Na otarcie łez?

Salomonowy wyrok usiłował wydać Sąd Rejonowy w Lublinie, rozpatrując sprawę z powództwa odwołanej 14 miesięcy temu dyrektor Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej Elżbiety Starosławskiej. Nie udało jej się wprawdzie uzyskać przywrócenia do pracy (o co zabiegała), jednak kwota odszkodowania, 37,5 tys. zł, przekracza znacznie średnią dla takich przypadków.
Zdaniem, sądu Zarząd Województwa odwołując Starosławską, nie potrafił tego prawidłowo uzasadnić. Z kolei przywrócenie byłej dyrektorki na stanowisko „nadmiernie skomplikowałoby sytuację placówki”. Już jednak wypłacenie z kasy COZL (bo przecież nie z prywatnych zasobów marszałków) kilkudziesięciu tysięcy zdaniem Sądu wielkim problemem być nie powinno.
Prof. Starosławska wprawdzie przez pełnomocnika, niemniej jednak nie kryła swojej radości z rozstrzygnięcia, korzystając z okazji, by jednocześnie wbić szpilę swym następcom i wyrazić „zaniepokojenie losem pacjentów onkologicznych”. Z kolei mec. Małgorzata Wrzołek zmuszona była robić dobrą minę, podpowiadając marszałkom złożenie apelacji, choć faktycznie przecież nie o pieniądze, tylko o trwałe pozbycie się nielubianej dyrektorki im chodziło. W tym więc sensie wszyscy mogą czuć się usatysfakcjonowani. Starosławska – przyznaniem jej racji, marszałkowie zaś – tym, że stosunkowo niezauważalnym dla nich kosztem udało się upewnić, że była dyrektor nie powróci na stanowisko. Tyle tylko, że wyrok jest nieprawomocny, a więc zabawa trwać może dalej… TAK