KODY dają powody…

Neon
Wiszący na Starym Mieście neon z nazwiskiem Zofii Chominowej, która w czasie wojny wydała Niemcom polską poetkę żydowskiego pochodzenia Zuzannę Ginczankę, wywołał olbrzymie kontrowersje

by mówić o nich zawsze dłużej niż trwa sam festiwal. W tym roku Festiwal Tradycji i Awangardy Muzycznej KODY stanie się znów miejscem dyskusyjnych zjawisk z kręgu muzyki. Mimo pandemicznych zawirowań będzie trwać od 2 do 5 września 2020. Wcześniej, bo już od 17 sierpnia oglądamy w Lublinie przymiarkę do festiwalu – intrygujące, a przy tym okazało się kontrowersyjne instalacje. Za sprawą jednej z nich o festiwalu stało się głośniej niż zwykle i to w całym kraju…


Festiwal KODY od początku cechuje się obserwacją trwania i ewolucji zjawisk kulturowych, przemianą znaków, symboli i mitów, śledzeniem nieoczywistych związków tego co dawne i współczesne, archaiczne i najnowsze. Jest na to miejsce w trakcie koncertów, performansów i spektakli muzycznych czy spotkań z tańcem.

Po jedenastu edycjach, idee, które legły u początków festiwalu wciąż okazują się żywotne i twórcze. Hasło tegorocznego przedsięwzięcia: „ O obrotach” pozwala nie tylko na obserwację kulturowych połączeń w czasie i przestrzeni. Skłania też do refleksji, jak odnaleźć się wobec tego nieustannego kołowrotu zdarzeń, co warto porzucić, a co za wszelką cenę próbować ocalić.

Pojęcie ‘obrotów’ podczas tegorocznego Festiwalu KODY będzie się jawić nieustannie, na rozmaite sposoby, jak obracanie, krążenie, wirowanie, rytmy kosmiczne, cykle kalendarzowe i wegetacyjne, puls ludzkiego życia, rytualna powtarzalność codziennych czynności oraz aktualizacja prastarych mitów. Również kierat życia…

Wybrzmią dzieła takich kompozytorów, jak: Jerzy Kornowicz, Krzysztof Penderecki, Witold Lutosławski, Zygmunt Krauze, Jagoda Szmytka, Wojciech Blecharz, Rafał Ryterski, Cezary Duchnowski, Maciej Filipczuk, Ryszard Latecki, Szabolcs Esztenyi, Hubert Zemler. Organizatorzy „kodów” zamówili u nich sześć premier.

W tym roku po raz pierwszy widzowie mogą wybrać pomiędzy obecnością osobistą na festiwalu, a jego darmowym odbiorem w Internecie. Wszystkie koncerty będą na żywo transmitowane na stronie internetowej www.kody-festiwal.pl. Za darmo będzie można również uczestniczyć w wydarzeniach bezpośrednio, jednak ilość osób na koncertach będzie ograniczona.

Co w programie Festiwalu?

Utwory zaprezentują znakomite zespoły, soliści i dyrygenci, jak: Sinfonia Iuventus i proMODERN, Radical Polish Ansambl z gościnnym udziałem Maniuchy Bikont i Mikołaja Pałosza, Anonymous Ensemble pod kierownictwem Nadima Husni oraz Ryszard Latecki, Szabolcs Esztenyi, Hubert Zemler i Tadeusz Wielecki.

Zacznie się od środy, 2 września w Filharmonii Lubelskiej. O godz. 18 zabrzmi tam dzieło „O Obrotach…” – to koncert inauguracyjny Orkiestry Sinfonia Iuventus pod dyr. Marka Wroniszewskiego z zespołem wokalnym proMODERN przyniesie utwór „Copernicus – Our Planet” Zygmunta Krauzego. Słowa, które tworzą pierwsze dwa człony utworu pochodzą z listu Mikołaja Kopernika do papieża Pawła III, w którym astronom i matematyk prosi hierarchę o zrozumienie i akceptację jego odkryć dotyczących układu słonecznego. W następnych segmentach utworu słyszymy słowa zaczerpnięte z tekstów porozumienia Paryskiego Szczytu Klimatycznego.

Pozostałe wydarzenia znajdą miejsce w Centrum Kultury.

W czwartek, 3 września godz. 18 usłyszymy tu „Lśnienie” – dzieło tworzone „na żywo” przez grupę wytrawnych muzyków-improwizatorów. Inspiracją dla tego utworu stało się krążenie światła w zdjęciach Andrei Baciu – to rumuński fotograf, którego prace wyraziście pokazują ludzkie charaktery ich losy zapisane w starych obrazach. Jawi się ‘arche’ trwające w przestrzeniach Transylwanii, bo światło fotografii rodzi dźwiękowe lśnienie. Sfera wizualna przeniknie w obręb audiosfery. Muzyka skomentuje widzialny ślad archaicznego świata.

Tegoż wieczora o godz. 20: „Diabelskie skrzypce” – opera wiejska na skrzypce Lejarena Hillera, głos kobiecy, 6 skrzypiec ludowych, dżaz oraz warstwę elektroniczną” – tak pisze się o muzyce współczesnej autorstwa Cezarego Duchnowskiego i muzyce tradycyjnej przywołanej tu przez Macieja Filipczuka. Libretto i inscenizacja utworu: Maciej Filipczuk i Michał Brzozowy. Dzieło to może być dla KODÓW emblematyczne, jako twórczy wyraz przenikania pomiędzy tradycją a nowoczesnością.

