Młodzież trudna, ale kasa łatwa

Czy do Rejowca wróci zdemoralizowana młodzież i niepokój? Urzędnicy z powiatu chełmskiego, którzy wypowiedzieli umowę prywatnej firmie prowadzącej w dawnym liceum niepubliczny ośrodek wychowawczy, podobno rozważają otworzenia tam takiej samej działalności. A zapowiadali przecież, że są za ludźmi i budynek szykują na potrzeby domu pomocy społecznej. Czyżby – wbrew woli mieszkańców Rejowca i okolic – kusiły ich grube miliony z subwencji na trudną młodzież? Co na to radni i burmistrz?

Gdy w ubiegłym roku minister edukacji nakazała zabrać młodzież z prywatnego poprawczaka z Rejowca i zakazała kierowania tam nowych wychowanków, mieszkańcy miasteczka odetchnęli z ulgą. Gdy starosta chełmski, Piotr Deniszczuk, wykreślił Niepubliczny Młodzieżowy Ośrodek Wychowawczy z rejestru placówek oświatowych i rozpoczął batalię o zwrot użyczonych prywatnej firmie obiektów po dawnym liceum, trzymali kciuki. A na dobre uspokoili się, gdy umowę rzeczywiście udało się rozwiązać i z końcem sierpnia ostatecznie szkoła i internat wróciły do powiatu. Do dzisiaj ludzie nie mogą wyjść z szoku po tym, co działo się w ośrodku i jak zachowywała się trafiająca tam młodzież. W spokojnej kiedyś miejscowości strach wieczorem było wyjść na ulice. O ucieczkach, pobiciach czy okropnym gwałcie kijem od szczotki dowiedziała się dzięki telewizji cała Polska. Dopiero wtedy zaczęto słuchać mieszkańców, którzy ostrzegali przed poprawczakiem i w obawie o swoje zdrowie i życie prosili o zrobienie z nim porządku. Przyklaskiwali pomysłowi, by do Rejowca wróciło liceum albo szkoły zawodowe, albo by budynek wykorzystać na cele pomocy społecznej. M.in. takie plany przyświecały powiatowi, kiedy argumentował wypowiedzenie umowy użyczenia obiektów prywatnej firmie. I na sesjach rady powiatu i w mediach starosta Deniszczuk mówił o konieczności zabezpieczenia się na wypadek zwrotu majątku w Kaniem czy Chojnie Nowym, o które upominają się spadkobiercy, a w których mieszczą się powiatowe Domy Pomocy Społecznej. Tymczasem w luźnych rozmowach urzędnicy przyznają, że rozważają także prowadzenie w Rejowcu samorządowego młodzieżowego ośrodka wychowawczego. Przekonują sami siebie, że z lepszym nadzorem, liczniejszą i bardziej wyspecjalizowaną kadrą unikną kłopotów, które miała prywatna firma. Grube miliony oświatowej subwencji, które płyną od państwa na trudną młodzież, najwyraźniej mocno kuszą starostę. Urzędnicy dokładnie wiedzą, ile zarabiała prywatna firma, bo pośredniczyli w przekazywaniu jej tej subwencji. Czyżby urzędnikom w całej awanturze chodziło nie o dobro mieszkańców, lecz o kasę i miejsca pracy dla swoich?
Na razie pomysł nie ujrzał jeszcze oficjalnie światła dziennego. I oby nie było tak jak poprzednim razem, gdy mieszkańcy Rejowca dowiedzieli się o poprawczaku, kiedy doszło tam do pierwszej ucieczki… (reb)