Mord w amoku

Kamila przed śmiercią była okrutnie maltretowana. Zabójca zadawał jej ciosy młotkiem albo tłuczkiem do mięsa. Potem użył noża, którym ostatecznie odebrał życie 25-letniej ofierze. Tak wyglądała, według najnowszych ustaleń śledczych, makabryczna zbrodnia w bloku przy ul. Bursztynowej na Czubach w Lublinie.
W zeszły wtorek przeprowadzono sekcję zwłok zamordowanej kobiety. Jak poinformowała prokuratura, Kamila N. miała liczne obrażenia. Oprawca uderzał ją po głowie i tułowiu tępym narzędziem. Potem sięgnął po nóż i spowodował u ofiary serię ran. Bezpośrednią przyczyną śmierci był krwotoku wewnętrzny.
Zdaniem śledczych krwawy dramat rozegrał się w mieszkaniu w nocy z piątku na sobotę – z 5 na 6 maja. Dziewczyna zmarła około północy. Jej chłopak, który dopuścił się zbrodni, w sobotę rano był widziany przez sąsiadów. Zachowywał się spokojnie. Wszystko wskazuje na to, że próbował pozbyć się ciała, które owinął w foliowy worek i zapakował do dużej walizki. Ale w końcu rozmyślił się. A może zdał sobie sprawę z tego, co zrobił? Wyszedł na daszek balkonu na 11 piętrze bloku. Wcześniej skontaktował się z kolegą i matką. Wyznał im, co zrobił. Stwierdził też, że chce się zabić. Na miejscu zaroiło się od strażaków i policjantów. Ale 25-letni Mateusz Ch. skoczył. Spadł z wysokości 30 metrów i cudem przeżył. W ciężkim stanie trafił do szpitala, gdzie przeszedł kilka skomplikowanych operacji. Usunięto mu śledzionę. Przebywa w śpiące farmakologicznej i całą dobę pilnowany jest przed policjantów. Kiedy tylko odzyska świadomość, prokuratorzy będą mu chcieli postawić zarzut zabójstwa.
– Kamila była spokojną, radosną dziewczyną. Pracowała w sklepie i studiowała pedagogikę – opowiadają jej znajomi.
Z Mateuszem związała się zaledwie dwa miesiące wcześniej. Kilka godzin przed śmiercią była z nim na ognisku w wąwozie na Czubach. Tam spotkała się z przyjaciółmi i miała rozmawiać też z byłym chłopakiem. To miało rozgniewać obecnego partnera kobiety. Zabrał Kamilę do domu i chwilę potem rozegrał się dramat. Mężczyzna był już wcześniej karany, ale ostatnio się ustatkował. Znalazł nawet pracę. – Był jednak porywczy, nie umiał panować nad sobą – stwierdzają jego znajomi. LL