Magistrat nie przyciąga

Niskie wynagrodzenia, a z drugiej strony dość wysokie wymagania. Magistrat ogłasza nabór na wolne stanowiska pracy za naborem, ale wiele z nich nie przynosi rezultatu. Urząd nie jest już magnesem przyciągającym pozostające bez pracy osoby. Wydaje się, że zmienić może to tylko wzrost wynagrodzeń. Ale czy prezydent zechce głębiej sięgnąć do kieszeni?

Jakub Banaszek rządzi Chełmem od ponad 15 miesięcy. W tym czasie ogłosił aż 81 naborów na wolne stanowiska pracy w chełmskim magistracie. Dla porównania jego poprzedniczka Agata Fisz, w okresie od czerwca 2013 r. do końca swojej kadencji, a więc do 23 listopada 2018 r., na urzędnicze stanowiska przeprowadziła niespełna 60 konkursów.

Banaszek nie ma jednak wyjścia, musi szukać pracowników, bo tylko w ciągu pierwszego roku jego prezydentury z różnych przyczyn z ratuszem pożegnało się blisko 90 urzędników. Jak już pisaliśmy, 24 dostało wypowiedzenia, 30 odeszło za porozumieniem stron, 17 złożyło wypowiedzenia, a 18 osobom nie przedłużono umów terminowych. W tym czasie magistrat przyjął do pracy 68 nowych urzędników, z czego 24 to pracownicy zlikwidowanego z końcem lipca minionego roku Zarządu Dróg Miejskich.

Praca w magistracie, czego najlepszym dowodem są ogłaszane nabory, nie jest już magnesem przyciągającym osoby szukające zatrudnienia. Wiele z konkursów nie zostało rozstrzygniętych i powtarzano je czasami nawet dwukrotnie. Z prostych powodów. Albo brakowało chętnych, albo kandydaci nie spełniali oczekiwań. Inna sprawa, że wynagrodzenia w magistracie do atrakcyjnych nie należą i to również jest przyczyna słabego zainteresowania ze strony potencjalnych kandydatów.

Pensja na starcie w urzędzie na poziomie zbliżonym do minimalnego wynagrodzenia zasadniczego, które od nowego roku wynosi 2 600 zł, czyli na rękę niespełna 2 tys. zł (osoby do 26. roku życia mogą liczyć dodatkowo na ponad 120 zł z tytułu zwolnienia od podatku dochodowego), gdzie skala odpowiedzialności jest wysoka, dziś mało kogo zadowala. Tym bardziej, że przy naborach np. do Departamentu Inwestycji i Rozwoju od ubiegających się o pracę oczekuje się dodatkowych kwalifikacji, jakimi są np. uprawnienia budowlane. Można jedynie domniemywać, że dopóki prezydent głębiej nie sięgnie do kieszeni, kolejki do pracy przed urzędem raczej się nie ustawią. Choć wydaje się, że wyższe płace na starcie są chyba mało realne, bo wtedy Jakub Banaszek musiałby też podnieść wynagrodzenia zatrudnionym w magistracie urzędnikom. A tego budżet Chełma mógłby nie wytrzymać.

W ostatnich trzech miesiącach prezydentowi nie udało się rozstrzygnąć ponad połowy konkursów na wolne stanowiska pracy w urzędzie. Departament Geodezji, Kartografii, Nieruchomości, Architektury i Budownictwa szukał dwóch osób do Wydziału Architektury i Budownictwa. Kandydaci nie spełnili jednak oczekiwań. Z podobnym skutkiem zakończył się nabór do Departamentu Budżetu na stanowisko ds. sprawozdawczości budżetowej. Z kolei do konkursów na stanowiska ds. koordynacji i ds. przygotowania i realizacji inwestycji w Departamencie Inwestycji i Rozwoju nie zgłosiła się ani jedna osoba. Urzędnicy nie rozstrzygnęli jeszcze dwunastu naborów, choć w większości przypadków termin składania ofert już minął.

Aktualnych, ale do poniedziałku i wtorku, jest pięć konkursów. Aż pięć osób z wykształceniem ekonomicznym i ze znajomością m.in. przepisów z zakresu rachunkowości podatkowej, a także budżetowej może znaleźć pracę w Departamencie Finansów. Pracownika, który zająłby się sprawozdawczością budżetową, szuka Departament Budżetu. Nie ma jeszcze rozstrzygnięć trzech naborów do Departamentu Inwestycji i Rozwoju, trzech kolejnych do Departamentu Geodezji, Kartografii, Nieruchomości, Architektury i Budownictwa i konkursu na audytora wewnętrznego, gdzie termin składania ofert już minął. Ciekawe, czy znów zabraknie chętnych, czy też kandydaci nie spełnią oczekiwań… (s)