Kto zostaje, kto odchodzi…

– Wójt wezwał nas do urzędu, strasząc konsekwencjami rezygnacji z udziału w projekcie. Poczułem się jak jakiś winowajca – mówi mieszkaniec gminy Leśniowice, zwracając uwagę, że projekt na zakup i montaż instalacji fotowoltaicznych poróżnił ludzi.

W ubiegłym tygodniu urządzano kolejne spotkania z mieszkańcami gminy Leśniowice, aby ratować projekt obejmujący zakup i montaż kolektorów słonecznych i paneli fotowoltaicznych i przyznane na jego realizację prawie 2 mln zł dotacji. Realizacja inwestycji zawisła na włosku, gdy po otworzeniu ofert od wykonawców okazało się, że znacznie przewyższyły one szacunki gminy, a w budżecie brakuje na to 200 tys. zł. Osobne spotkania były dla tych, którzy mimo dużo wyższych niż zakładały pierwotnie umowy kosztów instalacji zdecydowali się nadal uczestniczyć w projekcie. Nie wycofali się, choć przyjdzie im zapłacić od 1 100 do 2 800 zł więcej niż się spodziewali. Ale na wieść o takiej podwyżce kosztów wielu uczestnikom projektu, a konkretnie 46 osobom, puściły nerwy. Ich oburzenie było jeszcze większe, gdy przywieziono im do domów pisma o planowanym na czwartek spotkaniu. W zawiadomieniu tym Wiesław Radzięciak, wójt gminy Leśniowice, zwraca się z prośbą o „ponowne przemyślenie podjętej decyzji o rezygnacji z udziału w projekcie” i zaprasza na „spotkanie mające na celu omówienie konsekwencji rezygnacji z projektu”.

– Gdy przeczytałem, że mam przybyć na spotkanie w sprawie konsekwencji, jakimi mam być obarczony, to poczułem się zniesmaczony – mówi nasz rozmówca. – Przecież to wolny kraj, podpisałem umowę, ale była mowa o innych kosztach, a w moim przypadku zostały one prawie podwojone i po prostu nie stać mnie na to. Nie ma tu złej woli z mojej strony, a wygląda to tak, jakby urzędnicy odbierali nas za jakiś winowajców. Zresztą uważam, że w tej sytuacji, gdy w grę miałoby jeszcze wchodzić pokrycie kosztów przyłącza, za takie pieniądze nie opłaca się tego robić w ramach projektu. Wójt chce zrobić ten projekt za wszelką cenę, bo wybory się szykują. Ludzie, którzy zostają w projekcie mają pretensje do tych, co się wycofali, że przez nich inwestycja nie dojdzie do skutku, że będą stratni. Tak nie powinno być. Poza tym rzeczywiście ponieśliśmy koszty tego przedsięwzięcia, wpłaciliśmy zaliczki i teraz nie wiadomo, czy i ile z tych pieniędzy odzyskamy.

Wójt Radzięciak mówi, że konsekwencje rezygnacji z umowy trzeba przecież omówić i nie chodzi tu o straszenie kogokolwiek.

– Ludzie podpisali umowy, zdecydowali się na uczestnictwo w projekcie i w związku z tym my podjęliśmy kroki i finalizowaliśmy formalności związane z realizacją projektu i dotacją, a to wszystko generowało koszty – mówi wójt Radzięciak. – Tym, którzy zrezygnowali z udziału w projekcie, będą zwrócone poniesione koszty, ale nie wiem jeszcze, ile dokładnie. Musimy wykonać stosowne obliczenia. Podejmiemy próbę ratowania tego projektu. Czterdzieści sześć osób wycofało się z niego, przyszło siedem nowych. To oznacza, że solary mogłyby być instalowane u dwustu trzydziestu czterech osób, a u kolejnych dziewiętnastu osób panele fotowoltaiczne. Chcemy aneksować umowę i ratować projekt, jeśli już taka szansa się pojawiła. (mo)