Kochanek katem dzieci

Maltretował dzieci swojej kochanki, aż w końcu zabił półrocznego chłopczyka. Matka ofiar na wszystko pozwalała! Teraz Karina M. (24 l.) i Grzegorz B. (41 l.) staną przed sądem. Prokuratorzy z Lublina właśnie zakończyli śledztwo w sprawie, która zszokowała całą Polskę.


Grzegorz B. był bardzo dobrym kolegą ojca maltretowanych dzieci. Z czasem 41-latek bardziej zaprzyjaźnił się jednak z 24-letnią żoną swojego kumpla, Kariną, którą potajemnie odwiedzał. Kiedy mąż kobiety po kłótni się wyprowadził i oboje żyli w nieformalnej separacji, wizyty kochanka stały się częstsze. Odwiedzał matkę i jej dzieci w mieszkaniu wynajmowanym na jednym z rzeszowskich osiedli.

Najpierw oskarżony pastwił się nad malutką córeczką, 24-latki – Lenką. Zaczął, kiedy dziewczynka miała zaledwie roczek. Przyduszał ją, przypalał papierosami rzęsy i pośladek. Mała ofiara bała się zostawać sam na sam z „wujkiem”, dostawała wtedy ataków paniki, moczyła się.

Po tym, jak urodził się braciszek Lenki (3 l.) – Maksymilian – oprawca zaczął znęcać się także nad maluszkiem. Latem ubiegłego roku doszło do dramatu. Chłopczyk trafił do szpitala z krwiakiem mózgu, połamaną czaszką i żebrami. Jego życia nie udało się uratować. Lekarze byli zszokowani tym bardziej, że rok wcześniej zajmowali się jego siostrzyczką Lenką, która miała połamane obie nóżki. Matka twierdziła wtedy, że córka spadła z huśtawki. Śledczy wówczas zignorowali te sygnały i nawet nie przesłuchali medyków. Te błędy zaważyły na tym, że Prokuratura Krajowa przeniosła śledztwo do Lublina.

Lubelscy prokuratorzy ustalili, że Grzegorz B. zadał Maksymiliankowi w główkę dwa ciosy twardym przedmiotem. Mężczyzna został oskarżony o zabójstwo oraz znęcanie się nad chłopczykiem i jego siostrzyczką.

Matka Karina M. (24 l.) twierdziła, że o niczym nie wiedziała. Teraz także jest oskarżona. – Zarzuty dotyczą pomocnictwa w zabójstwie, pomocnictwa w znęcaniu się nad własnymi dziećmi ze szczególnym okrucieństwem oraz znęcania się fizycznego i moralnego nad córeczką – mówi Piotr Sitarski z Prokuratury Okręgowej w Lublinie, która przejęła akta z Rzeszowa i kontynuowała śledztwo.

Oskarżeni nie przyznają się do winy. Mężczyzna odwołał swoje pierwsze zeznania, z których wynikało, że znęcając się nad Lenką czerpał perwersyjną przyjemność, widząc ból i strach w oczach dziewczynki. Twierdził, że śmierć chłopczyka była wypadkiem, bo przypadkowo upuścił niemowlę na podłogę.

Jednym z dowodów obciążających Karinę mają być SMS-y, które wymieniała z Grzegorzem B. Śledczym udało się odtworzyć skasowane wiadomości. To one m. in. potwierdzają, że kobieta zdawała sobie sprawę, co wyprawa jej znajomy. Teraz oboje przebywają w areszcie w Lublinie. Niebawem staną przed sądem. Grozi im dożywocie. LL