Na jubileusz 90-lecia LOZB musimy jeszcze chwilę poczekać

W tym roku minie dokładnie 50 lat, jak pięściarze lubelskiego Motoru awansowali do II ligi. Niestety, zdecydowanej większości autorów tego sukcesu już z nami nie ma

W 2020 roku środowisko pięściarskie w Lublinie miało obchodzić dwa piękne jubileusze: 90-lecia powstania Lubelskiego Okręgowego Związku Bokserskiego, a także 50-lecie awansu zawodników Motoru do II ligi. Święto będzie tylko jedno – z okazji złotej rocznicy motorowców. Na jubileusz LOZB będziemy musieli jeszcze poczekać, co najmniej do połowy listopada przyszłego roku.


– Nasze środowisko cały czas żyło w przekonaniu, że Lubelski Okręgowy Związek Bokserski został założony w 1930 roku. Ten rok w wydawnictwie przygotowanym w 1980 r. na 50-lecie LOZB wskazywał autor, Wiesław Banaszek, dokładnie nawet, że jesienią. Teraz okazuje się, że to nieprawda – mówi Krzysztof Sugier, prezes LOZB. – Redaktor Krzysztof Basiński z „Nowego Tygodnia”, na co dzień członek zarządu naszego związku, który podjął się napisania monografii na 90-lecie LOZB, odkrył, że Lubelski Okręgowy Związek Bokserski został powołany do życia dokładnie 21 lutego 1932 roku – dodaje sternik LOZB.

O to, jak to dokładnie było z powstaniem Okręgowego Związku Bokserskiego w Lublinie, zapytaliśmy naszego redakcyjnego „sportowca”.

– W kilku źródłach udało mi się potwierdzić, że konstytucyjne zebranie Okręgowego Związku Bokserskiego w Lublinie odbyło się 21 lutego 1932 roku. Tak naprawdę za datę utworzenia LOZB wybrałbym jednak piątkowy wieczór 13 listopada 1931, gdy w siedzibie Strzelca przy ul. Szpitalnej 12 w Lublinie powołana została do życia Porozumiewawcza Komisja Bokserska. W zebraniu założycielskim PKB udział brali przedstawiciele czterech lubelskich klubów: W.K.S. Unja, Strzelca, AZS-u i Szkoły Budowniczej. Na czele Komisji stanął porucznik Sauter, jego zastępcą został Petruczynik z AZS-u, a sekretarzem Kunicki ze Strzelca. Na członków wybrano Alfreda Kwietniewskiego z W.K.S. Unja, który z boksem zetknął się już wcześniej, bo w 1924 roku w Skrze Warszawa, oraz Kazimierza Andruszkiewicza ze Szkoły Budowniczej, pierwszego szerzej znanego lubelskiego zawodnika, reprezentującego między innymi barwy… stołecznej Polonii – mówi Krzysztof Basiński.

Na zebraniu Porozumiewawczej Komisji Bokserskiej podjęto szereg decyzji co do prac organizacyjnych w boksie oraz postanowiono zorganizować w połowie grudnia zawody: pierwszy krok bokserski. Komisja miała zająć się także sprowadzeniem do Lublina fachowego instruktora. Podczas spotkania padła również myśl stworzenia podokręgu lubelskiego, zależnego na razie jednak od Warszawskiego Okręgu Związku Bokserskiego.

– Ostatecznie pomysł przyłączenia się do W.O.Z.B upadł, bo ten był mocno skonfliktowany z pięściarską centralą, która miała siedzibę w Poznaniu. Jak nie wiadomo o co chodzi, to… oczywiście poszło o pieniądze. 21 lutego 1932 roku Porozumiewawcza Komisja Bokserska przekształciła się w Lubelski O.Z.B. Przewodniczący Komisji, porucznik Sauter, został pierwszym prezesem związku, funkcję sekretarza zachował także Kunicki. Wiceprezesem L.O.Z.B. wybrano Sulczewskiego, a skarbnikiem Holcherga. Do związku należało sześć klubów – dodaje K. Basiński.

W przygotowywanym na 90-lecie Lubelskiego Okręgowego Związku Bokserskiego wydawnictwie znajdą się na pewno informacje o pierwszym turnieju organizowanym przez Porozumiewawczą Komisję Bokserską.

