Klient z nożem, drągiem lub kochanką

Klienci taksówek bywają różni. W skrajnych przypadkach okazują się bandytami, którzy nożem podrzynają kierowcy gardło albo wybijają szyby i okładają taksówkę drągiem. Są i tacy, którzy śledzą niewiernych małżonków, urządzają w taksówce karczemne awantury albo zasypiają w niej „po pijaku”. Aby uniknąć płacenia za kurs wskakują do basenu przeciwpożarowego albo chowają się w tapczanie narzeczonej. Zdarza się, że zamiast gotówką płacą makaronem…

Tego typu historii chełmscy taksówkarze mogą opowiedzieć mnóstwo. Na co dzień spotykają się z różnymi sytuacjami – groźnymi, dziwnymi, ale też zabawnymi. Mogą sypać przykładami. Oczywiście, bez podawania personaliów, bo tajemnica zawodowa to podstawa. Obowiązuje ich bez względu na to, czy mają do czynienia z klientem miłym i hojnym, czy z awanturnikiem, który wyżywa się, bo akurat ma gorszy dzień.

Trauma do końca życia

Niedawno, po dłuższej przerwie, do pracy za kółkiem wróciła jedna z kilku w Chełmie taksówkarek. Jakiś czas temu spotkał ją dramat. To był kurs za miasto. Zawiozła grupę młodych ludzi tam, gdzie sobie życzyli. Kazali jej poczekać, a potem zaczęli się bić. Kobieta wysiadła z taksówki, bo przez samochód przetoczył się drąg, rzucony przez łobuzów. Wokół pusto, znikąd pomocy. Nagle ktoś się na nią rzucił. Chciał jej odebrać kluczyki. Doszło do szarpaniny. Uszła z życiem, ale była cała posiniaczona.
– Przez tydzień miałam trudności z oddychaniem – wspomina kobieta. – Wróciłam do pracy, ale lęk i strach wciąż mi towarzyszą. Z tą traumą będę musiała żyć. Praca za kółkiem to trudny kawałek chleba. Ale zarabiać trzeba.
Taksówkarze do dziś wspominają tragedię sprzed kilku lat, kiedy jednego z ich kolegów napastnik ugodził nożem w szyję. Kierowca cudem przeżył. Najbardziej niebezpieczne są nocne dyżury. Wielu taksówkarzy wozi ze sobą gaz.

Taksówkarz – psycholog

Tadeusz Sawicki jest jednym z najbardziej doświadczonych i najstarszych taksówkarzy w Chełmie. Pracę rozpoczął w 1979 r. Dostał numer 126. Wtedy niewielu chełmian stać było na własne auto. Zapotrzebowanie na kursy „taryfami” było duże. Postój był przy ulicy Narutowicza. Stała tam zamykana na klucz budka z telefonem, na który chełmianie dzwonili, aby zamówić taxi. Taksówkarze nie zawsze chętnie odbierali telefony, bo klientów na postoju i tak było zawsze pod dostatkiem. Ustawiali się w kolejce. Taksówkarzy obowiązywał regulamin i realizowali kursy wedle określonej kolejności. Pierwszeństwo miały kobiety w ciąży lub z dziećmi, inwalidzi. Tadeusz Sawicki obecnie jest prezesem Taxi Fino w Chełmie. 38 lat pracy w zawodzie nauczyło go, jak postępować z klientami.
– Trzeba być dobrym psychologiem, wyczuć osobowość klienta, jeśli ktoś zaczyna być agresywny, nie dolewać oliwy do ognia, tylko próbować rozładować napięcie – mówi prezes Sawicki. – Nasi stali klienci są z reguły kulturalni i nie ma z nimi problemu. Najtrudniej jest, gdy ma się do czynienia z pijanym. Czasem ciężko wyegzekwować od takiego należności.

W poszukiwaniu niewiernego męża

Zdarzyło się, że jeden z podchmielonych klientów, nie chcąc zapłacić rachunku za kurs, uciekł z taksówki i wbiegł na zamarznięty basen przeciwpożarowy. Następnie przyjął pozycję „do walki”. Na szczęście, mieszkał w pobliżu. Rachunek uiściła za niego teściowa. Była rozzłoszczona i – jak opowiada nasz rozmówca – delikwentowi pewnie bardziej opłacało się dogadać z taksówkarzem niż narażać na jej gniew. Inny klient, który nie chciał zapłacić taksówkarzowi skrył się w domu dziewczyny. Kiedy kierowca zapukał do drzwi, gospodyni odprawiła do z kwitkiem. Wezwano policję i okazało się, że klient ukrywa się w tapczanie. Taksówkarze często bywają świadkami kłótni pomiędzy małżonkami. Pijani mężowie miewają pretensje do kierowców, a żony próbują ich uspokoić. Ale bywa też odwrotnie: mąż po pijaku jest uprzejmy, a żona krzyczy i awanturuje się. Jeden z taksówkarzy wspomina, że raz przez cały dzień woził kobietę, która szukała niewiernego męża. Małżonek znalazł się nad Jeziorem Białym. Kurs został sowicie opłacony. Zdarza się, że taksówkarze poszukują zaginionych psów, kotów. Takie kursy też się opłacają. Bywa, że pijani klienci zasypiają w taksówce zanim dojadą do domu, a próby ich obudzenia są bezskuteczne. Wtedy wzywa się przez radio kolegów po fachu, którzy pomagają wynieść klienta z taksówki. W takich sytuacjach żony często niechętnie płacą za kurs, a taksówkarzom dostaje się za to, że „znowu zabrali pijaka i trzeba za niego płacić”. Zdarzyło się, że klient zamiast do domu trafił do izby wytrzeźwień. Kiedy wsiadł do taksówki, powiedział, przy jakiej ulicy mieszka, ale potem zasnął. Nie było z nim kontaktu. Taksówkarz usiłował znaleźć właściwy adres, ale bezskutecznie.
Kierowcy taksówek często mają do czynienia z pijaną młodzieżą. Ponoć najgorzej jest, gdy młodzi zmieszają piwo z dopalaczami. Wtedy majaczą i nie sposób się z nimi porozumieć. Zdarzyło się, że jeden z klientów, właściciel sklepu nie miał przy sobie gotówki. Za kurs zapłacił makaronem. Taksówkarz, jego rodzina i znajomi mieli klusek pod dostatkiem przez długi czas. Niektórzy proponują w rozliczeniu telewizory lub inny sprzęt. Zostawiają dokumenty albo telefon. Wtedy wiadomo, że przyjdą po odbiór swoich rzeczy i zapłacą za kurs.
Taksówkarze cieszą się zaufaniem. Ludzie często zwierzają się im ze swoich sekretów, płaczą, opowiadają o problemach. Czasami bywa bardzo nieprzyjemnie. Był przypadek, że agresywny klient skopał drzwi taksówki albo wybił w niej szybę.
– Najważniejsze w takich sytuacjach jest opanowanie – mówi prezes Sawicki. – Trzeba przede wszystkim chronić siebie i auto, bo to przecież nasze narzędzie pracy. (mo)