Karp z niespodzianką

Klient jednego z dyskontów spożywczych w Chełmie kupił przed świętami żywego karpia. Gdy po przyrządzeniu zabrał się do jedzenia, w mięsie znalazł coś, co przypominało pasożyty. Natychmiast zgłosił sprawę do sanepidu.

– Dostaliśmy informację na telefon alarmowy. Potraktowaliśmy ją poważnie, bo lepiej dmuchać na zimne – mówi Elżbieta Kuryk, szefowa Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Chełmie.
Klienta odesłano z próbką mięsa do dyżurującego lekarza weterynarii. Tam stwierdzono, że „nitki” w mięsie ryby rzeczywiście przypominają nicienie. Sanepid chciał wycofać partię ryb ze sklepu, ale ta była już wyprzedana.
– Zgłosiliśmy sprawę lekarzowi weterynarii z terenu, z którego jest gospodarstwo rybackie z zachodniej Polski – mówi E. Kuryk. – Dostaliśmy zwrotną informację, że stawy są pod stałym nadzorem i u ryb nie stwierdzono żadnych pasożytów.
Według zapewnień tamtejszego lekarza weterynarii konsument mógł pomylić linię boczną karpia (zespół ciałek przypominających robaki) z nicieniami. – Czasami warto jednak podjąć procedury, żeby wykluczyć zagrożenie – mówi szefowa sanepidu. – Dobrze, że skończyło się tylko na tym. (bf)