Na Żuka nie ma mocnych?

Czy kandydat Nowoczesnej rzeczywiście stanie w szranki w przyszłorocznych wyborach na prezydenta Lublina – czy też biznesmen Jacek Bury po prostu chce podnieść swoją rozpoznawalność i podnieść notowania mało popularnego na Lubelszczyźnie ugrupowania?


Jakby biorąc przykład ze swego krajowego szefa, Ryszarda Petru, – Bury zdecydował się na płynne przekazanie władzy w lokalnych strukturach partii w ręce swojej zaufanej współpracowniczki, Mai Zaborowskiej, dotychczasowej sekretarz okręgu. Równocześnie zaś pozwolił wskazać siebie jako potencjalnego kandydata Nowoczesnej na prezydenta Lublina, choć od razu zastrzegł, że „ostatecznej decyzji w tej sprawie jeszcze nie podjął”. Czy rzeczywiście „nowocześni” liczą, że kogoś przekonają takimi PR-owymi sztuczkami czy też po prostu brakuje im innych pomysłów na zaistnienie w lokalnej polityce, trudno na pewno stwierdzić, natomiast rok, jaki pozostał do wyborów samorządowych, z pewnością będzie sprzyjał wrzutkom medialnym z mniej lub bardziej poważnymi kandydatami na kandydatów.

Pojawić się przy zwycięzcy

Ponad wszelką wątpliwość można jednak stwierdzić, że o ile Prawo i Sprawiedliwość nie wróci znienacka do swojego projektu wyeliminowania z gry dotychczasowych prezydentów miast i wójtów zakazem ich reelekcji, to opozycji parlamentarnej będzie i niezręcznie, i niepotrzebnie popierać kogoś innego niż Krzysztofa Żuka. Co więcej, to on dziś może dowolnie rozdawać karty, mając własny szyld w postaci Wspólnego Lublina, przynależne mu z klucza poparcie Platformy Obywatelskiej, znakomite relacje z PSL oraz większość aktywistów KOD-u po swojej stronie, zaangażowanych przecież w manifestacje przeciw zarzutom korupcyjnym wysuwanym przeciw prezydentowi przez PiS i wojewodę lubelskiego. Oczywiście, mniejsze ugrupowania mogą próbować jakoś dopchać się do tej zgranej ekipy sojuszników Żuka albo próbować zaistnieć samodzielnie, bez większych nadziei na sukces, raczej w celu przypomnienia o sobie wyborcom. W takiej sytuacji znajduje się m.in. SLD, którego władze krajowe już zapowiedziały start w stałym gronie niewielkich środowisk lewicowych, co prawdopodobnie będzie oznaczało wysunięcie własnego kandydata, np. eksposła Jacka Czerniaka. Samodzielnie do wyborów samorządowych chce też jednak pójść lewicowe RAZEM, dotąd jednak pilnujące, by nie wyłonić ze swojego grona żadnych wyrazistych liderów lokalnych.

Z kim wygra Żuk?

Wielkim nieobecnym pozostaje wciąż PiS, dla którego walka o lubelski ratusz będzie bojem o wszystko. – Kolejnej klęski w Lublinie prezes Kaczyński nikomu tym razem nie wybaczy – przyznają liderzy tej partii, dlatego nie chcą spalić swojego kandydata, a poza tym przecież sami go nie znają. Jak to zwykle bowiem w tej formacji bywa, decyzję podejmie centrala. Warszawa zaś ponoć nadal sonduje różne warianty, choć podobnie rzeczywiście na krótkiej liście Kaczyńskiego pozostają w czołówce i wojewoda Przemysław Czarnek, i posłowie Sylwester Tułajew i Artur Soboń. Sytuację PiS-u komplikuje jednak fakt, że nie może liczyć na monopol na prawicy. Do samodzielnego startu przymierzają się środowiska dawnej centroprawicy, śmiertelnie skłócone z miejscowymi strukturami PiS, za to współpracujące m.in. z Polską Razem. Organizacyjnie i kadrowo to spora grupa byłych radnych, działaczy AWS, KPN, ZChN, Prawicy Rzeczypospolitej, obecnie w dużej mierze zrzeszona w Towarzystwie Obywateli Miasta Lublina Pawła Policzkiewicza i Jacka Szczota. Jakoś w wyborach z pewnością będą też starały się zaistnieć i KUKIZ’15 i WOLNOŚĆ Janusza Korwin-Mikkego, stąd można być pewnym, że kandydatów na prezydenta Lublina nie zabraknie. A im więcej ich się pojawi, tym pewniejszy wygranej może być Krzysztof Żuk, chyba, że PiS-owi uda się wyeliminować Żuka z walki o reelekcję pozawyborczymi metodami. W listopadzie ma się odbyć rozprawa przed WSA w sprawie wygaszenia przez wojewodę mandatu prezydenta Lublina. Zdaniem przeciwników Żuka złamał on ustawę antykorupcyjną poprzez zasiadanie w radzie nadzorczej PZU Życie. Niebawem zapadnie również rozstrzygnięcie w sprawie zawarcia bez przetargu umowy najmu, lokali biurowych w nieistniejącym jeszcze budynku przy ul. Wieniawskiej. Co prawda przed rokiem RIO uniewinniło prezydenta od zarzutu naruszenia w tym przypadku dyscypliny finansów publicznych, ale obecne szefostwo ministerstwa finansów nakazało wznowienie postępowania i w przypadku uznania prezydenta winnym karą może być nawet złożenie z urzędu. Oczywiście w wypadku niekorzystnych rozstrzygnięć Żukowi w jednym i drugim przypadku będzie przysłuchiwało odwołanie do wyższego sądu administracyjnego, który zapewne nie zdoła prawomocnie rozstrzygnąć sprawy przed przyszłorocznymi wyborami samorządowymi, ale jeśli PiS przeforsuje reformę sądownictwa w swoim kształcie i minister Ziobro zyska jeszcze większy wpływ na sądy, to…  TAK