– Zawody odbyły się 12 i 13 grudnia 1931 roku w sali ośrodka WF przy ul. Szpitalnej 12. Chodzi o dawny zespół powizytkowski, który obecnie jest siedzibą Centrum Kultury. Nazwa ulicy pochodziła od szpitala wojskowego, na który został zamieniony klasztor. Dziś ulica Szpitalna to ul. Peowiaków i jest nieco krótsza niż przed kilkudziesięciu laty. Wracając do zawodów z końca 1931 roku, to brało w nich udział około 50 zawodników. Najwięcej zgłosiło się pięściarzy Unii – 16 do pierwszego kroku i 5 do walk nadprogramowych, Strzelec wystawił 10 i 2, Hakoach 5 i 4, a warszawska Polonia jednego. W zawodach, które oglądało około 1000 widzów, najlepiej technicznie zaprezentował się niestowarzyszony Stach, walczący w wadze półśredniej oraz strzelec Mełgwa w wadze lekkiej, który jako jedyny wygrał pojedynek przez KO. Mistrzostwo pierwszego kroku zdobyli: Oskiera i Kowalczyk (Unija), Stach (niestowarzyszony) oraz Mełgwa i Urban (Strzelec). Wicemistrzami zostali: Gutwiński (niestowarzyszony), Kramek, Bogusławski, Refka i Woźniak (wszyscy Strzelec) – dodaje Krzysztof Basiński.

Prace naszego redakcyjnego kolegi nad okolicznościowym wydawnictwem z okazji 90-lecia LOZB idą pełną parą.

– Cieszę się, że środowisko pięściarskie bardzo pozytywnie zapatruje się na jubileuszową publikację. Z wielu stron otrzymuję wsparcie. Henryk Prażmo, przed laty znakomity pięściarz Sygnału Lublin i Lublinianki przyniósł ponad 200 zdjęć z lat 50- i 60-tych ze swojego bogatego archiwum, a także kolegów z ringu, Tadeusza Golucha oraz nieżyjącego już Adama Kowalczyka. Sporo zdjęć udostępnią do książki także córki Stanisława Zalewskiego. Pomocą służy mi również chodząca encyklopedia lubelskiego boksu Wademar Zduńczuk, który we władzach LOZB zasiadał od 1972 roku przez kolejnych blisko 40 lat, a od 1987 r. był sternikiem związku. W książce nie zabraknie wielu ciekawych historii związanych z naszym pięściarstwem – zapowiada Krzysztof Basiński i przytacza jedną z nich, zasłyszaną od redaktora Andrzeja Kwieka, z którym pracował przez ponad 10 lat w „Kurierze Lubelskim”, zanim w 2006 roku trafił do redakcji „Nowego Tygodnia”.

– W 1958 roku w Lublinie organizowany był turniej juniorów, w którym wystartował 18-letni Jerzy Kulej, późniejszy dwukrotny mistrz olimpijski. Zawody rozgrywane były w jedynej wówczas w mieście hali kinowo-sportowej Koziołek przy ulicy Lubartowskiej. Turniej wzbudził ogromne zainteresowanie i hala o wyropowanej podłodze (zamiast pasty do podłogi używano wtedy ropy) nie mogła pomieścić wszystkich kibiców pięściarstwa. Ponadto organizatorzy mieli też duże kłopoty w zapewnieniu miejsc noclegowych i odmówili udziału wielu młodym, utalentowanym pięściarzom. Turniejowe walki obserwował między innymi legendarny Feliks „Papa” Stamm, a jednym z uczestników był nikomu nieznany osiemnastolatek z Częstochowy. Kiedy Kulej zaledował się w ringu, do oglądającego zmagania mistrza Europy z 1953 roku Henryka Kukiera podszedł dziennikarz Przeglądu Sportowego Jan Wojdyga i powiedział: – Ten Kulej bardziej przypomina ministranta niż boksera. Wątpię, czy zobaczymy coś ciekawego.

To jednak, co ujrzeli podczas jego walki, przeszło najśmielsze oczekiwania. Nie było wątpliwości, że ten młody „ministrant” ma wielki talent i nadzwyczajną żywiołowość. Jerzy Kulej został uznany za najlepszego zawodnika lubelskiego turnieju. Miesiąc po lubelskim występie Feliks Stamm powołał Kuleja na międzypaństwowy mecz Polska – Jugosławia, a przeciwnikiem naszego zawodnika był utytułowany jugosłowiański pięściarz Slobodan Vitic. Ten mocno bijący i wygrywający wiele walk przed czasem zawodnik był zdecydowanym faworytem i mało kto wierzył, że ten pięściarz o wyglądzie potulnego chłopca zdoła dotrwać do końca pierwszej rundy. Tymczasem Kulej prawie upokorzył swojego utytułowanego rywala i ograł go jak amatora. W ten sposób Feliks Stamm odkrył w Lublinie pięściarza dużego formatu, najlepszego zawodnika wielu światowych i europejskich imprez pięściarskich – kończy niezwykłą historię związaną z naszym miastem i Jerzym Kulejem Krzysztof Basiński. MAG