Lublin oczami ecoreformatorów

16. debata z cyklu Rozmowy o mieście pt. „Lublin niedalekiej przyszłości” za nami. W jej trakcie studenci Wydziału Gospodarki Przestrzennej KUL zaprezentowali swoje koncepcje zrównoważonych zmian w organizmie miejskim. Nie są to pomysły utopijne czy kompletne mrzonki – zapewniają autorzy.


Obserwujemy zmiany w myśleniu o przestrzeni, jej użytkowaniu i projektowaniu. Światowe trendy prowadzą w stronę zrównoważonego rozwoju aglomeracji, nasze miasto musi więc wpisywać się w ten nurt. Jak to będzie przebiegać? Dziś jeszcze nie wie nikt. Jednak próbowali to sobie wyobrazić studenci ostatniego roku gospodarki przestrzennej KUL. Przedstawili 9 wizji zmian w Lublinie, które mogą ziścić się szybciej niż nam się zdaje. Każda z prezentacji trwała ok. 10 min. Na zakończenie studenci zaprosili słuchaczy do dyskusji.

Projekty są efektem zajęć, pn. „Strategie zrównoważonego rozwoju w planowaniu przestrzennym” które w KUL prowadzi dr inż. Jan Kamiński. Ten znany lubelski ekolog zainteresował tematem aktywistów miejskich z Forum i Rady Kultury Przestrzeni i tak architekci krajobrazu włączyli się w cykl społecznych debat Rozmowy o Mieście. To otwarte spotkania i wymiana poglądów o przyszłości lokalnej społeczności.

Przybliżamy niektóre z zagadnień podjętych przez urbanistów in spe.

Smog – zmniejszyć trujący problem

Zespół młodych inżynierów: Karol Kowalczyk, Piotr Wawrzkiewicz, Wojciech Mielniczenko, Jakub Palczewski wziął na warsztat smog samochodowy. Jak mu przeciwdziałać? Rzecz jasna poprzez zmniejszenie emisji spalin. Tak ma być dzięki systemowi car-rent i car-sharing (transport na życzenie), dzięki któremu każdy może wynająć pojazd na tak długo ile mu trzeba, bez posiadania auta. To, ich zdaniem, wpływa na racjonalne, oszczędne używanie środków transportu i tylko w razie istotnej potrzeby.

Projektodawcy proponują także zakupić osobowe drony, których wielkość i udźwig pozwoli unieść w locie 1-2 osoby. To już funkcjonowanuje w krajach Zachodu, zwłaszcza jako oferta dla służb pomocowych, które w zatłoczonej aglomeracji nie potrafią dostać się do poszkodowanych. Projekt studentów zakłada też promocję transportu zbiorowego. Chcą przełamać schemat: jeden kierowca w jednym aucie, który jest zaprzeczeniem oszczędzania paliwa i wzmaga lokalny smog. Projektanci sugerują również zakup floty pojazdów elektrycznych dla miasta. Problem widzą w utylizacji zużytych akumulatorów energii, które w ogromnych ilościach będą czekać na swój koniec. Do ich ładowania pragną wykorzystać ekoenergię. Nie mówią, skąd ją brać, bo najpierw do tej idei trzeba by przekonać inwestorów i decydentów budżetu miejskiego.

W sumie to projekt niespójny i pełen kontrowersji. Epatował futuryzmem środków komunikacji, niewiele w nim było na temat praktyki zwalczania smogu tak przecież realnego zagrożenia dla zdrowia w naszym mieście.

A może po prostu nogi?

Wygląda na to, że są najbardziej ekologicznym środkiem transportu. Nawiązuje do tej koncepcji projekt inżynierek z KUL: „Piechotą po Lublinie – jak zachęcić ludzi do chodzenia pieszo? Zagadnienie opracowały Joanna Łopacka i Katarzyna Blicharz. Zalet chodzenia nie trzeba uzasadniać. Przynosi korzyści zdrowotne: im więcej intensywnego ruchu tym lepiej funkcjonuje nasz układ kostny i krążenia. Przy okazji dbamy o sylwetkę.

Gdy zamiast jazdy samochodem wybierzemy przechadzkę, ograniczamy emisję dwutlenku węgla. Ruch pieszy sprzyja też relacjom międzyludzkim.

By go upowszechniać, panie proponują aplikacje mobilne na smartfon. Jedna, kontrolowana przez GPS nagradza już sam fakt gdy przemieszczamy się pieszo, druga mierzy nasze krótsze piesze dystanse, gratyfikując każde 1000 kroków piechura – obie w jakiejś walucie elektronicznej, dopiero do określenia. W innym systemie punkty można by wymienić na realne nagrody w sklepach lub przeznaczyć je na cel charytatywny.

W aplikacji „Walking culture” po przejściu 200 km miesięcznie pieszy otrzymywałby darmowy bilet na wydarzenia kulturalne. Postuluje się stworzenie mapy pieszych przejść „na skróty” (bramy, podwórka). Argumentem pań jest i to, że dzięki upowszechnianiu chodu z pewnością ograniczymy zatory na jezdniach. To bardzo praktyczne podejście.

A propos, projekt przewiduje też rugowanie samochodów z takich ulic jak Zielona (to 150-m. parking i zbyt wąski chodnik). Postuluje eliminowanie postoju pojazdów na trotuarach wielu innych ulic śródmieścia. Ciekawe co na to ratusz jako podmiot Strefy Płatnego Parkowania? – to zasadnicze źródło dochodów w budżecie miasta.

Co dla niepełnosprawnych ruchowo?

