Kto da więcej?

Bielizna, kocioł parowy, żarówka, 4 tys. par butów czy lalka Natalia – to tylko niektóre z przedmiotów które można kupić na licytacjach komorniczych w Polsce. W Urzędzie Skarbowym w Chełmie można wylicytować m.in. mercedesa, frytkownicę, maszynę drukarską, a nawet szambo. Niektóre aukcje bywają burzliwe. Zdarza się, że wśród licytujących dochodzi nawet do rękoczynów.

Przedmioty licytowane przez urzędy skarbowe są naprawdę różne. Według przepisów, licytacji podlegają towary zajęte w drodze egzekucji administracyjnej lub przepadku mienia zasądzonego przez sąd. Mogą to być przedmioty służące do popełnienia przestępstwa, np. nożyce do przecinania kłódek wykorzystane przy włamaniu. Zdarzało się, że z sądu przysyłano szklane lufki do zniszczenia. Jednak najczęstszym towarem poddawanym pod licytację w chełmskiej skarbówce są samochody zajęte w drodze egzekucji administracyjnej. Do tej grupy nie zaliczają się auta zajęte przez celników na granicy, które zostały specjalnie przystosowane do przemycania kontrabandy. Tych nie można sprzedać. Urząd oddaje je do szkół, aby kształcili się na nich młodzi mechanicy. – Problem jest z podrobionymi ubraniami znanych marek, przejętymi przez służby. Ich nie możemy sprzedać, ale próbujemy je oddać potrzebującym, np. do domów dziecka. Musimy wtedy skontaktować się z firmą, produkującą ubrania, która najczęściej zgadza się, ale pod warunkiem, że usuniemy logo ich marki z produktu. A jego umiejscowienie często uniemożliwia usunięcie go bez uszkodzenia ubrania – twierdzi kierownik Działu Egzekucji Administracyjnej Urzędu Skarbowego w Chełmie, Katarzyna Rybak.
Kiedy licytowane były ciężarówki, to na aukcję przychodziło ok. 50 osób. Najwięcej jednak sprzedawanych jest samochodów osobowych, na licytacjach których średnio jest od 3 do 4 osób. Ale nawet w tak skromnym gronie dochodzi do konfliktów między licytującymi, którym czasami puszczają nerwy. – Kiedyś kobieta podczas licytacji samochodu nie potrafiła pogodzić się z porażką. Tak się jej spodobało auto, że się go „uczepiła” i za nic nie chciała puścić, krzycząc, że go nie odda – opowiada K. Rybak.
Na chełmskich aukcjach wystawianych jest sporo telefonów komórkowych. Tyle że procedury administracyjne zajmują wiele czasu i gdy są wystawiane na sprzedaż, to zwykle są już przestarzałe i mają wtedy znikomą wartość rynkową. Zastanawiające jest to, że jednym z towarów przewijającym się przez chełmską skarbówkę są pontony i sieci rybackie. Zapewne zajęte jako narzędzie do kłusowania. Papierosy i alkohol bez akcyzy zarekwirowane w kraju, również trafiają do urzędu. – Wiele lat temu alkohol był sprzedawany do Polmosu. Teraz obowiązuje bezwzględny nakaz niszczenia tych towarów i tym się zajmujemy. Oprócz tego, trafiają do nas rzeczy pozostawione przez więźniów w zakładach karnych. M.in. są to: środki higieny, ubrania czy stare telewizory, które również jesteśmy zobowiązani zlikwidować. Działamy trochę jak oczyszczalnia miasta – żartuje K. Rybak.
Procedura licytacji jest ściśle określona przez prawo. Nie może do niej przystąpić dłużnik, któremu odebrano mienie, ani jego najbliższa rodzina. Takim samym obostrzeniom podlega pracownik urzędu skarbowego. Cenę ustala uprawniony do tego biegły skarbowy. W pierwszej licytacji towar wystawiany jest za 75% wartości. Jeśli przedmiot nie zostanie sprzedany, to ogłasza się drugą licytację z ceną wywoławczą wynoszącą 50% wartości. W przypadku braku chętnych na zakup, ogłasza się sprzedaż „z wolnej ręki” z ceną nie mniejszą niż 1/3 wartości towaru. Jeśli nie znajdzie się nabywca, towar jest zwracany dłużnikowi. W 2016 r. mieliśmy 125 likwidacji ruchomości z majątkowej represji karnej, z czego odnotowaliśmy 21 sprzedaży i 104 zniszczenia. Koszty licytacji wyniosły ok. 12 tys. zł, a wpływy do skarbu państwa 106 tys. zł. Pod względem wartości licytowanych przedmiotów nie jesteśmy w czołówce na tle innych urzędów. Moim zdaniem jest to spowodowane specyfiką naszego regionu, który jest uboższy w porównaniu z resztą kraju – uważa K. Rybak. (sr)