Maleńkie serce w potrzebie

Antoś potrzebuje naszej pomocy

Czy dla rodzica może być coś gorszego niż choroba dziecka? To koszmar, z którego, niestety, nie zawsze da się obudzić. Z taką sytuacją mierzą się rodzice kilkunastomiesięcznego Antosia Czerkasa z Lublina, który przyszedł na świat z wrodzoną wadą serca. Ale nawet w tym koszmarze jest iskierka nadziei na normalną i szczęśliwą przyszłość. To operacja w USA. Jej koszty, łącznie z leczeniem i transportem, wyceniono aż na 2 mln zł. Zbiórka trwa na portalu Siepomaga, a pomóc może każdy z nas. Liczy się każda złotówka, ale też czas, bo zostało go niewiele.

O tym, że z serduszkiem Antosia coś jest „nie tak” jego mama, pani Sandra, dowiedziała się w 22. tygodniu ciąży, podczas jednej z wizyt u lekarza. Kolejne kontrole, niestety, potwierdziły wadę serca Antosia. Jak się później okazało wadę bardzo poważną i rzadką – Zespół Ebsteina, dotyczący nieprawidłowej budowy zastawki trójdzielnej. Na tym nie koniec. Antoś ma także przerwany łuk aorty i ubytki w przegrodzie międzykomorowej.

Urodził się jako wcześniak i w zasadzie już sam poród był walką o jego życie. Antosiowi spadało tętno, więc jego mama musiała dać z siebie wszystko, by szybko przyszedł na świat. Kiedy miał zaledwie 10 dni przeszedł operację ratującą życie. Przypomina o niej długa blizna na piersi chłopca.

Dziś Antek ma 18 miesięcy i wymaga kolejnej operacji serca.

Jest dzielnym chłopcem, ale nie może sobie pozwolić na beztroską zabawę. Nie toleruje wysiłku – jego usta, rączki, paznokcie, w zasadzie cały robi się siny, dopadają go ataki duszności, a serduszko bije zaburzonym rytmem. Patrząc na duszącego się synka, ja duszę się razem z nim. Gdy płacze i pokazuje, że boli go serduszko, moje serce również boli i płaczę razem z Nim – mówi pani Sandra.

Lekarze w Polsce proponują chłopcu jedynie leczenie polegające na zachowaniu serca jednokomorowego. – Oznacza to, że Antek będzie miał tylko pół serca i do końca życia będzie przyjmował mnóstwo leków i tak naprawdę nigdy nie będzie żył normalnie – dodaje mama chłopca.

Rodzice postanowili poszukać ratunku za granicą i jakiś czas temu pojawiła się iskierka nadziei. Szansą jest leczenie w Stanach Zjednoczonych, dokładnie w Pittsburghu.

– Jest tam lekarz, którzy specjalizuje się w leczeniu takich wad. Opracował metodę, która ratuje dziecko i pozwala zachować dwie komory serca. Jestem po rozmowie z mami, których dzieci były przez niego operowane. Dziś, te dzieci są w pełni sprawne i mają się dobrze – mówi mama Antosia.

Rodzice chłopca otrzymali kwalifikację i kosztorys operacji w USA. Leczenie, łącznie z transportem i kosztami pobytu wyceniono na 2 mln zł. Niestety, prowadzona na ten cel zbiórka jak dotąd nie przyniosła oczekiwanych efektów – od lutego do początku ubiegłego tygodnia udało się zgromadzić niewiele ponad 110 tys. zł.

– Biorąc pod uwagę ostatnie wyniki badań Antka, które, niestety, nie są najlepsze, powinniśmy wyjechać jak najszybciej. Jego serce to tykająca bomba. Ile mamy czasu, nie wiem. Ale wiem, że muszę walczyć o życie Antosia już teraz. Jeśli go zabraknie, pęknie moje serce i runie świat. Dlatego proszę już teraz o pomoc. O ratunek małego serduszka, które jest częścią mojego. Kocham go… Kocham jego zapach i każdy jego uśmiech. Kocham wszystko, co jest z Nim związane. Gdy go zabraknie, umrze z nim część mnie. Śniadanie straci swój smak, spacer zmieni swój rytm, sen bez buziaka od synka, nie będzie snem. Gdy go zabraknie, pęknie moje serce i runie świat – mówi pani Sandra.

Pomóc Antosiowi i jego rodzicom można za pośrednictwem strony Siepomaga www.siepomaga.pl/antoni-czerkas. Liczy się każda wpłacona złotówka, ale też czas, bo zbiórka kończy się już we wtorek, a Antoś nie może dłużej czekać. Nie bądźmy obojętni – dobro powraca. (w)