Julia wypchnięta przez Lublę

Nasz nowy cykl na 700-lecie Lublina. JAK TO Z LUBLINEM BYWAŁO…(1)

Każdy lublinianin zna opowieść o tym, jak jeden z polskich książąt poślubił siostrę Juliusza Cezara, która jeden z założonych przez siebie grodów nazwała – od swojego imienia – Julinem. Książę po pewnym czasie zmienił ją na nałożnicę, która nosiła imię Lubla. Zwycięska rywalka zmieniła nazwę grodu – od swojego imienia – na Lublin. W ten sposób powstać miała nazwa naszego miasta, obchodzącego w tym roku 700-lecie. Opowieść tę mamy zawdzięczać kronikarzowi Wincentemu Kadłubkowi.
Jego imię znane jest statystycznemu Polakowi z lekcji języka polskiego i historii poświęconych średniowieczu. Żyjący na przełomie XII i XIII wieku kronikarz, jest autorem dzieła, noszącego tytuł „Kronika Polski”, obejmującego jej historię od pradziejów po rok 1202, spisywanego aż do śmierci autora w 1223 r.
Badacze, na podstawie skąpych źródeł, podają jako rok narodzin kronikarza datę 1160 lub 1161, a nawet o sześć lat wcześniejszą, gdyż autor wspomina, że jako młody chłopiec przysłuchiwał się rozmowom dwóch duchownych, których dialogi tworzą trzy księgi jego czterotomowego dzieła, a którzy zmarli ok. 1170 r. Pochodził z zamożnego rodu, skoro darował klasztorom cztery wsie. Zdobył staranne wykształcenie, najpierw w krakowskiej szkole katedralnej, a potem za granicą – w Bolonii albo na Sorbonie.
Spisywanie kroniki rozpoczął prawdopodobnie w 1190 roku, a przerwał w 1208, kiedy został biskupem krakowskim. Po 10 latach zrezygnował z funkcji i osiadł w klasztorze cystersów w Jędrzejowie, gdzie zmarł i został pochowany w prezbiterium kościoła i na długo zapomniany. W 1633 roku rozpoczęto poszukiwania jego szczątków. O identyfikacji grobu przesądził prawie cały zachowany palisz biskupi. Sądząc po szkielecie, był wysokim mężczyzną o wysoko sklepionej czaszce. Szczątki Wincentego złożono w ołtarzu grobowym w ścianie kościoła, a Szymon Starowolski napisał jego biografię w języku łacińskim pt. Vita et miraculis servi Dei Vincenti Kadłubkonis („Życie i cuda sługi Bożego Wincentego Kadłubka”).
Dla współczesnego odbiorcy, dla którego historia Polski rozpoczyna się w momencie pojawienia się Mieszka, opowieści Wincentego brzmią zaskakująco, jednak był on dzieckiem swojej epoki, czyli średniowiecza. Prof. Brygida Kürbis, która przetłumaczyła tekst łaciński na język polski, określiła jego autora jako „przedstawiciela tej szkoły średniowiecznej, która wykład dziejów pojmowała jako zestawianie i objaśnianie przykładów”.

Nałożnica księcia Lestka III

By sprawdzić prawdziwość historii o etymologii nazwy Lublin, trzeba sięgnąć do tekstu. Faktycznie, w księdze I Kadłubek opisuje dzieje księcia Lestka III, który skutecznie powiększał terytorium odziedziczone po ojcu, a przy okazji „Juliusza Cezara pokonał w trzech bitwach. (…) Wreszcie Juliusz, rad się z nim sprzymierzyć węzłem powinowactwa, wydaje za niego siostrę Julię. Jej to jako posag przekazana została od brata Karyntia, a jako dar ślubny od męża prowincja serbska.” Mamy też wzmiankę o założonym przez nią mieście, które nosi nazwę Julia „[obecnie nazywa się ono Lublin]” – dopowiada w nawiasie kronikarz. Niestety, rzymski senat uznał, że Karyntia to za dużo, więc Juliusz „usiłuje gwałtem odebrać siostrze to, co przedtem dał jej jako posag. Z tego powodu siostra jego została odprawiona, pozostawiwszy u męża maleńkiego synka, któremu na imię było Pompiliusz.”. Zwycięska rywalka, którą kronikarz nazywa „nałożnicą”, a która rywalizowała z Julią, „z nienawiści do rywalki” zmieniła nazwę miasta. Skąd się wzięła nazwa Lublin, Kadłubek nie tłumaczy.

Ona czy on?

