Nasze mrzonki o elektromobilności

Przeszło cztery lata temu premier Morawiecki zapowiadał, że do 2025 roku po polskich drogach będzie jeździł milion elektrycznych samochodów. I to w Polsce mieliśmy je produkować i świecić przykładem w elektromobilności na wszystkich płaszczyznach – badań naukowych, technologii czy przepisów.

Lata mijają i choć, co prawda, jeszcze trochę czasu zostało, jednak na razie nic nie wskazuje, żeby ta obietnica została spełniona. Do płonnych obietnic rządzących mogliśmy się przyzwyczaić. I nie trzeba ich szukać daleko. Przed wyborami politycy na rozbudzanych nadziejach wygrywali u nas wybory. Wszakże wszyscy, na czele z premierem czy prezesem Jarosławem Kaczyńskim, obiecywali nam nową kopalnię na Lubelszczyźnie, która zmieniłaby gospodarcze oblicze regionu. Po wyborach okazało się, że to były puste słowa.

Nasi południowi sąsiedzi Czesi niewiele mówią, ale za to dużo robią. Lata temu decyzjami naszych polityków zaprzepaszczono pozycję i możliwości polskiej FSO – została sprowadzona do roli szarej montowni aut. Czesi, mądrymi decyzjami, zrobili ze Skody światowego giganta – firmę, której produkty są znane na całym świecie i są w awangardzie postępu. Już niebawem kolejny model Skody – Enyaq (już nie elektryczna hybryda, lecz auto napędzane wyłącznie energią elektryczną) pojawi się na ulicach. Na jednym ładowaniu jest w stanie przejechać kilkaset kilometrów. Nam ten pociąg – postępu i elektromobilności – nieubłaganie odjeżdża.

Na światowej premierze Skody Enyaq w Pradze redaktor naczelny „Nowego Tygodnia” Marcin Futyma mógł zamienić kilka słów z kontrowersyjnym premierem Czech Andrejem Babiszem (który zasłynął m.in. bezpardonową obroną czeskich produktów, kosztem polskiej żywności) i przekazać mu gratulacje dotyczące pozycji i sukcesów sztandarowego czeskiego koncernu.

Więcej o elektrycznej Skodzie Enyaq w kolejnym wydaniu „Nowego Tygodnia”.