Krętactwa z finałem straszliwej zbrodni

Monice S. za malwersacje finansowe grozi do 8 lat więzienia, a za zabójstwo syna dożywocie

39-letnia Monika S., była prezes Bractwa Miłosierdzia im. św. Brata Alberta w Lublinie, wraz z 5 innymi osobami zasiądzie na ławie oskarżonych. Obwinionym zarzuca się przywłaszczenie i oszustwa na kwotę ponad 600 tys. zł. W odrębnym procesie Monika S. odpowiada za jeszcze okrutniejszą zbrodnię – uduszenia swojego 10-letniego synka.


Jak informuje prokurator Agnieszka Kępka, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie, w sprawie morderstwa 10-letniego Filipka śledczy czekają jeszcze na opinie biegłych. Zwłoki chłopczyka znaleźli pracownicy hostelu przy ul. Orlej w Lublinie 29 listopada ubiegłego roku, około południa.

– Matka nakryła kołdrą ciało chłopca wraz z głową, unieruchomiła je przytrzymując własnym ciałem i w ten sposób doprowadziła do uduszenia ofiary – relacjonowała przebieg zbrodni prok. Agnieszka Kępka.

Lekarz medycyny sądowej stwierdził krwawe wylewy w tkance podskórnej na całej głowie chłopczyka, co świadczy o tym, że dziecko do ostatniego tchnienia chciało się wyzwolić ze śmiertelnego ucisku. Matki chłopca nie było przy zwłokach, zatrzymano ją tego samego dnia w okolicach Kazimierza Dolnego. Była w bardzo złym stanie psychicznym.

Do dziś nie wyjaśniono motywów tej straszliwej zbrodni. 10-latek nie podejrzewał, że grozi mu jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Dzień wcześniej rozmawiał przez telefon z ojcem.

– To była normalna rozmowa, o samopoczuciu, zdrowiu, nic wielkiego. Mówił, że tęskni za mną. Umówiliśmy się, że jak wróci, to obejrzymy razem film, ale już nie wrócił – opowiadał tata Filipa w programie TVN „Uwaga”.

Matka wyjechała z domu z synem 3 dni wcześniej. Mężowi wysłała wiadomość, że nie wróci do domu i chce się z nim rozwieść. Kiedyś miała już taki epizod, który zakończył się jej powrotem do rodziny. Nikt nie podejrzewał, że tym razem dojdzie do tragedii. Czy na stan psychiczny Moniki S. wpływ miała sprawa malwersacji finansowych w Bractwie Miłosierdzia im. św. Brata Alberta?, któremu do 2018 roku szefowała Monika S. Z ustaleń zakończonego właśnie śledztwa wynika, że doszło tam do nadużyć na bardzo szeroką skalę. Monika S. jest oskarżona o przywłaszczenie ok. 180 tys. zł. Pociągnęła za sobą również dwie współpracownice: skarbniczkę i księgową. W sumie z kasy Bractwa miało zniknąć 220 tys. zł.

Dodatkowo Monikę S. obwinia się, że pomogła 3 członkom rodziny w ubieganiu się o wysokie kredyty, wystawiając im fikcyjne zaświadczenia o zatrudnieniu i zarobkach. Przez to banki i różne instytucje miały stracić w sumie ponad 600 tys. zł. Oskarżeni nie przyznają się do zarzucanych im czynów. LT