Profesor Stefan Warchoł, autor monografii „Nazwy miast Lubelszczyzny”, pisze o tym, że „Lublin należy niewątpliwie do najstarszych grodów nie tylko na Lubelszczyźnie, ale w ogóle w Polsce, zatem i jego nazwa zawiera w sobie jak najbardziej odległą podstawę słowotwórczą i znaczeniową, dziś zupełnie lub prawie zupełnie ciemną, stąd też różne na temat nazwy Lublin legendy i etymologie”, jak choćby ta wiążąca nazwę miasta z tajemniczą Lublą.
Ale dalej badacz dodaje, że do powstania nazwy Lublin przyczynić się mógł rzeczywiście ktoś noszący imię Lubla, tyle tylko, że miał być on mężczyzną, nie kobietą. Otóż „z punktu widzenia językoznawczego Lublin należy do typu nazw dzierżawczych, tj. wyrażających przynależność czegoś do kogoś, podobnie jak np. nazwy dzierżawcze Borzęcin, Drogocin, Sulęcin itp. powstałe od imion męskich Borzęta, Drogota, Sulęta itp. Przyjmujemy zatem, że założycielem, organizatorem lub po prostu właścicielem grodu Lublin w zamierzchłych czasach był człowiek o imieniu męskim w jego skróconej, hipokorystycznej [zdrobnionej – red.] postaci Lubla. Nazwę Lublin należy przeto uważać jako zespolenie słowotwórcze staropolskiej (…) postaci imienia Lubla z dodatkiem przyrostka dzierżawczego -in, dodawanego do imion męskich zakończonych na -a. Skrócona postać imienia Lubla powstała ze znanych i zachowanych w źródłach staropolskich imion dwuczłonowych, jak np. Lubomir, Lubosław, Lubgost czy też Lubodrog, Lubomysł czy Lubowid”. Imię Lubla zdaniem Warchoła zawiera w sobie cząstkę dwuczłonowego imienia Lub– oraz przyrostek zdrabniający -la. Pierwotnie miało być ono członem zestawienie Lublin gród. Po odpadnięciu członu drugiego jako mało istotnego z punktu widzenia znaczeniowego funkcję dzierżawczą przejął człon pierwszy, tj. Lublin, który po stopniowym usamodzielnieniu się „stał się pełną i jednoznaczną nazwą rzeczownikową”.
Joanna Dudziak

Doceniony po wiekach

Kadłubek w „Kronikach” charakteryzuje też ustrój Polski. Państwo nazywa „rzeczpospolita” – to „monarchia rządzona prawem stanowionym przez prawowitych władców wybranych przez społeczeństwo, a nie tyranów uzurpujących sobie władzę” (wódz Krak zostaje wybrany królem po pokonaniu Aleksandra Wielkiego i ustanawia w państwie prawa, które – przeciwnie do panujących wcześniej – mają sprzyjać „najbardziej temu, co może najmniej”). Obywatele tego państwa, którzy wywalczyli sobie terytorium wśród Daków, Galów, Greków, Partów i Rzymian, stanowią „jedno społeczeństwo wtopione w dzieje powszechne” i dlatego „wolno [mu] zrywać owoce doświadczenia innych ludów” – podkreśla prof. Kürbis.
Dzieło Kadłubka cytował autor „Kroniki wielkopolskiej”, krążyło w streszczeniach, a „przyswojenie sobie przez Polaków wątków podaniowych i dziejowych zaprawionych »kadłubowym morałem« zawdzięczamy” – pisze prof. Kürbis – „kronice Jana Długosza, który je dość wiernie powtarzał”. Po latach deprecjonowania „Kroniki Polski” przez uczonych „uzbrojonych w narzędzia krytyki erudycyjnej epoki pozytywizmu” – jak ich określa prof. Kürbis – którzy z tej pozycji poddawali w wątpliwość podania o początkach Polski, dostrzeżono w niej „świetny europejski pomnik umysłowości i uczoności dwunastowiecznego humanisty”.

Saga narodu

O ile poprzednik Kadłubka – Gall Anonim – „nie sięgnął w przeszłość zbyt odległą” i stworzył „sagę rodu”, to mistrz Wincenty „stworzył” – zdaniem prof. Kürbis, „«sagę narodu», włączając starożytnych Polaków do teatru dziejów powszechnych”. „Miało to duże znaczenie dla budzącej się świadomości narodowej” – podkreśla. Jak wylicza, „zawdzięczamy mu aż dziewięć „«nowych» epizodów podaniowych”, m.in. o Kraku i założeniu państwa, Wandzie, Lechitach i Aleksandrze Wielkim, potomkach Kraka, noszących imię Lestek, wspominanej Julii. Miały one podkreślić zakotwiczenie Polski w dziejach Europy. Wisłę mistrz Wincenty nazywa Wandalusem, a Polaków Wandalami lub Lechitami. Termin etniczny „Lechici” został wprowadzony właśnie przez niego. Mieli być mieszkańcami Lechii, czyli Polski południowej, zgodnie z obiegową na pograniczu polsko-ruskim nazwą – pisze znawca średniowiecza Gerard Labuda. Jacy są Lechici w świetle kroniki Kadłubka? Na samym jej początku nieznany z imienia starzec opowiada o nich jednemu z jej narratorów. Mieli mieszkać na terenie Polski.. Nie kierowała nimi ani żądza panowania, ani namiętność posiadania, lecz „siła dojrzałej odwagi była ich żywiołem”. Nic nie uważali za wielkie poza wielkodusznością i „przyrostowi swojej dzielności nie stawiali nigdy żadnych granic”, gdyż „nie byłaby to bowiem dzielność, gdyby chcieli ją zamknąć w ciasnym więzieniu granic!” Podbili nie tylko wszystkie ludy ze swojej strony morza, lecz także wyspy duńskie. Walczyli potem także z Aleksandrem Wielkim i wspominanym już Juliuszem Cezarem. Nazwa Lechici na określenie Polaków jest używana do dziś, ale ma to wydźwięk raczej żartobliwy, no, chyba że chodzi o kibiców Lechii.