W piątek, 4 września, godz. 18: spektakl „Otchłań” na motywach opery multimedialnej „Anonymous” Rafała Ryterskiego. Dzieło opowiada historie czterech różnych postaci, których losy splotły się w Sieci. Internet pozwalał im „być sobą”, ujawniać rzeczy, które w świecie realnym skrywali. Czuli, że są bezpieczni w wirtualnym świecie, w swoich internetowych kryjówkach. Jednak rzeczywistość o nich, wyciągnie po nich „łapy”.

W ostatni dzień festiwalu (sobota, 5 września) o godz. 20 „Złota gałąź”, Noc Tańca. Na koniec przygotowaliśmy koncert muzyki tanecznej. Wyjątkowo sami nie tańcząc, lecz jedynie „krążąc” wokół tria wykonawców, będziemy przestrzegać warunki bezpieczeństwa czasu epidemii. A zatem grozi nam co najwyżej „bal maseczkowy”, zapowiadają organizatorzy.

Aperitif przed festiwalem

Tegoroczne KODY, poświęcone głównie koncertom wyrafinowanej muzyki, poprzedziły inne wydarzenia artystyczne. Od 17 „Rozdroża” żyją serią ekspozycji pn. „Utajone miasto/Otwarte miasto”. Ten wizualny festiwal potrwa do 17 października br.

Swoje obrazy i instalacje w różnych punktach śródmieścia pokazują: Janusz Bałdyga, Wojciech Bąkowski, Krzysztof Bednarski (Ogród Saski), Grzegorz Drozd, Barbara Gryka, Zuzanna Janin, Jerzy Kosałka, Zbigniew Libera (błonia zamkowe), Piotr Lutyński (Plac Kaczyńskiego), Alexandre Perigot (ul. Okopowa), Bohdan Ruciński, Adam Rzepecki (starówka), Piotr Skiba i Jerzy Zyśko. Nie wszystkie instalacje ustawiono, prace trwają.

Organizowane przez OMIT ‘Rozdroża’ ekspozycje bywają kontrowersyjne. Dwa lata temu (Open City 2018) spory szok w mieście oraz ferment w social-media wzbudziła instalacja „Balans”, zwana „samobójcą” na gmachu przy placu Litewskim. Dwie instalacje przygotowane na ubiegłoroczną edycję Open City w tymże miejscu również wstrzymano. To projekcja filmu o żołnierzach-weteranach wojny w Afganistanie i Iraku, na ścianie poczty. Miały być też billboardy nawiązujące do Marszu Równości… zakładające widok haseł związanych z tym wydarzeniem. Nie zgodzili się na to przedstawiciele Poczty Polskiej oraz właściciele firmy wywieszającej billboardy. W centrum miasta nie, na peryferiach tak.

– Do kogo zatem należy przestrzeń publiczna w Lublinie, jeśli nie do mieszkańców? – pytali wówczas organizatorzy festiwalu, uznający że artyści mają prawo prowokować. Postulat prawdziwej wolności sztuki objawił się i w tym roku.

Neon o treści „Chominowa”

…to jedna z prac ekspozycji Utajone Miasto/Otwarte Miasto, również w gestii ‘Rozdroży’. Świecący na żółto napis zawisł nad bramą staromiejskiej uliczki Ku Farze. Od razu wzbudził kontrowersje, gdyż krakowski artysta Adam Rzepecki przywołał tu postać Zofii Chominowej (dowiadujemy się, że była Ukrainką ze Lwowa, która w czasie wojny podpisała folkslistę). To gospodyni jednej ze lwowskich kamienic, gdzie ukrywała się Zuzanna Ginczanka, międzywojenna poetka żydowskiego pochodzenia, przed deportacją do obozu koncentracyjnego. Chominowa ją zadenuncjowała. Nim Ginczanka zginęła zdarzenie to opisała w wierszu „Non omnis moriar”. I właśnie na podstawie tego utworu jako świadectwa, po wojnie antysemitkę skazano na więzienie. – Ten napis zakłada sprzeciw widza wobec jednoznacznej postawy Chominowej. I chce zmusić przechodnia do refleksji nad postawą człowieka wobec drugiego w każdych trudnych czasach – tłumaczy artysta.

Jego praca zbulwersowała literaturoznawców, którzy na Facebook’u komentują incydent i mają za złe organizatorom festiwalu wystawienie tego „dzieła”.

– „Wolność artystyczna” nie zwalnia od odpowiedzialności. A żadna interpretacja – nawet wypowiedziana językiem, którego nie rozumie 90% społeczeństwa – nie dowiedzie, że artyście wolno więcej – pisze tam prof. Izolda Kiec.

Zbigniew Libera, kurator tegorocznej edycji, tłumaczy że praca ta nie jest poświęcona Zuzannie Ginczance, a „haniebnym postawom niektórych Polaków w czasie ostatniej wojny”. – Zadaniem sztuki nie jest dydaktyka, co sugeruje prof. Kiec, ani dawanie dobrych rad. Sztuka raczej zadaje niewygodne pytania, ma prowokować do dyskusji. Uważam, że praca Rzepeckiego spełniła swoje zadanie – stwierdza kurator. I zżyma się na niezrozumienie sztuki jakim wykazuje się wielu internetowych komentatorów.

– Dzięki neonowi wielu z nas dowie się o istnieniu nie tyle Chominowej co Rzepeckiego. Może nawet będzie ich nazwiska łączyć – czytamy w jednym z komentarzy. Marek Rybołowicz