Kościół wobec imigrantów

„Oblicza i wyzwania imigracji w Polsce” to tytuł konferencji, która odbyła się w miniony poniedziałek na KUL z okazji tegorocznego, 103. już Dnia Migranta i Uchodźcy. Wzięli w niej udział naukowcy, osoby na co dzień stykające się zawodowo z problematyką migracji oraz sami imigranci. Jako jej konkluzję, która padała z ust niemal wszystkich uczestników, można podać stwierdzenia, że imigrant to przede wszystkim człowiek, któremu w razie konieczności trzeba pomóc.
O bardzo pozytywnych w tej mierze doświadczeniach mówiła dr hab. Julia Gorbaniuk, obecnie pracownik KUL, ale niegdyś imigrantka z Ukrainy. Przybyła do naszego kraju ponad dwadzieścia lat temu. Bez pieniędzy, jedynie z dwoma kompletami pościeli na sprzedaż. Uzyskane w ten sposób pieniądze – jak opowiada dziś pani profesor – starczyły w Lublinie, gdzie miała studiować, głównie na taksówkę z dworca do sióstr, mających swój dom zakonny w centrum miasta. Siostry okazały jej jednak dużo serca i młoda dziewczyna mogła podjąć naukę na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Profesor podkreślała, że modliła się o Bożą opiekę w tych i innych kryzysowych momentach i ze strony lublinian otrzymała wiele pomocy. Za świadectwo dobra ze strony Polaków podziękował również w swoim wystąpieniu na koniec całodziennej konferencji ks. bp. dr Krzysztofa Zadarko, przewodniczący Rady ds. Migracji, Turystyki i Pielgrzymek. Stanowiło ono przeciwwagę dla przekonania o zamknięciu polskiego Kościoła na migrantów i ich potrzeby, które wyraziła biorąca udział w konferencji inna studentka z Kazachstanu o polskich korzeniach.
Dosyć humorystyczne aspekty miało świadectwo Luisa Alberto Villablanca Alvareza. Pochodzący z Chile (jego rodzice to z kolei imigranci z Hiszpanii), obecnie właściciel szkoły języka hiszpańskiego w Lublinie, w dowcipny sposób opowiedział, że w Polsce na migranta czeka niemało przeszkód. Np. w dokumentach dla ZUS nie przewiduje się rubryk dla ludzi, którzy – jak on – mają więcej niż jedno obywatelstwo. Nie przewiduje się też, że niektórzy przybysze z zagranicy mogą mieć więcej niż jedno nazwisko. Pana Luis ma dwa – pracownicy w ZUS-ie nie mogli się najwyraźniej połapać i przysłali mu dwa takie same pisma, w których w jednym figurowało nazwisko Villablanca, a drugim – Alvarez. – Niestety – żartował – nie mógłbym w przyszłości liczyć na dwie odrębne emerytury. Już poważnie zauważył, że w Polsce, w tym w Lublinie, ilość migrantów tak znacznie wzrosła, że gdy jeszcze tuż po 2000 roku – gdy Luis zawitał do naszego miasta – widok ciemnoskórej osoby budził zaciekawieni, to dzisiaj jest codziennością.
Na dużo ciepła, życzliwości i indywidualną opiekę mogą liczyć w Polsce w takich ośrodkach jak werbistowska Fundacja Fu Shenfu w Warszawie. Dr Jacek Gniadek SVD z entuzjazmem wypowiadał się o idei realizowanej w warszawskim ośrodku Fundacji, gdzie pełni on funkcję dyrektora, by polscy wolontariusze towarzyszyli w nauce języka polskiego obcokrajowcom, którzy z bardzo rożnych przyczyn trafiają do Fu Shenfu. – Był np. Hiszpan, który zakochał się w Polce i dlatego chciał poznać nasz język. Bywają Wietnamczycy – opowiadał kapłan. Podkreślał, że w tym ośrodku nie pyta się o powody pobytu w naszym kraju. To wiąże się z kładzionym tam naciskiem na poczucie wolności i prywatności.
Na szczególną opiekę mogą liczyć młodzi przybysze zza wschodniej granicy Polski – tak Ukrainy i Białorusi, jak i odległego Kazachstanu, w liceum polonijnym im. Św. Stanisława Kostki w Warszawie. Dyrektor liceum Ewa Petrykiewicz opowiedziała na konferencji w jaki sposób młodzież jest przygotowywana do dalszej nauki w Polsce, tak by móc pozostać w naszym kraju i tym samym osiągnąć niejednokrotnie lepszy poziom życia niż byłoby to możliwe w kraju pochodzenia. Uczniowie ci mają polskie korzenie, ale polonizowanie ich pod każdym względem nie jest najlepszym rozwiązaniem, jak zauważono, ponieważ w ich żyłach płynie krew wielu narodowości.
Na temat migrantów angielskojęzycznych wypowiadał się z kolei dr Wiesław Dawidowski (OSA) opowiadając o swoich doświadczenia z pracy w duszpasterstwie anglojęzycznym w Warszawie. Podkreślił, że dziś duszpasterstwo to nie ogranicza się do emigrantów z Wielkiej Brytanii czy USA, lecz do osób pochodzących z przeróżnych zakątków współczesnego świata.
Monika Skarżyńska