Lublinianie artystycznie zaskoczeni

Festiwal rozpoczął tzw. spacer kuratorski szlakiem szesnastu prezentowanych prac z udziałem m.in. ich twórców

Festiwal Sztuki w Przestrzeni Publicznej „Otwarte Miasto” ma ambicję pokazywania prac współczesnych twórców wprost na ulicach i placach. Przeniesiony z wiosny br. na jesień pokaz street-artu w Lublinie rozpoczął się 3 października i potrwa miesiąc.


Zdaniem twórców festiwalu z Ośrodka Międzykulturowych Inicjatyw Twórczych „Rozdroża” ta sztuka wzrusza, zadziwia, zmusza do myślenia. Idea festiwalu zakłada uwolnienie tej sztuki od sterylnej i pozbawionej życia przestrzeni muzeum czy galerii na rzecz tkanki miejskiej. Przez miesiąc twórcy tejże sztuki poddają swoje prace ocenie i refleksjom obywateli miasta i turystów. Ekspozycja zostaje więc wystawiona na krytyczne spojrzenie i emocje przechodniów, w tym roku także na złe warunki atmosferyczne – otwarcie festiwalu nastąpiło w strugach deszczu. W 16 obiektach zgłoszonych do organizatorów odbył się tzw. spacer kuratorski.

W pobliżu Centrum Kultury

…przy skwerze Kaczyńskiego obejrzymy trzy prace. Biała stalowa konstrukcja Jakuba Ciężkiego z założenia stanowi interwencję w zielone otoczenie, architektoniczny rysunek w tej przestrzeni. Obiekt nie zakłada żadnej funkcji. Artysta chce, by jego odbiór rozgrywał się w sferze wrażeniowo-psychicznej, metaforycznej. Wysokość obiektu jest na miarę kondygnacji budynków mieszkalnych. Dotyczy więc relacji pomiędzy częścią a całością, fragmentem a pełnią. Jest też pytaniem o to, co stanowi formę, a co jej dopełnienie, w jakim sensie możność percepcyjna i wyobraźnia widza są niezbywalnym elementem domykającym znaczenie.
Opodal na skwerze stoi szklarnia wypełniona materiałem rozbiórkowym z budów. Szklarnia to magazyn słońca, który pozwala oświetlać, ogrzewać rośliny. I teraz możemy lepiej zaglądać do zakamarków tej instalacji, a w nocy ona sama emituje silne światło, od środka. Bo „Słońce w XII domu” Patrycji Orzechowskiej odnosi się do astrologicznej koncepcji, według której aktywność słońca dobrze na nas wpływa, lecz także na stłumienie innych potrzeb czy pragnień, prowadzących do twórczej sublimacji – wyjaśnia gdańska artystka wizualna.
Opuszczając plac przed CK, zobaczymy na drzewie cały zbiór dzbanków i waz glinianych. To ręcznie wykonane repliki naczyń z całego świata, m.in. z Syrii, Afganistanu, Iraku, Iranu, Etiopii, ogarniętych wojną, gnących się pod ciężarem kryzysów i konfliktów etnicznych, z których w ostatnich latach ucieka najwięcej ludzi. Uchodźcy szukają schronienia w „lepszych” krajach, dlatego naczynia zostały oznakowane postaciami biegnących ludzi… To instalacja autorstwa Agnieszki Kalinowskiej pt. „Ciężka Woda/Heavy Water”, który zakłada, że dzbany trafią do publiczności.

