Jedna transza przepadła, kolejne podzielą w nerwach?

Chełmski szpital zwrócił do Narodowego Funduszu Zdrowia prawie 50 tysięcy złotych, które mogły zostać przeznaczone na premie dla pielęgniarek i położnych. I nikt nie poczuwa się do winy, że pieniądze przepadły. Pielęgniarki, które mogły je dostać, są rozgoryczone.

Temat pieniędzy jest bardzo drażliwy nie tylko w chełmskim szpitalu. Ale tam wyjątkowo często mówi się o pieniądzach, rozbieżnościach w płacach w poszczególnych grupach zawodowych i podwyżkach. Dwa lata temu minister zdrowia przyznał pielęgniarkom i położnym długo wyczekiwane i zasłużone podwyżki. Ich pensje miały rosnąć przez cztery kolejne lata o 400 zł brutto. Pierwsze podwyżki wypłacono we wrześniu 2015 roku. A dyrektor szpitala, choć nie musiał, włączył je do pensji zasadniczej. Pieniądze podzielono po równo dla wszystkich. W kolejnym roku podział budził już pewne kontrowersje, bo związki zawodowe razem z dyrektorem uznały, że więcej dostaną te pielęgniarki, które mają wyższe wykształcenie lub specjalizację, robione na własny koszt i w wolnym czasie. – Za to dokształcanie się pielęgniarki nigdy nie miał żadnej rekompensaty, dlatego uznaliśmy, że trzeba to zweryfikować – tłumaczyły wówczas związki i dyrektor.
A teraz okazało się, że z jednej strony pielęgniarki walczą o pieniądze, a z drugiej te wywalczone pieniądze szpital oddaje do Narodowego Funduszu Zdrowia. Część z przyznanych przez ministra podwyżek nie została wykorzystana, bo pełnych podwyżek nie dostały te pielęgniarki, które były na zwolnieniach lekarskich, albo przeszły w trakcie roku na emerytury. Uzbierała się pokaźna suma – prawie 50 tys. zł. I zamiast wykorzystać te pieniądze i rozdzielić na pozostałe pielęgniarki, szpital zwrócił je do NFZ.
– Chyba nasz szpital jest już w tak wyśmienitej kondycji finansowej a my same zarabiamy takie kokosy, że możemy oddawać pieniądze – komentują złośliwie pielęgniarki. – Jak można było na to pozwolić? Kto dopuścił do tego, żeby pieniądze, które były już na koncie szpitala, oddać do Funduszu?

– Rzeczywiście przekazaliśmy pieniądze do NFZ, bo nie było porozumienia między nami a związkami zawodowymi – przyznaje Jacek Buczek, dyrektor szpitala. Na pytanie z czyjej winy, stwierdził, że za pieniędzmi powinien chodzić ten, komu się one należą. Ale podobno związki zawodowe od dawna upominały się o to w księgowości.
Wraz z kolejną „oszczędnością” na podwyżkach pojawił się następny zgrzyt. Tym razem jest już porozumienie związków i dyrektora. Kolejne oszczędności będą dzielone między pielęgniarki. Zasady podziału mają ustalić związki zawodowe. Ale w eter poszła informacja, że na podziale mają najbardziej zyskać oddziałowe.
– Podział tych środków zostawiam związkom i naczelnej pielęgniarce, ale ja będę patrzył na to, żeby pieniądze trafiły na oddziały a nie do oddziałowych – mówi Buczek. – Powinny je dostać te pielęgniarki, które zastępowały swoje koleżanki i pracowały przy pacjentach. Oddziałowe i tak mają dodatki funkcyjne i nie pracują na nocnych czy świątecznych dyżurach.
– Chcemy to zrobić sprawiedliwie i uczciwie – mówi Iwona Domańska, szefowa związku zawodowego pielęgniarek i położnych w chełmskim szpitalu. – Są sytuacje, w których oddziałowe także zastępują na odcinkach nieobecne koleżanki. Nie mówiąc o tym, że niektóre codziennie zostają po godzinach.
Zdaniem I. Domańskiej, to oddziałowe mają najlepszą wiedzę, komu należą się pieniądze. – I to one powinny dzielić dodatki na swoich oddziałach – mówi. – Schemat podziału opracujemy na zarządzie związku. (bf)