Jedzenie w deszczu

Takiej niespodzianki w chełmskiej galerii nikt się nie spodziewał. Otwarcie strefy restauracyjnej skutkowało uruchomieniem alarmu przeciwpożarowego i zalaniem. Zakupy można było zrobić w strugach deszczu.

Co jak co, ale strażacy powinni chyba dostać kartę stałego klienta do sklepów Galerii Chełm. W ubiegły wtorek (26 maja, przed godz. 17) znowu jechali do alarmu pożarowego.

– Okazało się, że to fałszywy alarm, o czym poinformowali pracownicy. Dwa wozy przed przybyciem zostały zawrócone, trzeci zgodnie z procedurami dojechał na miejsce, celem weryfikacji – mówi bryg. Wojciech Chudoba, zastępca komendanta miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Chełmie.

W Dzień Matki oficjalnie w galerii otwarta została strefa restauracyjna. Nie przewidziano tylko jednego: dym z nagrzanego pieca uruchomił czujkę ppoż., a ta wysłała z automatu sygnał na stanowisko kierowania strażaków. Jakby tego było mało, wraz z uruchomieniem alarmu automatycznie otworzyły się też klapy dymowe na dachu. A że padał deszcz… zalało stoliki, podłogę i głowy klientów. (pc)