Małolaty postrachem?

Młodzi, impreza, alkohol, wyścigi na starych motocyklach – to połączenie spędza sen z powiek znacznej części mieszkańców niewielkiej wsi pod Wojsławicami. Choć nie dalej jak rok temu na gminnej drodze miała miejsce tragedia, kawalerka nic sobie z tego nie robi. Ten, który wtedy cudem uszedł z życiem, teraz znów szalał na drodze. Jazdę zakończył na płocie sąsiada.

Nie od dziś wiadomo, że na młodych i żądnych przygód chłopaków we wsi nie czeka mnóstwo atrakcji, a z nudów do głowy przychodzą najdurniejsze pomysły. Nocne ściganie się na starych motocyklach po ojcu, dziadku i… alkoholu… to właśnie jeden z nich. Do tego uprzykrzanie życia sąsiadom czy nagminne i niebezpieczne strzelanie petard.
– Ten chłopak już miał sprawę w sądzie za zakłócanie ciszy nocnej. Dostał tysiąc złotych grzywny, więc sądziliśmy, że to go uspokoi. A okazało się, że to był dopiero początek – opowiada jeden z mieszkańców wsi.
Ludzie mają dość ekscesów 25-latka i jego kolegów: – Przecież rok temu tu, na tej drodze, doszło do tej strasznej tragedii. Inny chłopak, jego kolega, nie przeżył, a on trafił połamany do szpitala i do dziś ma problemy z jednym okiem. Czy ta tragedia ich niczego nie nauczyła? Dlaczego on dalej szaleje? – pytają, załamując ręce.
Pod koniec lutego jeden z mieszkańców wsi stał wieczorem na dworze ze swoim psem, gdy usłyszał potworny huk, po czym zobaczył, jak samochód młodzieniaszka wbija się na jego posesję, przebijając betonowe ogrodzenie. Przerażony gospodarz wbiegł do domu, do żony. Natychmiast wezwali policję, ale gdy mundurowi przyjechali było za późno. Chłopak uciekł z miejsca zdarzenia.
– Zgłoszenie otrzymaliśmy w sobotę, 24 lutego, o godzinie 18:40. Trwają czynności w sprawie – informuje podkom. Ewa Czyż, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji.

Potencjalny podejrzany

W czerwcu ubiegłego roku dwóch młodych mieszkańców gminy zderzyło się czołowo – jeden jechał „emzetką”, drugi – „wueską”. Jeden w ciężkim stanie trafił do szpitala, drugi zmarł na miejscu. Choć nikt od początku nie wierzył, że młodzi przypadkiem spotkali się na drodze i nie zdołali wyminąć, śledztwo toczyło się w sprawie, a nie przeciwko 25-latkowi. W dalszym ciągu nie ma jednoznacznych dowodów na to, że młodzi spod Wojsławic grali w idiotyczną i samobójczą grę – który pierwszy spęka i odbije w bok.
– Nie było bezpośrednich świadków. Postępowanie zostało zawieszone do czasu przygotowania przez biegłego opinii – mówi Jakub Litwińczuk, zastępca Prokuratora Rejonowego w Krasnymstawie. (pc, mg)