Małe świństewka dla mądrych ludzi

Kto znał Andrzej Kota, wybitnego lubelskiego grafika, twórcę rysunków, kaligrafii i ex librisów, dobrze wie, że Kot był Psot. Zmarły przed niespełna dwoma laty artysta zostawił po sobie tysiące dzieł. „Nowy Tydzień” dotarł do niepublikowanych prac, które stworzył wspólnie
ze Zbigniewem Furmanem. – To limeryki mojego autorstwa, które Andrzej przenosił pięknym obrazem graficznym na papier. Mieliśmy w planie wydać nasze literacko-graficzne dzieło: „Małe świństewka dla mądrych ludzi”. Nie zdążyliśmy – mówi Z. Furman.
– Znaliśmy się z drukarni na Unickiej. Ja uczyłem się zawodu, a on bardzo często był gościem w naszym zakładzie – opowiada o znajomości z Andrzejem Kotem Zbigniew Furman. – To był początek lat 70-tych. Rozkwit naszej bliskiej znajomości i przyjaźni przypada na lata po 1984 r. do chwili, kiedy mi go zabrakło. Przychodził do drukarni Instytutu Kształcenia Nauczycieli przy ulicy Narutowicza, a także do Lubelskiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli przy ulicy Dominikańskiej. Tu czuł się bezpieczny, znajdował spokój po ciężkim poprzednim dniu. Tu często odpoczywał. Słuchaliśmy wtedy pięknych arii operowych i płomiennie dyskutowaliśmy o sztuce. Tu drukowaliśmy najnowsze projekty, które Andrzej przynosił w swojej znanej wszystkim torbie. Oficyna poligraficzna przy Dominikańskiej była jego pierwszym portem, w którym cumował najwcześniej. Tu zawsze mógł liczyć na pomoc w chwilach trudnych na dobre słowo i coś więcej. Każdego ranka był mile wyczekiwany. Zawsze czekała na niego jakaś niespodzianka. Chyba na to liczył. Mówiłem mu: „Gdzie słyszysz śpiew tam, wstąp, tam Ludzie dobre serca mają”. Był codziennie, martwił się, gdy wyjeżdżaliśmy na urlop. Pocieszałem go, że czas szybko płynie, że powrót będzie już jutro. Później odpływał dalej i tak żeglował cały dzień po miejscach, gdzie unosił się duch sztuki, gdzie byli ludzie, którzy „dobre serca mają”: Biblioteka Łopacińskiego, UMCS, Agencja Reklamy i miejsca na ukochanej starówce.
Jak podkreśla Zbigniew Furman, obaj byli drukarzami z krwi i kości.
– Ja drukowałem, on tworzył formy do druku i tak powstawały cacka, które radowały odbiorców. Obaj poznaliśmy piękny zawód drukarza, piękno sztuki drukarskiej. On, wielki artysta, a ja stary drukarz z 42-letnim stażem – wspomina Zbigniew Furman.
To piękno i czar grafiki, jakie stworzył przez lata Andrzej Kot, można śmiało porównać do poezji, tej pięknej, ręcznie pisanej – podkreśla przyjaciel grafika. – Jest to klasyka, która pozostanie w naszych sercach już na zawsze. Był wielkim estetą w tym, co robił. Opierał się na zasadach techniki druku wypukłego zwanego typografią. To czcionka i wypukłe elementy formy drukarskiej dawały najlepszą wyrazistość konturów litery i innych elementów druku na papierze, kartonie skórze i innych materiałach. Dlatego, jako młody zecer, układał przepiękne pełne uroku i fantazji kompozycje drukarskie, już wtedy były to dzieła sztuki. Następnie odbijał je na prasie drukarskiej, cieszył się nimi i rozdawał wszystkim, którzy uczyli się zawodu oraz starszym kolegom braci drukarskiej. Piękno sztuki Gutenberga starał się przenosić w postaci barwnej plamy na różne materiały drukarskie. Rysował i tworzył formy drukarskie w kamieniu, nieobca mu była szkoła litografii i linorytu, (były to jedne z najstarszych form drukarskich). Z wielkim szacunkiem odnosił się do druku typograficznego darzył go wielką sympatia i sentymentem. Nie przepadał za drukiem offsetowym i wklęsłodrukowym zawsze mówił, że mało jest tam kunsztu, artyzmu i serca człowieka. Obaj byliśmy zgodni, że tylko druk wypukły (typograficzny) da pełne piękno, szlachetność i wyrazistość prostoty literze i innym ornamentom pozostawionym na papierze. Da też satysfakcję z pracy artyście i drukarzowi, którzy wkładają w to dzieło swoje talenty i serce, by efekt finalny zadziwił oko największych koneserów sztuki, a także satysfakcję z tego, że jest się kontynuatorem wielkiego wynalazcy druku Johanna Gutenberga, który zastąpił czcionki gliniane i drewniane metalowymi. Andrzej patrzył i cierpiał, jak szybko inne techniki druku wypierają tę najstarszą, typograficzną. Pracę człowieka zastąpiły komputery, druk offsetowy (druk pośredni) stał się tańszy, bardziej prosty. Nie trzeba było w uzyskanie odbitki optymalnej wkładać tak dużo serca. Duch piękna i estetyki, ostrości obrazu i pięknych wyrazistych konturów litery oddalał się bezpowrotnie.
