Nauczycielka w męskiej toalecie

Miała wparować do łazienki i bezpodstawnie posądzić ucznia o zażywanie marihuany. Taka jest wersja ucznia, który po wszystkim został wyrzucony ze szkoły. Jego zdaniem, to dlatego, że nie chciał się poddać testom na zawartość narkotyków. Dyrekcja sprawę widzi zgoła inaczej.

Zajście miało miejsce w Zakładzie Doskonalenia Zawodowego w Chełmie. Natolatek, który wystosował do nas w tej sprawie list, twierdzi, że w szkole zapanowała istna paranoja.
– Uczniowie nie mogą skorzystać z toalety, ponieważ po wyjściu są od razu oskarżani przez niezrównoważoną nauczycielkę, że palili tam marihuanę – zarzucił. Dalej przekonywał, że w placówce przeprowadzane są narkotesty. Ci, którzy się nie poddają, mają być – według relacji ucznia – wyrzucani ze szkoły. Oskarżający szkołę uczeń nie podpisał się pod listem.
Zapytanie w tej sprawie skierowaliśmy do dyrektora placówki, Lecha Mazurka. Od razu wiedział, kto wysmarował do nas anonimowy list.
– A czy ten uczeń wspomniał o swoim agresywnym zachowaniu wobec nauczycieli, że rzucał się do bicia, że to nie był jego pierwszy wybryk? – obrusza się dyrektor i przekonuje, że z nastolatkiem od początku były problemy. – W dzienniku widnieje cała lista uwag odnośnie jego zachowania. Wielokrotnie trafiał do mnie na rozmowy dyscyplinujące. Dawaliśmy my mu szansę. Ale po ostatnim wybryku, z uwagi na bezpieczeństwo zarówno nauczycieli, jak i uczniów, podjąłem decyzje o wydaleniu go ze szkoły. Nasz statut stanowi jasno, że w takich przypadkach mamy do tego prawo – podkreśla dyrektor.
I rzeczywiście, w statucie czytamy, że skreślenie z listy uczniów następuje w przypadku m.in. stosowania przemocy wobec innych uczniów i nauczycieli, dopuszczenia się zachowania godzącego w ochronę zdrowia i życia ludzkiego, czy też posiadania i rozprowadzania narkotyków. A takie właśnie zachowania zarzucono nastolatkowi. Wątpliwości rzeczywiście pojawiły się w przypadku tego ostatniego – nie poddał się testom weryfikującym obecność narkotyków w organizmie. Jednak zdaniem dyrektora, w tym przypadku zdał się na relację nauczycielki.
Co ciekawe, w szkole od lat praktykuje się przeprowadzanie takich badań. Na pierwszych zebraniach rodzice otrzymują oświadczenia o wyrażeniu zgody na to, aby w szczególnych sytuacjach sprawdzić ich dziecko na obecność narkotyków.
– To wszystko po to, aby zwalczać problem narkomanii wśród naszych uczniów. My nie chcemy go zamiatać pod dywan – zapewnia dyrektor. Dodaje, że wszyscy rodzice podpisali takie oświadczenia. Szkoła nie uzyskała go jedynie od mamy ucznia, który został wydalony ze szkoły.

Narkotyki w szkołach są
– Mimo że nielegalne, narkotyki są stosunkowo łatwo dostępne. Choć nie ma oficjalnych danych, które przedstawiałyby rzeczywistą skalę tego problemu – przyznaje Piotr Czarnecki z Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 2 w Chełmie, który pracuje z młodzieżą dotkniętą problemem narkomanii. – Np. w naszym środowisku krąży powiedzenie, że dopalacze przyjadą do nas szybciej niż pizza. I co najgorsze – nie jest to legenda. Rzeczywiście sprawdzano, kto szybciej dotrze do małej miejscowości z towarem: dostawca pizzy czy dealer. Niestety, wygrał ten drugi.
Chełmscy śledczy nie raz przyznawali, że narkotyki były przekazywane w różnych miejscach, m.in. na ulicach, parkingach, a nawet zostawiane w parku, pod drzewem czy ławką. Po narkotyki sięgają coraz to młodsi, a widok złapanego na gorącym uczynku 15-latka, przestaje już kogokolwiek dziwić.
Kilka lat temu prowadzone przez magistrat badania wykazały, że mieszkańcy Chełma, którzy eksperymentowali z narkotykami, najczęściej po raz pierwszy sięgali po nie w wieku 15-18 lat. W tym przedziale wiekowym spróbowało ich 58 procent osób, które przyznały się do zażywania nielegalnych substancji.
 (mg)

UDOSTĘPNIJ