Ksiądz jak zwiadowca?

Nasza czytelniczka zastanawia się, dlaczego księża wypytują wiernych podczas wizyty „po kolędzie” o ich zawód i źródła utrzymania. Według niej duchowni przyjmując rolę „zwiadowców”, zniechęcają wiernych do Kościoła. Ks. Adam Jaszcz, wicekanclerz Archidiecezji Lubelskiej, odpowiada, że byłoby kuriozalne, gdyby ktoś, zapraszając księdza do domu, chciał pozostać anonimowy dla swoich duszpasterzy.

Zamieszczony niedawno w „Nowym Tygodniu” artykuł pt. „Jak przyciągnąć do kościoła?”, wywołał emocje u naszych Czytelników. W publikacji znalazły się dane Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego, zajmującego się liczeniem wiernych i badaniem poziomu religijności. Z informacji tych wynikało, że coraz słabiej z religijnością, a w województwie lubelskim w nabożeństwach uczestniczy mniej katolików niż w ubiegłych latach. W artykule księża tłumaczyli, skąd bierze się niższy poziom religijności i zastanawiali się, jak przyciągnąć ludzi, a zwłaszcza młodych, do kościoła. Do naszej publikacji nawiązała w liście jedna z naszych Czytelniczek (nazwiska do wiadomości redakcji), która zwraca uwagę, że duchowni powinni bardziej postarać się o to, aby ludzie nie omijali kościoła. Autor listu zwraca uwagę, że nie tak dawno zakończyły się wizyty księży „po kolędzie” i jeden fakt od lat bardzo mu się nie podoba. W liście czytamy: „Dlaczego księża spisywali tak skrupulatnie osoby: gdzie pracują, skąd mają środki na utrzymanie, jeżeli mają emerytury czy renty, to wcześniej jaką pracę wykonywali. Przecież tego nie było za komuny, a więc księża sieją postrach wśród starszych i młodych ludzi wierzących. Niech proboszczowie do swoich wiernych powiedzą, dla kogo ta informacja jest potrzebna. Na pewno nie dla Pana Boga…”. Następnie autorka listu pisze, że duchowny nie powinien pełnić roli „zwiadowcy”, bo w ten sposób sami pod sobą „kopią dołki”. Ks. Adam Jaszcz, wicekanclerz Archidiecezji Lubelskiej, mówi, że informacje przekazywane podczas wizyty księży służą „celom duszpasterskim” oraz „sprawom kancelaryjnym”.
– Jeśli ktoś zaprasza księdza po kolędzie, identyfikuje się z parafią, byłoby dosyć kuriozalne, gdyby chciał pozostać anonimowy dla swoich duszpasterzy – mówi ks. Jaszcz. – W kartotece parafialnej wpisuje się podstawowe dane: imię i nazwisko, datę urodzenia, informacje o przyjętych sakramentach, aktywność zawodową oraz fakt przyjęcia księdza po kolędzie. Księża podlegają też ustawie o ochronie danych osobowych. Jeśli czytelnik spotkał się z pytaniami innego typu, liczymy, że zgłosi się do kurii, abyśmy mogli zweryfikować podawane przez niego informacje. Może też odmówić podania jakichkolwiek danych, wtedy ksiądz odnotuje to w jego kartotece. Informacje służą celom duszpasterskim, na przykład, jeśli w parafii jest dużo osób starszych, emerytów i rencistów, duszpasterze powinni mieć dla nich konkretne propozycje aktywizujące i duszpasterskie. Inny powód to sprawy kancelaryjne. Jeśli osoba ukrywająca swoją tożsamość zgłosi się do proboszcza z prośbą np. o wydanie zaświadczenia uprawniającego do bycia chrzestnym, nie otrzyma takiego zaświadczenia, ponieważ proboszcz nie będzie wiedział, z kim ma do czynienia i czy ta osoba jest wierząca i praktykująca. (mo)

UDOSTĘPNIJ