Jeszcze więcej za nadgodziny

Dostała wójt, to i radnym się należy – z takiego założenia wyszedł Kazimierz Czekiejda, wnioskując o podwyżkę diet dla wszystkich radnych z gminy Hanna. Nie byłoby w tym może nic zdrożnego, gdyby nie fakt, że on i jego koledzy pobierają najwyższe diety w regionie, jednocześnie nie tracąc zarobków, bo posiedzenia zwoływane są na godzinę 15.

Projekt wiceprzewodniczącego Rady Gminy w Hannie, Kazimierza Czekiejda, zakładał podwyżkę diet aż o 30 procent i spotkał się ze zmasowaną krytyką zarówno ze strony jego kolegów z rady, jak i sołtysów i wójt. Nic w tym dziwnego, kiedy okazało się, że samorządowcy z Hanny są najlepiej opłacanymi radnymi w regionie. Co miesiąc na ich konta trafia dietoryczałt, i nieważne, czy sesja się odbyła, czy też nie. Zwykły radny pobiera 277,20 zł, a jeżeli jest członkiem dwóch komisji – 346,50 zł. Przewodniczący komisji inkasuje 415,80 zł, przewodniczący RG 1108,80 zł, a dwóch wiceprzewodniczących po 485,10 zł. W uzasadnieniu Czekiejda przywoływał, że radni ponoszą większe koszty związane z udziałem w sesjach bądź komisjach oraz utratę prawa do wynagrodzenia za pracę. Na te słowa oburzyli się sołtysi, którzy chórem sprzeciwili się takiej argumentacji, stwierdzając, że to na nich spoczywa o wiele więcej obowiązków i uciążliwości, za co zresztą otrzymują o wiele niższe wynagrodzenie.
– Za co ta podwyżka? Że raz w miesiącu rękę podniosą? – denerwowali się sołtysi.
Krzysztof Struk przygotował się do sesji i pokusił się o zrobienie zestawienia zarobków radnych z Hanny z ich odpowiednikami z sąsiedztwa. Wnioski były dla zebranych jednoznaczne – dietoryczałt w Hannie należy do najwyższych w regionie. Z kolei wójt Grażyna Kowalik stwierdziła, że dieta jest wypłacana radnym jako rekompensata za utracone zarobki w pracy zawodowej i spytała, czy w sali jest ktoś, kto je stracił, bo jest na sesji. Jak można było przypuszczać, lasu rąk nie zobaczyła. Nic w tym dziwnego, bo sesje w Hannie, na wniosek opozycji, zwoływane są o godzinie 15, a więc już po zwyczajowych godzinach pracy. – Sami przenieśliście posiedzenia na popołudnie, nie chcąc tracić zarobków, a teraz chcecie jeszcze dodatkowej podwyżki? Skoro chwilę wcześniej ustaliliście budżet na przyszły rok, to teraz chcecie go zmieniać, by dostać więcej? Czy zdajecie sobie sprawę, że aby to zrobić, trzeba będzie podnieść opłaty za wodę i ścieki? – mimo tak sugestywnych argumentów ze strony wójt w głosowaniu cztery osoby opowiedziały się za podwyżką. Oprócz wnioskodawcy, czyli K. Czekiejdy, byli to: Marianna Jakubiuk, Katarzyna Walczuk oraz przewodnicząca Danuta Kononiuk, która należy do najbardziej majętnych ludzi w gminie.
Po sesji wiele osób zwróciło uwagę na fakt, że prawnicy powinni zbadać, czy w sytuacji, gdy posiedzenia RG w Hannie odbywają się popołudniami, to radnym w ogóle należą się diety. Z definicji są one rekompensatą za utracone zarobki w pracy zawodowej, a takiej sytuacji w tamtejszej radzie nie ma. Obecnie samorządowcy aktywni zawodowo nie tracą na udziale w posiedzeniach, za to zyskują i to niemało, traktując udział w sesjach jako nadgodziny. (bm)