Lotnisko z zadyszką i dodatkowym wiceprezesem

Nowy wiceprezes PLL Sebastian Meitz, prezentowany jest jako „wybitny fachowiec od zarządzania”

W lipcu Port Lotniczy Lublin odprawił 34 794 pasażerów, najwięcej w tym roku, ale to wciąż daleki wynik od ubiegłorocznego, kiedy świdnickie lotnisko obsłużyło 42 889 podróżnych. Szansę na dalszą poprawę wyników, a tym samym mniejsze straty spółki, daje zapowiedź uruchomienia w październiku przez LOT dodatkowego, porannego połączenia do Warszawy i według właścicieli spółki… powołanie dodatkowego wiceprezesa.


Przez siedem miesięcy tego roku PLL obsłużył 201 649 pasażerów. To o ponad 30 proc. mniej niż w rekordowych w historii portu pierwszym siedmiu miesiącach ubiegłego roku. Ale od września 2018 r., po zamknięciu bazy Wizz Aira i likwidacji kilku połączeń, liczba pasażerów zaczęła systematycznie z miesiąca na miesiąc spadać. Tę tendencję udało się przerwać jedynie w maju i w podsumowanym właśnie lipcu.

Władze portu na podstawie dotychczasowych wyników szacują, że do końca roku z lotniska skorzysta ok. 350 tysięcy podróżnych, kiedy w 2018 roku było ich ponad 455 tysięcy. Szansę na poprawę statystyk daje ogłoszona właśnie przez PLL LOT decyzja o uruchomieniu od 27 października nowego, porannego połączenie z Lublina do Warszawy, które będzie obsługiwane 4 razy w tygodniu – w poniedziałki, wtorki, czwartki i piątki. Dodatkowe przyloty do Lublina będą odbywały się w poniedziałki, środy, czwartki i niedziele.

– Uruchomienie porannego rejsu przez LOT jest kolejnym krokiem poprawiającym ofertę dla tych pasażerów podróżujących do i z naszego regionu, którzy do tej pory rozpoczynali lub kończyli swoją podróż na lotnisku w Warszawie, dalej podróżując samochodem lub innymi środkami komunikacji. Dobre wyniki rejsu popołudniowego potwierdziły, że wspólnie z PLL LOT jesteśmy w stanie skutecznie zmienić ten ruch na ruch przesiadkowy przez Lotnisko Chopina w Warszawie.

Jestem przekonany, że rozbudowana oferta naszego narodowego przewoźnika w znacznym stopniu przyczyni się do poprawy dostępności komunikacyjnej miasta i regionu, bardzo ważnej dla biznesu, ale też dla pasażerów podróżujących w innych celach – mówi Krzysztof Wójtowicz, prezes zarządu Portu Lotniczego Lublin SA.

Szansą na poprawę wyników, ale dopiero w przyszłym roku, dają zapowiedzi biuro podróży Neckermann, które w lecie przyszłego planuje uruchomienie lotów czarterowych ze Świdnika do tureckiej Antalyi i bułgarskiego Burgas. Samoloty do Turcji latałyby od 10 czerwca do końca sierpnia co środę, a do Burgas od 12 czerwca również do końca wakacji, co piątek.

Jak informuje PLL, uruchomienie obu połączeń zależy jednak od zainteresowania biletami indywidualnych pasażerów, gdyż Neckermann nie planuje przewożenia do Turcji i Bułgarii zorganizowanych grup turystów.

Dodatkowy wiceprezes na ratunek?

Łączna strata spółki Port Lotniczy Lublin od początku jej istnienia wynosi już przeszło 213 mln zł. Strata tylko za zeszły rok to 30,2 mln zł, a co robią główni udziałowcy PLL – samorządy miasta i województwa?

Powołują trzeciego, etatowego, oczywiście płatnego członka zarządu spółki no i podejmują uchwałę o jej dalszym funkcjonowaniu, czyli dalszym pokrywaniu straty ze środków budżetowych Lublina i Lubelszczyzny, bo inaczej musieliby rozpocząć procedurę likwidacyjną Portu. Nowy członek, Sebastian Meitz, prezentowany jest jako „wybitny fachowiec od zarządzania”, czyli mówiąc po ludzku z zawodu prezes. Wcześniej, z poręki ówczesnego ministra obrony Antoniego Macierewicza znał się również na przemyśle zbrojeniowym, bezpieczeństwie i szeregu innych arcyważnych sprawach, którymi zajmował się w firmach, do których go wysyłano na kierownicze stanowiska. Na razie pomysłów, jak uratuje świdnickie lotnisko supermenedżer nie przedstawił.

Na razie wiadomo jedynie, że jeśli powodzeniem zakończą się rządowe plany, budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego, wówczas lotniska takie jak PLL w ogóle stracą rację bytu. Potwierdza to nawet „Analiza Koncepcji CPK”, przygotowana na potrzeby lubelskiej spółki. Wynika z nich niezbicie, że „jeżeli – zgodnie z założeniami – do 2030 roku z każdego większego miasta w Polsce będzie można dojechać do CPK w 120 minut” – wówczas przede wszystkim znikną połączenia krajowe (właśnie uzupełnione w Świdniku o dodatkowe loty do Warszawy), ale także zmniejszy się zapotrzebowanie na loty na dłuższych dystansach, które niemal w całości przejmie nowy hub, co dla Portu Lotniczego Lublin może oznaczać ostateczny koniec.

No chyba, że politycy jak zwykle chcą zarobić tylko na planowaniu wielkiej inwestycji, a nie na jej realizacji. Nawet jednak klęska Centralnego Portu Komunikacyjnego nie podpowie, ani skąd brać kolejne dziesiątki milionów na funkcjonowanie świdnickie lotniska, ani skąd wziąć brakujące mu półtora miliona pasażerów. TAK