Kosztowna straż miejska

Budżet Straży Miejskiej w Chełmie nie jest mały – w zaokrągleniu roczne koszty utrzymania dobijają miliona złotych. Tymczasem rola strażników miejskich nie jest jakoś szczególnie ceniona wśród mieszkańców, wręcz przeciwnie – mówi się o słabej realizacji potrzeb i braku zapewnienia bezpieczeństwa, choć zdaniem magistratu „straż miejska nie ma konkurencji”.

Jak wynika ze statystyk przedstawionych przez urząd miasta, koszty funkcjonowania w 2017 roku Straży Miejskiej w Chełmie wynosiły 948684,96 zł (w tym płace – 879 808,47 zł, zaś inne wydatki – 688 76,49 zł), podczas gdy wpływy z wystawionych przez cały rok 903 mandatów – 119 750,00 zł.

Nie inaczej było w 2018 r., kiedy to koszty opiewały na 977 149,62 zł (płace – 889 559,96 zł, inne wydatki – 87 589,66 zł), a wpływy z mandatów (819) – 106 320,00 zł. Z kolei w ciągu 11 miesięcy 2019 r. (bez danych za grudzień) miasto wydało na SM 861 176,04 zł (płace – 802 504,62, inne wydatki – 58 671,42 zł), podczas gdy uzyskało z mandatów (809) 103 010,00 zł. Do miasta wraca zatem 1/9 tego, co należy wyłożyć każdego roku na utrzymanie kilkunastu pracowników SM.

W innych samorządach sytuacja wygląda podobnie, jeśli nie gorzej, nic więc dziwnego, że wiele z nich postanowiło zrezygnować z utrzymywania formacji na rzecz doposażenia miasta w kamery i przekazania obowiązków straży policji czy wyznaczonym do tego pracownikom urzędu lub podległych mu jednostek.

Przeprowadziliśmy minisondę, dopytując siedemnastu mieszkańców Chełma w różnym wieku (od 30-78 lat), czy ich zdaniem straż miejska jest w naszym mieście potrzebna czy uważają ją za zbędny wydatek. Zaledwie dwie osoby opowiedziały się „za” utrzymywaniem SM, jedna nie ma zdania na ten temat, a pozostała czternastka uważa, że formuła straży na terenie Chełma wyczerpała się już dawno. Praktycznie każda z tych czternastu osób podnosi to samo: strażników w mieście nie widać, a chełmianie tak naprawdę nie wiedzą, czym oni się w ogóle zajmują.

„To nie kwestia tego, czy są potrzebni tylko tego, kto i jak nimi zarządza. Dla przykładu po pl. Łuczkowskiego samochody hulają we wszystkie strony i nikt nad tym nie panuje, a wystarczy postawić strażników, by pilnowali porządku. W tydzień zarobią sami na siebie. Jeśliby wypełniali zadania, do jakich są powołani, to nie byliby kosztem, a wręcz przeciwnie”. „Jestem przeciwnikiem. Nie widać ich na ulicach, kończą pracę wcześnie, budżet na SM można by lepiej spożytkować”. „Uważam, że jest to utrzymywanie pracowników, którzy robią tyle, co nic”.

„Praktycznie ich nie widać. Nie wiem, co robią, a jak o coś poprosić, to każą dzwonić na policję”. „Uważam, że są zbędni. Co prawda pomagają odpalić auto, ale dopiero od siódmej rano”. To tylko niektóre odpowiedzi ankietowanych (dwie osoby, które uważają SM w Chełmie za potrzebną, podnosiły natomiast, że strażnicy „czasem się przydają do pilnowania porządku” oraz służyli pomocą przy paczkach dla Kresowiaków i innych zbiórkach. Jeden z nich podkreśla jednak, że „ich (strażników – przyp. red.) praca jest za mało transparentna i większość ludzi nie ma pojęcia, czym oni się zajmują”). Inaczej straż miejską ocenia chełmski magistrat.

– Służba ta, tak jak policja, straż pożarna, pogotowie ratunkowe czy też służba zdrowia, nie jest jednostką samofinansującą się. Straż Miejska nie ma konkurencji w obszarze niektórych realizowanych zadań. W praktyce jest jedyną służbą, która w szerokim zakresie zajmuje się kontrolą przestrzegania przez mieszkańców czystości i porządku w mieście, stanu infrastruktury miasta (nieczytelne lub uszkodzone oznakowanie drogowe, zabezpieczenie ujęć wody itp.) i interweniowania w tym zakresie, podejmuje działania w zakresie ochrony środowiska (czyste powietrze, dzikie wysypiska śmieci itp.), a także realizuje inne zadania, które z punktu widzenia funkcjonowania miasta są istotne – mówi Dominik Gil z biura prasowego urzędu miasta. – Rocznie dyżurny straży miejskiej przyjmuje około 3800 zgłoszeń od mieszkańców miasta, którzy w różnych sprawach oczekują od tej służby pomocy – dodaje. (pc)