Las w ogniu. Podpalenie?

Ponad trzy hektary lasu spłonęły w wyniku pożaru, do którego doszło w czwartek na terenie Nadleśnictwa Sobibór. Tylko szybkie wykrycie zagrożenia i błyskawiczna akcja strażaków sprawiły, że nie doszło do wielkich zniszczeń.

– W okresie dużego zagrożenia pożarowego, a niestety taki się rozpoczął, leśnicy stale dozorują lasy – mówi Agnieszka Kiszczak z Nadleśnictwa Sobibór. – W naszym nadleśnictwie system ochrony przeciwpożarowej opiera się na obserwacji przez pracownika PAD (punktu alarmowo-dyspozycyjnego) na monitorze widoku z kamer umieszczonych na dostrzegalni obok nadleśnictwa.

Pozwala to na stałą kontrolę całego terenu. I tak w spokojny czwartek (9 kwietnia) po godzinie 14 został zauważony unoszący się nad lasem dym. Nagle wszystko nabrało tempa, błyskawicznie przekazywane informacje, bardzo szybka lokalizacja miejsca i potwierdzenie, że pali się las.

W takim wypadku liczy się każda sekunda. W akcji gaśniczej brały udział PSP Włodawa, OSP Różanka, OSP Sobibór, OSP Orchówek i OSP Stawki. Strażacy dzielnie walczyli z żywiołem, który pochłonął 3,30 ha lasu i upraw, jednak z czystym sumieniem można powiedzieć, że gdyby nie szybka reakcja i brawurowa akcja strażaków, mogło skończyć się o wiele gorzej. Dokładne przyczyny pożaru ustala policja, ale niewykluczone, że doszło do podpalenia – dodaje Kiszczak.

Do takich zdarzeń może dochodzić coraz częściej, bo ściółka leśna jest bardzo sucha. To przez długotrwałą suszę i brak zimy. A eksperci alarmują, że 2020 rok może być rekordowo suchy. (bm, fot. Szymon Korczyński, Mateusz Polak)