Postanowił ocalić od zapomnienia te najpiękniejsze wartości druku. Wziął to wszystko w swoje ręce, Zaczął sam przenosić na papier to piękno, które w sobie nosił. Był prawdziwym mistrzem sztuki drukarskiej, bo tak się kiedyś drukarzy nazywało. Jego wrażliwość, delikatność, prostota, a zarazem znajomość historii sztuki, historii grafiki, filozofii i estetyki oraz odczuwanie pojęcia piękna i przeżyć estetycznych daje nam pełny obraz artysty ponadczasowego, którego dziś podziwiamy i podziwiać będą następne pokolenia. To są perły grafiki i kaligrafii, z których wszyscy jesteśmy dumni.
Jego piękne wnętrze, piękna dusza inspirowały go do przenoszenia na papier swoich najskrytszych marzeń, wzruszeń i tego, co go otaczało. Był bardzo wrażliwy na krzywdę i niedolę ludzką. Miał u mnie pełne wsparcie – obaj odbieraliśmy na tych samych falach. Sam miał niewiele, ale zawsze podzielił się z człowiekiem, który potrzebował pomocy.
Patrząc na jego grafikę i liternictwo można było dostrzec, że jest to osoba czarująca, wielka w tym, co robi, a zarazem pełna pokory, pięknego serca, szlachetnej duszy.
Ta jego prostota urzekała wszystkich. Było w niej wszystko, smutek, lęk i wielka radość, którą zarażał wszystkich i przenosił na papier.
Kochał sztukę, kochał muzykę, był miłośnikiem muzyki poważnej. Często słuchaliśmy pięknych starych romansów rosyjskich. Miał wielki szacunek do twórczości Okudżawy i Wysockiego oraz Wertyńskiego.
Śmiałem się z niego, mówiąc, że on, jak Piłsudski, kochał twórczość wspomnianego już Wertyńskiego. Nigdy nie dał poznać po sobie, swoim zachowaniu, że jest wielkim artystą, a takim był.
Był znany nie tylko w Polsce. Jego prace były i nadal są podziwiane na obu półkulach naszego globu. Był cichy i skromny, ale pełen szacunku do drugiego człowieka.
W oficynie poligraficznej na Starym Mieście przy kawie i pięknej muzyce, snuliśmy plany na dziś i na jutro.
– Niektóre były realizowane natychmiast, bo Andrzej często miał zamówienia na cito. I tak leciały nam wspólnie spędzone dni. Coś się zmieniło – teraz, gdy nie przychodzi, kiedy go nie ma, to jednak mi żal, że tu, w drzwiach, już się pojawi. Zrozumiałem też, że to słowo przyjaciel nabrało jeszcze większej mocy, większego wymiaru.
Kiedy ostatnio byłem przy jego grobie, kiedy zapaliłem znicz, to przyszedł mi do głowy taki limeryk: „Popatrz Jędrek za żywota zawsze była” przy nas psota. Tej psoty literackie nam nie brakowało. Obaj tworzyliśmy śmieszne i psotne małe dzieła literackie. On je przenosił na papier pięknym obrazem graficznym.
Mieliśmy w planie wydać nasze literacko-graficzne dzieło. Andrzej zaprojektował nawet stronę tytułową: „Małe świństewka dla mądrych ludzi”.
To miało być coś nowego, coś co miało zaskoczyć jego wielbicieli i nie tylko. Była to moja inspiracja z radością zaakceptowana przez Andrzeja. Dawaliśmy wtedy upust naszej ułańskiej fantazji, los jednak okazał się okrutny.
Tak myślę, czy Andrzej nie ocierał się o granicę świętości? To pytanie pozostawiam wszystkim jego przyjacielem i państwu.
Pozostała piękna kaligrafia stron wydawnictwa, pozostało piękne wspomnienie, które w sercu zachowam już na zawsze, bo Andrzej to był taki normalny Kot, czasami „Kot Psot” – kończy Zbigniew Furman.
Wysłuchał K. Basiński

Andrzej Kot

Urodził się 21 listopada 1946 r. w Lublinie. Był grafikiem, kaligrafem, zecerem, typografem i ilustratorem książek. Od roku 1978 roku uczestniczył w większości światowych imprez graficznych. W 1981 r. został nagrodzony złotym medalem Międzynarodowego Biennale Ekslibrisu w Malborku.
Exlibrisy i rysunki Kota publikowały m.in. niemiecka Scriptura, Magyar Grafik, nowojorski Upper &LowerCase, kalifornijski Fried Caligrafic, Sarmatian Houston, Idea z Tokio. W 1995 r., jako jedyny polski artysta, Andrzej Kot znalazł się w monografii Josepha Kiermeiera-Debre i Fritza Franza Vogla „Das Alphabet. Weimar, Londyn i St. Petersburg poświęciły ekslibrisom Kota specjalne kongresy. Stała ekspozycja jego prac znajduje się m.in. w Muzeum Gutenberga w Moguncji.
27 stycznia 2008 r. otrzymał nagrodę Angelusa Lubelskiego w kategorii artysta roku 2007. Zmarł 17 lutego 2015 r.