholm” pozostaje nieznana, tak samo jak sama operacja „T4”. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że w Chełmie Niemcy kamuflowali zbrodnie popełnione przez esesmanów na upośledzonych pochodzenia żydowskiego – mówi Zbigniew Lubaszewski, historyk i regionalista.
Transporty chorych do ośrodków, gdzie dokonywano egzekucji, trzeba było ukryć. W miejscu dawnego szpitala utworzono zatem fikcyjny szpital niemiecki, do którego rzekomo przewożeni byli pacjenci ze szpitali z terytorium Rzeszy. Formalnie żydowscy pacjenci zaczęli figurować jako pacjenci „Irrenanstalt Cholm”, gdzie średnio po kilku miesiącach pobytu zmarli z przyczyn naturalnych. Prowadzono rejestr wysyłanych do Chełma chorych w powołanym specjalnie biurze (Referat XY), którego siedziba znajdowała się w Berlinie. W ten sposób nie tylko kamuflowano zbrodnię, ale też „wyłudzano” pieniądze od rodzin pomordowanych na terenie Rzeszy. Niemcy byli na tyle skrupulatni i zdeterminowani, że wysyłali pociągiem do Lublina lub Chełma kuriera, który stąd nadawał pocztą do rodzin pomordowanych listy ze sfałszowanymi dokumentami medycznymi, fikcyjnymi aktami zgonu, kondolencjami i informacją o konieczności uiszczenia zapłaty za pobyt pacjenta w Chełmie w zmyślonym okresie oraz koszty pogrzebu zmarłego (łączna kwota mogła wynosić tyle, co ówczesne średnie miesięczne wynagrodzenie).
Jak podają historycy, akcją objęto około 5 tys. chorych z terenu Rzeszy i Austrii. Jeden z pierwszych transportów 191 osób do Chełma miał rzekomo miejsce 20 września 1940 r. (191 osób przewiezionych z ośrodka Eglifing-Haar). Potem do Chełma mieli trafić niepełnosprawni z Norymbergii i Bawarii. W rzeczywistości pacjenci trafiali do ośrodka w Hartheim, gdzie zginęli w komorze gazowej. Fikcyjne daty śmierci podane rodzinom obejmowały okres od grudnia 1940 do końca marca 1941 r.
Tak też „uciszano” rodziny poszukujące krewnych – do wszystkich, którzy wysyłali listy z zapytaniem o miejsce pobytu chorych, rozsyłano odpowiedzi z informacją, że pacjenci zostali przeniesieni do Chełma i tu zmarli („Prosimy uiścić należne opłaty”).
– Prawdopodobnie chodziło o odległość. Tak, by rodziny pacjentów nie były w stanie tu dotrzeć i odkryć prawdę. Jakiś czas temu skontaktowała się ze mną mieszkanka Leszna, krewna chorego, który również miał być przetransportowany do Chełma. To zaskakujące, wcześniej nie było informacji o tym, jakoby transportowano tu również pacjentów z Wielkopolski. Kamuflaż był prowadzony zatem na szeroką skalę – mówi Zbigniew Lubaszewski.
W 1941 r. oficjalnie nastąpił koniec akcji „T4”. Do przerwania „eutanazji” doprowadziły sprzeciw w społeczeństwie niemieckim oraz interwencje Kościoła. Nieoficjalnie zbrodnia na chorych trwała dłużej. Szacuje się, że w okresie „szczytowym” akcji (1940-1941), Niemcy zabili ponad 70 tys. chorych i niepełnosprawnych. W ramach całej „T4” o wiele więcej. Nikt nie odpowiedział za zbrodnie na bezbronnych.

Krzewy dla pomordowanych
W 1970 roku, w miejscu gdzie pochowano pomordowanych pacjentów szpitala, usypano kopiec, umieszczono krzyż i kamienny mur z pamiątkową tablicą. 20 lat później poświęconą ofiarom zbrodni tablicę umieszczono również na jednym z budynków dawnego szpitala (wykorzystywanym przez Medyczne Studium Zawodowe). Rok temu miasto odrestaurowało tablicę, umieszczając na niej opis zbrodni i nazwiska tych, których udało się zidentyfikować. Oznakowane też zostało dojście do miejsca pamięci (koszty pokrył urząd i szpital). We wtorek (24 października) pracownicy MPGK zasadzili tam 440 berberysów ku pamięci pomordowanych.
– Tym sposobem ostatnie związane z drugą wojną światową miejsce pamięci na terenie Chełma zostało uporządkowane – mówi Elżbieta Bajkiewicz-Kaliszczuk, dyrektor Wydziału Kultury, Sportu i Turystyki Urzędu Miasta Chełm. – Zdecydowaliśmy się na czerwone berberysy, żeby uwidocznić to położone w głębi kompleksu szpitalnego miejsce, bo z daleka mogiła jest praktycznie niewidoczna. Na wszelki wypadek posadziliśmy też więcej, bo 500 berberysów, z uwagi na to, że nie wszystkie mogą się przyjąć – dodaje dyrektor. (pc)

Komentarze