Mróz zapełnił noclegownie

W chełmskim „Monarze” i Towarzystwie Pomocy im. św. Brata Alberta położyli materace, bo brakuje już łóżek dla bezdomnych.

Chełmski „Monar” dysponuje 50 miejscami. Podopiecznych jest więcej – 64. Przybyło ich, gdy chwycił większy mróz. Trzeba było dostawiać dodatkowe łóżka i materace. W ubiegłym roku było podobnie: gdy zima jeszcze się nie rozpoczęła na dobre w „Monarze” już brakowało miejsc.

– Podopieczni są do nas kierowani przez ośrodki pomocy społecznej albo zgłaszają się sami – mówi Anna Adwent, kierownik chełmskiego „Monaru”. – Zapewniamy podopiecznym posiłki, posłanie, ciepły kąt.

Najmłodszy podopieczny „Monaru” ma 28 lat, najstarszy 83 lata. Aby dostać tu łóżko, trzeba być trzeźwym. Podobnie jest w Towarzystwie Pomocy im. św. Brata Alberta w Chełmie. Tu także brakuje już miejsc. Schronisko dysponuje 50 miejscami, ale przebywa tam już 67 mężczyzn. To więcej niż w ubiegłym roku w analogicznym czasie. Największe grono podopiecznych stanowią „stali bywalcy”. Oni zgłaszają się do schroniska już w październiku.

W grudniu i styczniu do „brata Alberta” trafiają pojedyncze osoby, np. z wyrokiem sądowym o eksmisji, albo ci, którzy opuścili mury więzienne i potrzebują dachu nad głową. Obecnie w schronisku łóżka ustawione są na korytarzu, w świetlicy, kaplicy, suszarni. Agnieszka Panasiuk, kierownik Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta w Chełmie, wymaga, aby podopieczni mieli udokumentowaną odbytą terapię odwykową. Chodzi nie tylko o porządek w schronisku, ale także o to, aby skłonić podopiecznych do tego, aby spróbowali wyjść z nałogu i zmienili swoje życie na lepsze.

– Kilkanaście lat temu, gdy zaczynałam pracę w schronisku, jeździliśmy zimą w różne miejsca w mieście i szukaliśmy bezdomnych, bo oni nie zgłaszali się do schroniska tak chętnie, jak teraz – mówi kierownik Panasiuk. – Obecnie, gdy są mrozy, oczywiście też jeździmy i szukamy osób bezdomnych, aby nie stała im się krzywda, ale schronisko zapełnione jest po brzegi.

Bezdomni wolą przyjść do nas i mieć zapewnione jedzenie, łóżko. Jakiś czas temu zmieniły się przepisy. Wiele osób dostaje teraz zasiłki stałe i nie płacą już jak wcześniej za swój pobyt w schronisku. Opłatę uiszczają za nich ośrodki pomocy społecznej.

Za pobyt jednego podopiecznego w Towarzystwie Pomocy im. św. Brata Alberta w Chełmie chełmski MOPR płaci 19 zł za dobę.

W sytuacji, gdy ośrodki wspierające bezdomnych są przepełnione, osoby potrzebujące schronienia trafiają też do Ośrodka Pomocy Osobom Uzależnionym w Chełmie, czyli dawnej izby wytrzeźwień. Tam też są kierowani pijani mężczyźni. Krzysztof Gocał, dyrektor Ośrodka Pomocy Osobom Uzależnionym w Chełmie, apeluje, aby zwłaszcza zimą, gdy temperatury są niskie, być czujnym.

– Gdy ktoś widzi leżącego gdzieś człowieka, niech nie przechodzi obojętnie, tylko zadzwoni pod numer alarmowy i powiadomi odpowiednie służby – mówi dyrektor Gocał. – W tej sytuacji najważniejsze jest, aby człowiekowi nie stała się krzywda a na dalszy plan schodzą jego życiowe zakręty, bo nie nam to oceniać. Wraz z mundurowymi sprawdzamy miejsca, gdzie mogą przebywać bezdomni. To okolice parowozowni, ogródki działkowe.

Wciąż nie wiadomo, kiedy do chełmskiej „wytrzeźwiałki” będą mogły trafiać także kobiety. Do tego potrzeba zatrudnić do obsługi panie. To generuje koszty. Wkrótce kwestia ta ma zostać rozstrzygnięta. (mo)