MOPR w cieniu afery

Po naszej publikacji na temat defraudacji publicznych pieniędzy w Miejskim Ośrodku Pomocy Rodzinie w Chełmie w samej placówce i wokół wrze. – Nasi pracownicy są niewinni – twierdzi dyrektor MOPR.

O aferze w MOPR informowaliśmy w poprzednim numerze „Nowego Tygodnia” („Skandal i malwersacje w chełmskim MOPR”). Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie przywłaszczenia ponad 200 tysięcy złotych z puli pomocy społecznej, będącej w dyspozycji MOPR. Ze wstępnych ustaleń wynikało, że sprawa może mieć związek ze śmiercią pracownicy ośrodka, zajmującej się wypłatą świadczeń rodzinnych, która na początku marca popełniła samobójstwo na stacji Chełm Miasto, wchodząc na tory wprost pod nadjeżdżający pociąg. Kilka dni wcześniej zastępująca ją w pracy koleżanka miała natrafić na ślad nieprawidłowości w wypłatach świadczeń – pieniądze były przelewane na rachunki nienależące do świadczeniobiorców, co potwierdziła przeprowadzona niezwłocznie wewnętrzna kontrola.
Z nieoficjalnych informacji wynikało, że proceder miał trwać od kilku lat, a polegał na tym, że pracownica MOPR, wykorzystując niewiedzę swoich klientów – ludzi, którzy złożyli wniosek o przyznanie zasiłku i nie wiedzieli, że kwalifikują się również do otrzymania innych świadczeń – przelewała pieniądze z puli na dwa podstawione numery kont.
Od razu pojawiły się pytania, jak to możliwe, że w ośrodku przez lata nie wykryto kradzieży i czy aby na pewno uczestniczyła w tym tylko jedna osoba. Wątpliwości, co do tego nie kryli zresztą sami śledczy. Dyrektor MOPR początkowo nie chciał publicznie odnosić się do sprawy. Zmienił zdanie po tym, jak pojawiły się komentarze godzące w dobre imię ośrodka i jego wszystkich pracowników, a przychodzący do MOPR petenci nierzadko nie przebierali w słowach.
– Nikt nie zakładał, że ktoś przychodzi do pracy, żeby kraść – broni instytucji Waldemar Kozioł, dyrektor MOPR w Chełmie. – Wszyscy nasi petenci otrzymali należne im świadczenia. Nikt nie został pokrzywdzony. Pracownicy są niewinni. Ze wstępnych wyników kontroli wewnętrznej ustalono, że sprawa dotyczy jednej osoby. Wszelkie insynuacje pod adresem innych pracowników są nieprawdziwe – zapewnia dyrektor.
W MOPR trwają kontrole. Pierwsze ustalenia wskazują, że defraudacji winna jest jedna osoba i… system informatyczny.
– Poinformowaliśmy ministerstwo o luce w systemie informatycznym i istniejącej możliwości obejścia zabezpieczeń – informuje W. Kozioł.
Jak tłumaczy dyrektor MOPR, system sam generuje kwoty przyznanych świadczeń rodzinnych do wypłaty, a każdy z obsługujących go pracowników posiada swoje własne konto (osobisty login i hasło), do którego dostępu nie mają pozostali. Rzekomo dlatego nikt wcześniej nie mógł sprawdzić, co robiła kobieta. (pc)