Kłusownicy grasują

Policjanci z Rejowca zatrzymali kłusownika, gdy ten oprawiał zabitą sarnę. Tego samego dnia w innej części powiatu chełmskiego jeden z mieszkańców uratował kota uwięzionego we wnyku. Zwierzę musiało przejść amputację łapy. – Mamy tylko statystyki złapanych. Faktyczny poziom kłusownictwa na naszym terenie jest trudny do określenia – mówi łowczy okręgowy.

Za kłusownictwo odpowie 45-letni mieszkaniec gminy Siedliszcze. Wpadł w sobotę (28 stycznia) w Stasinie Dolnym. Ukrytego w zaroślach i rozprawiającego sarnę mężczyznę z bronią zauważył przypadkowy świadek, który natychmiast zadzwonił do dyżurnego komendy.
– Skierowani na miejsce policjanci zatrzymali podejrzanego oraz zabezpieczyli dwa wnyki, które znaleźli nieopodal tego miejsca, jak też w miejscu zamieszkania 45-latka – informuje podkom. Ewa Czyż, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Chełmie.
Amator sarniny usłyszał już zarzuty. Zgodnie z prawem łowieckim grozi mu do 5 lat więzienia.
Mirosław Sawicki, łowczy okręgowy Polskiego Związku Łowieckiego w Chełmie, przyznaje, że na terenie powiatu chełmskiego jest problem z kłusownictwem. Chodzi i o mięso, ale i o nowe trofeum na ścianie: – W każdym obwodzie są tzw. strażnicy łowieccy, który pilnują i sprawdzają teren. Także myśliwi mają oczy dookoła głowy i niejednokrotnie to oni zauważają kogoś z drutami w ręku. Problem w tym, że kłusownicy grożą miejscowym. Ludzie boją się ich wydać. Kilka lat temu, w Dorohusku, w niewielkim zagajniku na wszystkich drzewach były linki. Obok było rozłożone pożywienie dla podnęcenia łowiska. Podobnie było w rezerwacie w Żmudzi, gdzie na każdym modrzewiu znajdowały się wnyki. W jeden z nich wpadł koziołek, którego trzeba było uwalniać. Były też przypadki, że znajdowaliśmy tusze byków jelenia szlachetnego z odciętymi łbami. Tu ewidentnie nie chodziło o pozyskanie mięsa, a o trofeum. Niestety, nie znamy całej skali tego zjawiska. Mamy tylko statystyki złapanych. Ilu kłusowników uniknęło wpadki – nie wiadomo – dodaje łowczy.
Kłusownicy wykorzystują tradycyjne sidła, druty, wnyki, pułapki elektryczne. Nie mają problemu z upolowaniem zwierzyny, ale z przyniesieniem jej do domu – tak, by nikt z sąsiadów tego nie widział.
Niestety, w rozstawione sidła często wpadają też zwierzęta domowe, o czym w ubiegłym roku niejednokrotnie alarmowali mieszkańcy gm. Chełm (ze Strupina Dużego czy Pokrówki). Ludzie bali się wówczas wychodzić na spacer z psami i wypuszczać koty, by zwierzęta nie natknęły się na wnyki. Problem kłusownictwa na tym terenie miał zniknąć, ale – jak się okazuje – w dalszym ciągu jest widoczny. Tego samego dnia, gdy policjanci z Rejowca zatrzymali kłusownika, jeden z mieszkańców Pokrówki uratował małego kotka. Zwierzak był cały poraniony, a prawa łapa nadawała się jedynie do amputacji. Teraz Franio przebywa pod opieką wolontariuszy ze Stowarzyszenia Chełmskiej Straży Ochrony Zwierząt. (pc)