Miejskie szkoły na… wagarach?

Wstyd! Zaledwie trzy chełmskie szkoły wystawiły swoje reprezentacje sportowe do rywalizacji w zawodach z cyklu „Lekkoatletyczne czwartki”, które odbyły się na stadionie miejskim w Chełmie. Pozostałe nie przyszły. Mimo niemałej do pokonania odległości na starcie stawiły się za to drużyny z podstawówek w Urszulinie w powiecie włodawskim i Mołodiatyczach koło Hrubieszowa…

 

„Lekkoatletyczne czwartki” wymyślił i zorganizował były rekordzista Europy w biegu na 100 metrów Marian Woronin. Są rozgrywane od ponad 20 lat. Zawody mają na celu wyłonienie najbardziej uzdolnionych dzieci, które później mogą trafić do klubów sportowych i rozwijać się. Przez pierwsze lata impreza przyciągała tłumy startujących. W zasadzie wszystkie chełmskie szkoły oraz te liczące się w powiecie chełmskim wystawiały swoje reprezentacje, dzięki czemu w każdej konkurencji brało udział po kilkunastu, a czasami i więcej, zawodników.
Od kilku lat frekwencja w zawodach jest coraz słabsza. Brakuje przede wszystkim dzieci z chełmskich podstawówek. W tegorocznej edycji, a rozegrano już dwie imprezy, udział wzięły, reprezentacje zaledwie trzech miejskich szkół: „Jedynki”, „Dwójki” i „Siódemki”. Zastanawiąjący jest brak uczestników z największych w mieście podstawówek, a więc SP nr 11, SP nr 5 i SP nr 8. Co istotne, ta ostatnia ma klasy o profilu sportowym, „Piątkę” z kolei od stadionu miejskiego dzieli odległość około 300-400 metrów, zaś narzekająca na brak bazy sportowej z prawdziwego zdarzenia „Jedenastka” miała okazję do uprawiania sportu w przyzwoitych warunkach. Gdyby nie dzieci ze szkół w powiecie, w imprezie wystartowałaby garstka uczestników. Odległość nie przeszkadzała w dotarciu na zawody szkołom z Urszulina w powiecie włodawskim i Mołodiatycz koło Hrubieszowa. Słaba frekwencja spowodowała, że w skoku wzwyż dziewcząt w dwóch kategoriach wiekowych wystartowało po jednej uczestniczce, a w rywalizacji chłopców – po dwóch. Jeszcze nie tak dawno takie sytuacje nie miały miejsca.

Piotr Turewicz, zastępca dyrektora ZSO nr 8, zapewnia, że temat startu w „lekkoatletycznych czwartkach” był omawiany z nauczycielami wychowania fizycznego. – Uznaliśmy, że nasza szkoła będzie brała udział w zawodach organizowanych przez Szkolny Związek Sportowy, ponieważ zdobyte punkty zaliczają się do klasyfikacji współzawodnictwa sportowego szkół – mówi. – Startów jest bardzo dużo, dlatego też w tym roku zrezygnowaliśmy z uczestnictwa w „lekkoatletycznych czwartkach”. Poza tym te zawody trwają po kilka godzin i rodzice narzekali, że dzieci zbyt późno wracają do domów. Wiosną przyszłego roku będzie jeszcze pięć imprez z tego cyklu i nie wykluczam, że się na nich pojawimy.
Iwona Ceret, dyrektor SP nr 11, przekonuje, że nieobecność szkoły w zawodach nie jest spowodowana brakiem chęci ze strony nauczycieli w-f. – Przyczyn należy doszukiwać się gdzie indziej – mówi. – „Lekkoatletyczne czwartki” są rozgrywane podczas lekcji. Rodzice dzieci wolą, by ich pociechy mimo wszystko uczestniczyły w zajęciach szkolnych. Często bywało tak, że uczniowie po powrocie z zawodów byli przeziębieni, chorowali, nie chodzili do szkoły. Poza tym wiele osób uczęszcza na zajęcia pozalekcyjne i nie jest w stanie wszystkiego pogodzić. I najważniejsza sprawa, to brak zainteresowania ze strony dzieci.
Zaniepokojony słabą frekwencją chełmskich szkół na zawodach „lekkoatletyczne czwartki” jest wiceprezydent Chełma Stanisław Mościcki, odpowiedzialny za miejską oświatę i sport. – Ten temat już był dyskutowany na naradach z dyrektorami, widzę, że będziemy musieli do niego wrócić. Każda szkoła powinna wystawić swoją reprezentację. Zadaniem nauczycieli jest zachęcić dzieci do udziału w tego typu imprezach – podkreśla S. Mościcki. (ps)