Na kasie, na wadze i ze ścierką

„Raz na kasie, raz na wadze, potem ze ścierką w toalecie, a po chwili obelgi i skargi od klientów, że kolejki długie. Jest za mało rak do pracy, więc robimy za dwóch, kosztem zdrowia”. Z takimi problemami i prośbą o interwencję przyszli do redakcji pracownicy chełmskiego Kauflanda. Mówią, że są wykończeni psychicznie i fizycznie. – Przyjrzymy się sytuacji w markecie – zapewniają przedstawiciele sieci Kaufland.

Nasi rozmówcy długo zastanawiali się czy przyjść do redakcji „Nowego Tygodnia”, aby nagłośnić sprawę. Powód jest oczywisty. Obawiają się, że przełożeni domyślą się, kto „doniósł”, a wtedy praca – o którą tyle się starali – przepadnie. Mówią jednak, że są zdeterminowani i nie wiedzą już, do kogo zwrócić się po pomoc.
– Może, gdy sprawa zostanie nagłośniona, to coś się u nas poprawi, taką mamy nadzieję – mówią nasi rozmówcy (nazwiska do wiadomości redakcji). – Na początku przyjęto do pracy w sklepie blisko dziewięćdziesiąt osób. Część z nich przebywa teraz na urlopach macierzyńskich, część na zwolnieniach lekarskich, wiele osób zwolniło się. Obecnie zostało nas około trzydziestki. Zdarzają się dni, kiedy w całym tak wielkim sklepie pracuje tylko pięć osób. Wtedy jest mnóstwo zadań do wykonania. Wymagają od nas, aby wszystko było szybko, na już, ale i tak nie dajemy rady w tak małym składzie i tworzą się kolejki. Trzeba obsłużyć kasy, wagi na poszczególnych działach, wyłożyć towar na półki. Brakuje magazynierów. Niektórzy ludzie poszli na zwolnienia lekarskie właśnie z powodów kontuzji, naderwanych ścięgien, mięśni itp. Nie mamy już ekipy sprzątającej. Sami sprzątamy toalety publiczne, w przerwie między obsługą kasy czy wagi na którymś z działów. Jesteśmy zmęczeni psychicznie i fizycznie. Klienci widzą, co się dzieje, że brakuje u nas mocy przerobowych. Chcą być dobrze i sprawnie obsłużeni i mają takie prawo, ale u nas brakuje rąk do pracy. Efekt jest taki, że zwracają nam uwagę, czasami bywa naprawdę nieprzyjemnie.
Nasi rozmówcy mówią, że najciężej jest w weekendy. Wtedy klientów jest najwięcej. Pracownicy Kauflanda mówią, że zdarza się, iż przychodzą do pracy na ośmiogodzinną zmianę, a okazuje się, że muszą zostać dwanaście godzin. W takiej sytuacji ich prywatne plany schodzą na dalszy plan, bo jeśli nie chce się podpaść, to trzeba zostać w pracy.
– Jakiś czas temu podpisaliśmy aneksy do umów, w których zwiększono nam liczbę obowiązków i był też zapis o godzinach pracy – przyznają pracownicy Kaufland. – Nie mieliśmy wyjścia. Powtarza się nam, że na nasze miejsce jest tylu chętnych. Ale ponoć prowadzona jest rekrutacja i chętnych chyba wcale nie ma tak wielu. Wiele osób nie wytrzymało tempa i się zwolniło.
Nasi rozmówcy mówią, że swojego czasu ponoć jakiś pracownik opisał sytuację i wiadomość w tej sprawie anonimowo wysłał do przedstawicieli centrali firmy. To był apel o poprawę warunków pracy.
– Przyjechał do nas ktoś „z góry” poprosił nas na spotkanie i zapytał, w czym problem, ale nikt nie miał odwagi powiedzieć o tym na forum – przyznają pracownicy Kaufland. – Czy ktoś się nam dziwi? Przecież mamy rodziny na utrzymaniu.
Krzysztof Litwinek z Biura Prasowego Kaufland Polska Markety Sp. z.o.o. wysłał obszerne wyjaśnienia w tej sprawie. Dużo uwagi poświęcił w nich nowym rozwiązaniom, które – jak informuje – w ostatnich miesiącach wprowadzono w marketach Kaufland. Pisze, że rozwiązania te mają na celu „stworzenie dla pracowników jak najbardziej przyjaznych warunków pracy”. Nie padają jednoznaczne wyjaśnienia na temat anonimowych sygnałów o problemach od pracowników, które miały dotrzeć do centrali. Litwinek pisze jednak, że tego typu niepokojące sytuacje zostałyby wcześniej rozpoznane podczas kontroli wewnętrznych. Potwierdza, że obecnie trwa rekrutacja czterech osób, które wkrótce mają dołączyć do zespołu. Rekrutacja ta – jak informuje rzecznik prasowy – odbywa się w związku „z naturalną fluktuacją kadr”. W odpowiedziach czytamy, że obecnie w markecie Kaufland w Chełmie zatrudnionych jest 58 osób, z których większość pracuje tam od początku.
– Podobnie jak we wszystkich innych marketach, także w Chełmie na bieżąco dokładnie monitorujemy i dbamy zarówno o obsadę sklepu, jak również o jakość obsługi klientów – mówi K. Litwinek. – Informacje, jakimi dysponujemy, w tym od kilku miesięcy brak jakichkolwiek zgłoszeń pochodzących od klientów w ramach systemu gwarancji sprawnej obsługi, jednoznacznie wskazują na brak jakichkolwiek niepokojących sygnałów. Opisane przez państwa sytuacje zostałyby już zdecydowanie wcześniej rozpoznane przez nasze wewnętrzne systemy kontrolne i audyty. Niemniej jednak zamierzamy bliżej przyjrzeć się sytuacji w markecie, aby na miejscu ocenić obecną sytuację pracowników i proces obsługi klientów.
Litwinek szeroko opisuje rozwiązania wprowadzane do marketów, mające „poprawić jakość i ergonomię pracy, a jednocześnie ograniczyć manualne i fizyczne obowiązki pracowników”. Pisze, że „wynika to z zastosowania elektronicznych etykiet, niższych regałów, istotnej poprawy jakości kompletacji dostarczanych palet, automatycznych zamówień, wykładania towaru w całych opakowaniach zbiorczych.
– Wszystko to wpływa na zdecydowaną poprawę warunków pracy – zapewnia Litwinek. – Z uwagi na ograniczenie czasu potrzebnego między innymi w procesie przyjęcia towaru, czas pracy jest przekierowywany w inne strefy marketu takie, jak kasy czy obsługa. Dbamy, aby każda przepracowana minuta została dokładnie zarejestrowana i opłacona, dlatego wprowadziliśmy między innymi elektroniczną ewidencję czasu pracy. Wszelkiego rodzaju zmiany grafikowe, wynikające z bieżącego funkcjonowania marketu są zawsze obowiązkowo uzgadniane przed ich wprowadzeniem z naszymi pracownikami.
Pracownicy chełmskiego Kauflandu zdawali sobie sprawę, że „centrala” będzie podkreślała kwestie rozwiązań wprowadzanych w celu poprawy warunków pracy. Mają nadzieję, że ich sytuacja też wkrótce się polepszy.
– Obu stronom powinno na tym zależeć, w końcu najważniejsze, aby dbać o dobrą obsługę klientów – mówią nasi rozmówcy. (mo)