Na brudasów nie ma rady

Człowiek, który jedzie na ryby i zostawia po sobie na brzegu śmieci, nie jest wędkarzem. To zwykły brudas z wędką w dłoni. Choć normalni moczykije od lat zawzięcie walczą z takim stereotypem, to zawsze znajdzie się jakaś zakała, która zniweczy te działania. Tak jest np. nad Jeziorem Glinki czy nad Bugiem.

Czy to się komuś podoba czy nie, prawda jest taka, że wiele osób uprawiających amatorski połów ryb jest zwykłymi śmieciarzami. Praktycznie nad każdym łowiskiem znaleźć można plastikowe opakowania po przynętach i zanętach, puszki po kukurydzy, zwoje starej żyłki i mnóstwo wszelkiego rodzaju butelek, głównie po piwie i innych alkoholach.

Tego bałaganu nie zostawia normalny wędkarz, bo taki wie, że przed łowieniem musi posprzątać stanowisko. Niestety, takiej świadomości nie mają wszyscy moczykije. Oczywiście zaraz odezwą się głosy, że nad jeziorami czy rzekami śmiecą też kajakarze czy spacerowicze. Pełna zgoda. Tylko że oni nie zostawiają opakowań po wszelkiego rodzaju akcesoriach wędkarskich. Zresztą, najlepszym dowodem są zdjęcia i nagrania z łowisk. Teren nad Jeziorem Glinki obok Orchówka (gm. Włodawa) dzierżawi firma, która m.in. opiekuje się tamtejszym kempingiem i polem namiotowym.

Jej właściciele dysponują wieloma materiałami, na których widać nie tylko śmieci zostawione przez moczykijów, ale też choćby numery rejestracyjne ich samochodów. Kilka dni temu do internetu spacerowicz wrzucił zdjęcia śmieci zalegających na brzegu Glinek. Okazuje się, że ich właściciele są znani. „My po swoich turystach sprzątamy codziennie.

Dajemy im worki i sprzątamy te worki. Ale i tak niemal codziennie zbieramy po krzakach puszki po kukurydzy, pudełka po robakach i grille jednorazowe. To są śmieciarze z zasiadki karpiowej. Chętnie bym wrzuciła zdjęcia tych wszystkich aut, które zostawiają taki syf. Mamy ich pełną galerię” – napisała administratorka kempingu. Oczywiście nie może tego zrobić, bo to byłoby niezgodne z polskim prawem. (bm, fot. Spotted: Orrchówek)