Jednym mało, innym wystarczy

Wysokość wynagrodzeń dzieli samorządowców. Jedni – jak starosta chełmski Piotr Deniszczuk – uważają, że prezydent dużego miasta nie może zarabiać tyle samo, co wójt niewielkiej gminy, np. Dubienki, inni natomiast twierdzą, że obowiązujące stawki nie wymagają korekty. Takiego zdania jest burmistrz Rejowca Fabrycznego, Stanisław Bodys.

Prezydenci dużych miast, starostwie największych powiatów uważają, że ich miesięczne wynagrodzenie powinno być zdecydowanie wyższe od pensji, jaką dostają burmistrzowie miasteczek czy wójtowie niewielkich gmin. Według prezydentów, o czym dyskutowano na posiedzeniu Związku Miast Polskich, wpływ na wysokość pensji miałyby np. wielkość miasta i jego budżet.
Wysokość uposażenia prezydenta, burmistrza, wójta czy starosty zależy w dużej mierze od jego relacji z radą miasta. Gdy włodarz ma z radnymi na pieńku, to płaca może być jedną z najniższych. W tej kadencji przekonał się o tym wójt gminy Sawin, Dariusz Ćwir, któremu na początku radni uchwalili wynagrodzenie w wysokości niespełna 6 tys. zł, podczas gdy inni wójtowie zarabiali blisko dwa razy tyle, jak np. Wiesław Kociuba z gminy Chełm.
Za zmianą naliczania wynagrodzeń dla samorządowych włodarzy opowiada się Piotr Deniszczuk, starosta powiatu chełmskiego. – Inne zadania ma prezydent Warszawy, a inne wójt małej gminy, jak choćby Dubienka. Budżet Warszawy to kilka miliardów złotych, a Dubienki – kilka milionów – mówi Deniszczuk. – Niestety, ustawa o pracownikach samorządowych wszystkich traktuje równo, choć zakres odpowiedzialności prezydenta dużego miasta, czy nawet marszałka województwa, jest nieporównywalny do obowiązków wójta gminy.
Sam starosta, który na rękę dostaje miesięcznie 8,6 tys. zł, uważa, że jego wynagrodzenie jest nieadekwatne do wkładu pracy. – Pracuję na wysokich obrotach, również w weekendy, bo korzystam z wielu zaproszeń, co na pewno odbija się na moim zdrowiu – podkreśla Deniszczuk. – Jak coś się źle dzieje w powiecie, to obrywa starosta, a nie dyrektorzy jednostek. Porównując moją pensję do tego, co dostają szefowie wielkich firm czy spółek skarbu państwa, to nie jest ona zawrotna. Starosta powinien godnie zarabiać, a nie rozglądać się, czy na spotkaniu służbowym ktoś mu obiad postawi. Popatrzmy na powiaty w naszym województwie. Parczewski liczy około 33 tys. mieszkańców, a lubelski ponad 120 tysięcy i kilkanaście gmin. Obaj starostowie mają jednak podobne wynagrodzenia.
Deniszczuk jest też zdania, że pensja włodarzy powinna być też uzależniona od efektów ich działań. – Ktoś, kto niewiele robi, nie może zarabiać dużo.
Inaczej uważa Stanisław Bodys, burmistrz Rejowca Fabrycznego. – Wynagrodzenia dla samorządowców to bardzo delikatny temat – podkreśla. – Uważam, że obowiązujące stawki nie wymagają większej korekty. W widełkach jest rozbieżność i to od radnych zależy wysokość ustalonych poborów. Regulacje są zatem niepotrzebne. Na pewno na każdym prezydencie, burmistrzu, wójcie, staroście spoczywa odpowiedzialność, ale trzeba pamiętać, że nie ma obowiązku pracy. W Rejowcu Fabrycznym wynagrodzenie burmistrza i radnych od 10 lat pozostaje bez zmian – dodaje S. Bodys.
Agata Fisz, prezydent Chełma, twierdzi, że jej wynagrodzenie nie jest ani za wysokie, ani za niskie. – Adekwatne do wykonywanej pracy, wielkości miasta, budżetu, czy zarobków w całym mieście – zaznacza. – Poszkodowani mogą czuć się prezydenci większych miast, bo zarabiają niemal na równi z tym, co dostają wójtowie gmin, a obowiązków, zadań mają zdecydowanie więcej. Jeśli miałyby zajść zmiany, to należałoby je uzależnić właśnie od wielkości miast i budżetów. Im większe, tym wynagrodzenie powinno być wyższe – twierdzi A. Fisz. (s)