Lubelszczyzna B

Niemal połowie z 255 średnich miast w Polsce grozi marginalizacja i zjawiska kryzysowe – wynika z analiz Polskiej Akademii Nauk. Wśród najbardziej zagrożonych są m.in. Kraśnik, Chełm, Zamość i Hrubieszów.


Badania zamówiło Ministerstwo Rozwoju i słusznie – zdaniem PAN winne są przede wszystkim problemy rozwojowe, dotyczące m.in. spadku liczby ludności, zwłaszcza osób młodych i lepiej wykształconych. Jak zaznaczył zespół badawczy, towarzyszą temu narastające problemy społeczne, atrofia, rozpad więzi społecznych, a także patologie. Zachwianie równowagi na rynku pracy powoduje nadmierne dojazdy do pracy, które są dodatkowo utrudnione z uwagi na peryferyjność tych miejscowości. Co gorsza, „współczesne procesy rozwoju społeczno-gospodarczego zarówno w Polsce, jak i na świecie, charakteryzują się tendencją do powiększania różnic przestrzennych i regionalnych. Temu niekorzystnemu zjawisku, którego finalnym efektem są coraz silniejsze nierówności społeczne i polaryzacja przestrzenna, przeciwdziałać ma skuteczna polityka regionalna, w tym polityka spójności i polityka miejska” – konkludują autorzy, sami jednak nie formułują konstruktywnych propozycji, a i samo ministerstwo nie spieszy się, by wyjść z takowymi.

Mission: impossible?

Jest to już kolejny dokument, z którego po pierwsze nic nie wynika, a po drugie tylko potwierdza znaną tendencję. Tak jak utrwala się podział na Polskę A i B, czyli dynamiczne rozwijające się takie ośrodki, jak Warszawa, Wrocław, czy Trójmiasto, tak również w obrębie ciągnących się w ogonie Lubelszczyzny czy Podkarpacia narasta zróżnicowanie, przede wszystkim między stolicami regionów a mniejszymi ośrodkami, często zdeklasowanymi, pozbawionymi dawnych funkcji przemysłowych czy centrotwórczych. Są one poddawane silniejszej niż inne obszary depopulacji, czyli mówiąc po ludzku – więcej osób stamtąd emigruje niż przyjeżdża czy się rodzi. Odwrócenie tego trendu wymagałoby zmian tak w polityce krajowej (zwłaszcza gospodarczej), jak i lokalnej (zwłaszcza infrastrukturalnej). Przede wszystkim jednak wymagałoby to myślenia w perspektywie dłuższej niż jedna – dwie kadencje i szerszej, niż interesy danej partii politycznej. To zaś w warunkach polskich, a lubelskich w szczególności, czyni całe zadanie nieomal „mission impossible”… TAK