Mróz przynosi rozpacz

Mieszkańców bloku przy ul. Samsonowicza 65 czeka kolejny zimowy koszmar

Na kolejną zimę w spartańskich warunkach szykują się mieszkańcy bloku przy ulicy Samsonowicza 65 w Lublinie. Zamiast centralnego ogrzewania dysponują jedynie elektrycznym, które generuje horrendalne opłaty za energię. To skutek kilkunastoletniego sporu z właścicielami budynku, którzy w ostatnim czasie… wystawili blok na sprzedaż wraz z lokatorami za cenę 5 milionów złotych. Mieszkańcy liczą, że miasto wykupi ich blok. Ratusz jednak nie ma takich zamiarów.
Aby zrozumieć dzisiejszą sytuację lokatorów z Samsonowicza 65, należy cofnąć się w czasie do przemian ustrojowych. Wówczas zakładowy blok dawnego Agrometu (przekształconego wówczas w spółkę akcyjną Sipma) trafił pod zarząd Spółdzielni Horyzont, od której po kilku latach przejęli go prywatni właściciele. Transakcja opiewała na wyjątkowo niską, jak na blok z działką, kwotę 200 tysięcy złotych. Mieszkańcy do dziś mówią o szemranym interesie i pozostawieniu ich na pastwę właściciela.
Gierkowska obskurna „wielka płyta” wyróżnia się na tle innych, stojących w pobliżu budynków, przy ul. Samsonowicza i Wapowskiego. Również wewnątrz klata schodowa przypomina realia z filmów z lat 70.

800 zł za sam prąd

Od szesnastu lat mieszkańcy toczą spór z właścicielem o unieważnienie aktu notarialnego zakupu bloku. Sprawa jest znana prokuraturze i sądom od lat. Skutki konfliktu są dla ludzi fatalne. Zarządca od lat nie decyduje się na odnowienie budynku. Nie działa centralne ogrzewanie. – Z tym jest najgorzej. Mamy jedynie elektryczne ogrzewanie, które generuje wysokie opłaty. Zimą dobre 800 złotych na miesiąc na samą energię trzeba mieć. A gdzie inne opłaty, za wodę, czynsz? – pokazuje nam fiszkę z opłatami pan Marek, mieszkaniec bloku. Nie każdy z mieszkańców, tak jak on, ma możliwość ogrzania lokum. Ci, których nie stać na „elektryczne” ciepło, zdani są na rękawiczki, kurtki, otulanie się kocami.

Coraz więcej pustostanów

– Ponad połowa mieszkań to pustostany – mówi kolejna z mieszkanek, pani Joanna. – Najmującym łatwiej się stąd wynieść, ale co z tymi, którzy mają mieszkania własnościowe? – dodaje.
Dowiadujemy się, że miasto rozmawiało z właścicielami budynku na temat jego odkupienia i że było to całkiem realne. Szczegółów jednak nie dopięto. – Poczynaliśmy starania jeszcze, jak wiceprezydentem był Zbigniew Wojciechowski. Później zarządca rozmawiał z LPEC-em i LUBZEL PGE, ale skończyło się na pogróżkach sądami. Nikogo nie obchodzi, że płaciłem na blok z funduszu zakładowego. Mieszkania dostawaliśmy na tak zwany przydział – wspomina kobieta.
Po tym, jak ogłoszenie o sprzedaży bloku pojawiło się w jednym z serwisów z branży nieruchomości, sprawę poruszył w formie interpelacji radny Piotr Popiel (PiS). – Dystansując się od ceny wskazanej przez właściciela (5 milionów złotych, przyp. red.) uważam, iż zasadnym jest dokonanie wyceny na podstawie rzetelnych informacji o stanie technicznym budynku i rozważenie nabycia go przez gminę Lublin – twierdzi radny.

Nie ma na to pieniędzy

W ratuszy słyszymy, że środków na tak nietypowy cel obecnie nie ma. – „Odpowiadając na postulat dotyczący nabycia działki (…) należy stwierdzić, że w budżecie miasta brak jest środków na nabycie nieruchomości od podmiotów prywatnych z przeznaczeniem na cele nieinwestycyjne” – czytamy w odpowiedzi Artura Szymczyka, zastępcy prezydenta Lublina do spraw inwestycji i rozwoju. – „Wydział Gospodarowania Mieniem wyjaśnia mieszkańcom, iż w świetle obowiązującej ustawy o samorządzie gminnym z 1990 roku, prezydent miasta nie jest organem, który rozpatruje sprawy wiążące się z prowadzeniem negocjacji z prywatnymi właścicielami nieruchomości w kwestii zarządzania przez te jednostki posiadaną własnością.
Z właścicielem budynku nie udało się nam skontaktować. BCH