Iskrzy po staremu

Instytut Pamięci Narodowej nie chce prowadzić śledztwa przeciw liderowi Towarzystwa Ukraińskiego w Lublinie, Grzegorzowi Kuprianowiczowi, czego domagał się wojewoda lubelski, Przemysław Czarnek.


Tymczasem w całą sprawę zaangażował się już ukraiński rząd. W dodatku w politycznych polsko-ukraińskich relacjach pojawiają się kolejne napięcia (wydalenie z terytorium RP Ludmiły Kozłowskiej, szefowej Fundacji „Otwarty Dialog”, zaangażowanej w promowanie ostatnich przemian na Ukrainie). Organizacja ta początkowo działała w Lublinie i była współfinansowana przez władze naszego miasta – punktują zwolennicy obecnego rządu, sami jednak również do niedawna blisko z „Otwartym Dialogiem” współpracujący.

IPN ścigał nie będzie

IPN badał sprawę wystąpienia dra Kuprianowicza w Sahryniu, gdzie w obecności prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki na uroczystościach upamiętniających ofiary ataku oddziałów AK i BCh na bazę UPA w tej miejscowości, lider Towarzystwa Ukraińskiego mówił, że polegli w tej walce w 1944 r. „zginęli z rąk innych obywateli Rzeczpospolitej, dlatego że mówili w innym niż większość języku i byli innego wyznania. Ta zbrodnia przeciwko ludzkości popełniona została przez członków narodu polskiego – partyzantów Armii Krajowej będących żołnierzami podziemnego państwa polskiego”. Zdaniem wojewody Przemysława Czarnka było to już znieważenie narodu polskiego, jednak według IPN do znieważenia nie doszło, a jedynie do „zachwianie właściwych proporcji i w konsekwencji do relatywizowania oczywistej obecnie oceny popełnionej na Narodzie Polskim zbrodni ludobójstwa”, a zatem „po przeprowadzeniu czynności sprawdzających, w szczególności po przeprowadzonej analizie odtworzonego przemówienia Prezesa Towarzystwa Ukraińskiego w Lublinie,  prokuratura IPN Lublin stwierdziła, iż nie zawierało ono treści, które mogłyby wyczerpać ustawowe znamiona czynu z art. 55 ustawy o IPN”. Mimo takiej oceny Instytutu postępowanie nadal jest prowadzone, w zwykłym trybie przez prokuraturę w Zamościu.

Kijów protestuje

Budzi to coraz większe zainteresowanie i oburzenie na Ukrainie. „Podczas spotkania z ambasadorem Polski na Ukrainie Janem Piekło i kolegami, omówiliśmy sposoby rozwiązania aktualnych zagadnień ukraińsko-polskich stosunków. Wezwałem do zaprzestania prześladowania karnego historyka Grzegorza Kuprianowicza, prezesa Towarzystwa Ukraińskiego w Lublinie” – poinformował wiceminister spraw zagranicznych Ukrainy Wasyl Bodnar. Za kolei minister Pawło Klimkin dodał: „Kategorycznie sprzeciwiamy się wykorzystywaniu mechanizmu sądowego do prześladowania jednego z głównych działaczy ukraińskiej społeczności w Polsce, który robi niezwykle dużo dla polsko-ukraińskiego pojednania historycznego. Uważam, że społeczeństwo obywatelskie w Polsce ma poważne podstawy do zaniepokojenia. Właśnie takie, pojedyncze zdarzenia, do których dochodzi gdzieś w regionach i wymierzone są przeciwko przedstawicielowi mniejszości narodowej, niejednokrotnie stawały się w różnych krajach początkiem szerokiego ataku na demokrację”. Z zarzutami nie zgadza się też rzecz jasna sam obwiniony.

„Cała ta sytuacja poczynając od oskarżeń ze strony wojewody lubelskiego poprzez prowadzoną przez Przemysława Czarnka kampanię medialną, po decyzję prokuratury o wszczęciu śledztwa wydaje się być zupełnie irracjonalną, a wręcz groteskową. Niestety, efekty tych wszystkich działań są już widoczne. Jest to z jednej strony wzrost nastrojów antyukraińskich w pewnych środowiskach, z drugiej zaś coraz większy niepokój i obawy ukraińskiej społeczności prawosławnej naszego regionu” – oświadczył dr Kuprianowicz.

– Ja tylko bronię pamięci pomordowanych w wyniku ludobójstwa ukraińskiego 130 tys. Polaków i dobrego imienia Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich i Polskiego Państwa Podziemnego. Jeśli to jest nazywane „prześladowaniem”, to trudno się układa relacje – odciął się z kolei wojewoda.

Zamknięty dialog

Atmosfera robi się więc coraz gęstsza, a temperaturę podgrzało wydalenie Kozłowskiej. Jeszcze kilka lat temu była ona ulubienicą polityków PiS, którzy wspólnie z „Otwartym Dialogiem” organizowali akcje poparcia dla kijowskiego Euromajdanu. Od jakiegoś czasu jednak stosunki te zaczęły się psuć, a media prorządowe oskarżyły niedawnych sojuszników o współpracę z polską „totalną opozycją”, chęć powtórzenia Majdanu w Polsce i – a jakże – „pracę dla Sorosa i Putina”, choć geneza „Otwartego Dialogu” jest w oczywisty sposób ukraińska, nie rosyjska czy zachodnio-europejska.

PiS-owscy tropiciele zdążyli też przypomnieć, że „Urząd Miasta Lublin przekazał fundacji Otwarty Dialog łącznie 32 000 zł. w latach 2012-2013, czyli w okresie, w którym fundacja kończyła działalność w Lublinie i przeniosła się do Warszawy”. W jaki sposób miałoby to łączyć się z obecnymi (zresztą niejawnymi) zarzutami wobec Kozłowskiej, dokładnie nie wiadomo, ale pomaga to budować klimat napięcia i rzekomo „niejawnych powiązań”, a wszystko oczywiście z kwestią ukraińską, czy – szerzej – wschodnią w tle.

Zamiast łączyć Wschód z Zachodem – także w Lublinie stajemy się więc areną coraz głębszego i coraz mocniej zacietrzewionego konfliktu. TAK