Gościnni ze Szwecji

Anneè Olofsson to jedyna cudzoziemka w gronie artystów festiwalu. Jej dzieło – krótki film – można uznać za punkt wyjścia do problemu, jaki stawia tegoroczny Festiwal Open City i jest to jedyna praca w projekcie, która nie jest ani rzeźbą, ani instalacją. Video „Under A Serpent Sun” (przy deptaku) podkreśla kontrast idyllicznego obrazu stworzonego z kolażu ujęć plażowiczów oraz cytowanych tekstów – najprawdopodobniej nagłówków gazet – mówiących o tragicznych wydarzeniach gdzieś w świecie. Jest to akcentowane beztroskim podkładem muzycznym.
To jakby pocztówka z bezpiecznych i sytych miejsc na Ziemi. Acz głos lektora wyraziście przytacza liczby ofiar wypadków i mordów, podczas gdy bohaterowie liżą lody na piasku. Lecz wielkie żółte słońce okazuje się być zupełnie czymś innym na tym obrazku.
U wrót ratusza umieścili swe prace Janek Simon – „Vortex 2” i Jacek Niegoda – „Typowe produkty nowoczesności szaleją”. Zastanawia ta druga instalacja, puste stragany zaprojektowane przez artystę, puste szyldy instytucji – to pustka strukturalna, struktura potencjalna, do wypełnienia, opuszczony rynek idei oczekujący na dostawę nowych produktów. Instytucje-wydmuszki, których cele się wyczerpały lub utraciły sens, to pustostan, który czeka na swoich nowych, legalnych lub dzikich lokatorów. To od nich będzie zależeć, czym zostanie wypełniona owa pustka: czy będą to tanie chińskie szmatki i błyskotki, mające zastąpić dotychczasowe produkty nowoczesnego państwa, czy może jednak na rynku zrodzą się instytucje publiczne oferujące dostępne dla każdego dobra społeczne, jak publiczna opieka zdrowotna, edukacja i system ubezpieczeń społecznych? – zastanawia się twórca
Opodal zainstalował się Piotr Skiba – jego „Bez tytułu” to lśniąca ławeczka w kącie Bramy Krakowskiej.

Co jeszcze?

Na starówce przy Rynku 5 Elżbieta Jabłońska eksponuje „Znikając”, Dominika Skutnik pokazuje „Samech” (plac Rybny) a Joanna Rajkowska „Ja do waszego nieba nie wejdę” (ul. Cyrulicza) – jej praca imponuje podprogowym przekazem o eksterminacji drzew w kraju nad Wisłą. Idąc szlakiem królewskim spotkamy „Na wyciągnięcie ręki” Magdaleny Starskiej (plac Po Farze) i „Równoważnię” Hanny Nowickiej przy bramie do Zamku. Jego dziedziniec zdobi „Pomnik konny”, który wykonał Mariusz Waras.
Anna Królikiewicz (doktor habilitowany sztuki) sugeruje, że jej dzieło jest „nie z tej ziemi”, wskazuje na pierwiastek uniezwyklenia, czyli nowego, niespodziewanego elementu w znajomym, widzianym wielokrotnie miejscu. Jej „Super/Natural” akcentuje pochodzenie czegoś z natury, co jest prawdziwe, samorodne i dzikie. Tak widzi ona królestwo grzybów: niepokonane w sposobach rozmnażania, odżywiania i oddychania. Zepchnięte przez higieniczną cywilizację człowieka do podziemia grzybie populacje – jej zdaniem – „zawładną” światem. Wszędobylskie grzyby są witalnym superorganizmem, formą biologiczną zarastającą każde podłoże, zaskakującą otoczenie. Tak ma być i w Lublinie, na błoniu pod Zamkiem, gdzie wyrosła jej praca. Kilkadziesiąt worków słomianej ściółki do hodowli grzybów (zafoliowanych na palecie) czeka tu, by zaszokować otoczenie… Kolorowa ekspansja ma przyjść z czasem. Czekamy więc na spektakularny sukces instalacji tej utytułowanej gdańszczanki.

Co za dziwolągi na ulicach?

– pytają mniej obyci mieszkańcy. – Nie wiem, jak interpretować takie dzieła. Są całkiem oderwane od rzeczywistości, a tabliczki o nich piszą jakieś niestworzone rzeczy, np. tutaj o domu – głowi się Jan Szewczyk, wpatrzony w marmurową kulę Zuzanny Janin przed Trybunałem.
A jak widzą te prace młodsi lublinianie? – Chciałoby się traktować to poważnie jako gatunek sztuki, ale niestety tak nie jest. W Polsce nie ma dobrego klimatu dla odbioru tych instalacji, co innego na południu Europy. Sztuka u nas kojarzy się jednak ciągle z czymś tradycyjnym – mówi para studentów III roku historii sztuki KUL.
Marek Rybołowicz