Kto pociął człowieka?

Dwóch z pięciu podejrzanych przyznaje się do pobicia ze skutkiem śmiertelnym. Wszyscy siedzą w areszcie i zganiają winę jeden na drugiego, ale żaden nie przyznaje się do zadania ran nożem. Tymczasem sekcja zwłok odsłoniła nowe szczegóły zbrodni.
Brutalne zabójstwo wstrząsnęło całą Rogatką (gm. Dubienka). Pod koniec października w domu 56-letniego mieszkańca wsi trwała libacja. Pięciu mężczyzn (20 lat i więcej) piło w najlepsze, kiedy do bratanka gospodarza (Marcina D.) zadzwonił 36-letni Tomasz C. Chełmianin zadeklarował, że niebawem przyjedzie oddać pożyczone pieniądze. Przyszedł, ale z pustymi kieszeniami. D. wściekł się. Uderzył go w twarz i głowę. Kompani od kieliszka szybko się dołączyli do bójki. 36-latek dostał kilka ciosów i na chwiejnych nogach usiłował wyjść z mieszkania. Rozjuszeni mężczyźni poszli w ślad za nim. W odległości mniej więcej kilkuset metrów od domu dorwali go. Bity i kopany stracił przytomność. Kiedy oprawcy z nim skończyli, jego twarz była okrutnie zmasakrowana. Bandyci wrócili do domu 56-latka.
Ciało pobitego do nieprzytomności Tomasza znalazła jedna z mieszkanek. Ani mieszkańcy wsi, ani najbliższa rodzina nie byli w stanie zidentyfikować zwłok. Brat rozpoznał go po włosach i kurtce, którą denat miał na sobie.

Cała piątka została zatrzymana i na wniosek prokuratora osadzona w areszcie. Dwaj, w tym Marcin D., przyznają się do pobicia mężczyzny, złożyli wyjaśnienia. Pozostała trójka twierdzi, że w ogóle nie brała w tym udziału. Wszyscy zganiają na siebie winę – jeden twierdzi, że poszedł w tym czasie do domu, ale drugi temu zaprzecza. Nic dziwnego, za pobicie ze skutkiem śmiertelnym grozi sprawcom do 10 lat więzienia.
Śledczy nadal badają sprawę. Niewykluczone, że postawione zarzuty zostaną uzupełnione. Wyniki sekcji zwłok wykazały na ciele denata rany kłute (ktoś musiał mu przed śmiercią wbić kilka razy nóż w nogi). Prokurator zlecił kolejną penetrację terenu w celu znalezienia narzędzia zbrodni. Z domu 56-latka zabezpieczono do badań trzy noże. Żaden z aresztowanych nie przyznaje się do zadania ran.
Marcin D., który jako pierwszy rzucił się na 36-latka, jest dobrze znany policji. Po alkoholu i narkotykach często wszczynał awantury i bójki. W przeszłości mężczyzna miał też straszyć innych nożem. Był skazany za gwałt. (pc)