Próbowali na to odpowiedzieć inżynierowie: Katarzyna Zawada, Marta Mielnik, Magdalena Pyzik, Bartłomiej Kociuba. Ukazali liczne przykłady rozwiązań tego typu w Europie Zachodniej. U nas to ciągłe wyzwanie dla planistów dużych miast.

Więcej miejsc parkingowych dla oznakowanych pojazdów inwalidzkich. Obniżone krawężniki chodników. Przejścia dla pieszych dla osób słabowidzących wyczuwalne (poprzez fakturę nawierzchni) oraz wyposażone w sygnalizację dźwiękową. Postulują podobne rozwiązania informacyjne na przystankach MPK.

Studenci podsuwają też wystrzałowy pomysł – to kolejki linowe w miejscach, gdzie konfiguracja terenu lub ciasnota ulic uniemożliwia poruszanie się inwalidów ruchu i seniorów. Tak jest na ul. Dolnej Panny Maryi i tu architekci krajobrazu widzą górską „linówkę” idącą do ul. Górnej. Argumentem jest duża różnica wzniesień ciasny chodnik.

Podobnie mogłoby być pod Zamkiem Lubelskim, gdzie celem jest jego wzgórze. Tutaj, jeśli nie uda się wytargować od miasta kolejki linowej, projektodawcy chcą wind dla niepełnosprawnych i specjalnych pochylni do jazdy wózkami. Wykorzystają do tego istniejące trakty piesze i schody wiodące na Zamek.

Kolejny zespół inżynierów: Patryk Pasek, Aleksandra Kaźmierczuk, Alicja Szwed projektuje „Ogrody deszczowe na osiedlu deweloperskim”. Swoje badania przeprowadzili na osiedlu bloków mieszkalnych przy ul. Koralowej.

Wnioski? Większość opadów atmosferycznych spływa do kanalizacji burzowej, choć można tę wodę wykorzystać, by wspierać zieleń miejską. Dzięki tym ogrodom deszczówka nie płynie do rzek, a pozostaje w gruncie przez dłuższy czas, zwiększając wilgotność otoczenia. To choćby skrzynie pełne roślin, które zbierają wodę z rynien. Wysadza się tam specjalne rosliny – hydrofitowe. Ogródki te, projektowane w różnych kształtach i wielkościach, są atrakcyjne wizualnie i pożyteczne, a już na pewno w aglomeracjach o tak suchym klimacie jak Lublin. Polecamy temat uwadze ratusza – to wprost zbawienny sposób na letni tropikalny upał i smog spalinowy, z którym miasto walczy bez skutku.

Można budować bez betonu i stali

To budownictwo „low-tech”, które w Lublinie chcą propagować: Natalia Pietrzyk, Agata Brzyska, Katarzyna Borowik, Kamila Rejkowska.

Low-tech zakłada użycie naturalnych, prostych technologii i materiałów. Idee tego budownictwa to zbliżenie człowieka do natury poprzez wykorzystanie lokalnych, nieprzetworzonych surowców, poszanowanie materiałów budowlanych, minimalizację zużycia energii, ekowrażliwość mieszkańców.

Glina, piasek, słoma, trociny – to zasadnicze materiały low-tech. Bloczki będące mieszaniną tych składników służą do budowy ścian. Prostszy budulec to zbita ciasno słoma układana niczym cegła w murze i pokrywana rodzajem boazerii. W obu metodach podstawą budynku jest drewniany szkielet wypełniany owymi elementami.

Tak wznoszone domki mają naturalną regulację mikroklimatu – zatrzymują i oddają wilgoć, mają znakomitą izolację termiczną – latem w nich chłodno, zimą ciepło. Pokryte tynkiem wapiennym są ognioodporne. Same zalety. Również cena, gdyż ta wynosi 1,7-2 tys. zł za mkw. na zamówienie. O połowę można ją obniżyć, budując samodzielnie.

Nadal nie jest to działanie popularne – należałoby bowiem pokonać stereotyp technologii opartej na betonie i stali preferowanej przez spółki budowlane.

Właśnie. „Czy da się poprawić istniejące osiedla deweloperskie?” Nad tym zastanawiali się inżynierowie: Adrianna Janiszek, Dawid Majewski, Kamil Sągolewski. Jaki to widok w Lublinie? Blokowiska XXI w. z reguły oddzielają się od otoczenia poprzez druciane płoty. Największy obszar osiedli zajmują parkingi, co źle wpływa na przestrzeń życiową mieszkańców. Podobnie jak nieprzyjazne betonowe ciągi piesze. Są tu z reguły słabej jakości place zabaw czy boiska, rzadkością jest bujna zieleń.

Autorzy chcą ten obraz zmienić. Gdzie tylko się da, proponują zlikwidować ogrodzenia, zmniejszyć betonowa połać skrywając parkingi pod gruntem, choć to sporo kosztuje. Wewnętrzne dziedzińce między blokami niech utworzą przestrzeń sąsiedzką, a nie małe indywidualne ogródki – jak obecnie. Sugerują postawić elementy małej architektury, wykonać oczka wodne oraz nasadzenia drzew i kwiatów. W ten sposób można by dohumanizować wyalienowane osiedla deweloperskie. Pytanie, kto się tym zajmie… grunt nie jest bowiem własnością mieszkańców.

Pozostałe tematy wizjonerskich prac inżynierskich powstałych na KUL to: „Energia wiatrowa w mieście” (Karolina Włodarz, Aleksandra Majka, Agnieszka Pakos, Klaudia Kozowicz), „Naturalne place zabaw” (Gabriela Cisek, Monika Grelak), „Zabawa w mieście dla dzieci i dorosłych” (Ewa Bańka, Dominika Bielak).

Marek Rybołowicz